Kamienie milowe na naszych oczach zamieniają się w kamienie obrazy…
Donald Tusk pojechał do Brukseli z nieformalną wizytą. Nieformalną, bo wciąż jest przecież jedynie posłem elektem. Po spotkaniach z Przewodniczącą Komisji Europejskiej i innymi ważnymi urzędnikami zarówno Parlamentu Europejskiego jak i Komisji Europejskiej spotkał się z dziennikarzami.
I na tym spotkaniu padły istotne słowa. Donald Tusk stwierdził, że pieniądze z KPO mogą zostać uruchomione nawet wtedy, gdy wymagane przez KE procesy legislacyjne nie zostaną ukończone. Bo najważniejsze jest zaufanie, a Unia Europejska do Polski pod rządami Donalda Tuska zaufanie ma.
I tutaj mamy małą „zagwozdkę”. Dotychczas strona polska zawsze słyszała, że fundusze zostaną uruchomione po przyjęciu konkretnej legislacji. Były nawet sytuacje, gdy polscy ministrowie projekt ustawy pisali w Brukseli. I co? I nic… Wprawdzie ustawy utknęły w TK lub przyjęte zostały z poprawkami, ale pieniądze nie popłynęły. Był to efekt ewidentnego błędu Premiera Mateusza Morawieckiego, który zgodził się na tzw. warunkowość przy wypłacaniu funduszy unijnych. Jednym z kluczowych warunków była tzw. praworządność, jakkolwiek ją Komisja Europejska zdefiniuje. A definiuje różnie w różnych sprawach.
Pamiętam tę konferencję PMM w Brukseli, na której zapewniał, że uzgodniono brak jakiejkolwiek warunkowości, a praworządność oznacza brak korupcyjnych praktyk przy wydawaniu unijnych funduszy. Albo naiwność, albo polityczny błąd Premiera.
Dwie potężne, kluczowe dla nas instytucje – Państwo Polskie i Unia Europejska funkcjonować powinny na bazie wynegocjowanego prawa i formalnych procedur. Takich samych dla krajów, których premierów lubimy, ufamy im, jak i tych, których szczerze nie znosimy i za grosz nie ufamy. Jest takie powiedzenie w administracji: „Trzymaj się procedur, a procedury będą trzymać z tobą”. Choćbyśmy byli bardzo otwarci na innych ludzi, choćbyśmy do szaleństwa ufali drugiej stronie, to zawsze jest tak samo: instytucje działają mocą procedur. Obiektywnych, niezależnych od mojej woli czy też nie. Dotyczy to każdej instytucji, szczególnie tak ważnej jak państwo lub też organizacja międzypaństwowa. Nie ma miejsca na dowolność i uznaniowość.
Czyli Unia uzgodniła z Polską, że pieniądze będą wypłacone po spełnieniu konkretnych warunków, kamieni milowych – no przecież inaczej się nie da, prawda? Do czegoś się obie strony zobowiązały, działamy w oparciu o niezależne procedury, prawda?
Nieprawda. Procedury są nieważne. A może inaczej, są potrzebne jako mechanizm nacisku, ale tylko na tych, na których naciskać chcemy. Kiedy mamy do czynienia ze swoimi zaufanymi, to procedury są nieistotne, zaufanie przede wszystkim…
Nie wiem czy widzicie Państwo to, co i ja. Choćbyśmy nie wiem jak nie znosili procedur, to one sprawiają, że świat instytucji jest światem obiektywnym i przejrzystym. No bo co się stanie przy negocjacji następnego traktatu unijnego? Oczywiście są procedury. Serio? Mają jakąkolwiek wartość? Przypomnę Irlandię, która przeprowadzała dwa razy to samo referendum, bo pierwszy wynik nie był właściwy. Co można zrobić dowolnemu krajowi, który zbyt się opiera? Poprzez naciski zmienić rząd? Można, przetrenowano to we Włoszech. Można zamrozić relacje, przetrenowano to w Austrii, można zamrozić fundusze bez żadnych procedur. To jest rzeczywistość mafii, w której jej szef swoją wolą decyduje o wszystkim. Co robią inni? No to już jest głupie pytanie.
Zaczęło się od kamieni milowych, kończy na kamieniach obrazy zdrowego rozsądku.
Zostaw komentarz