Są zdjęcia, które swoim dramatyzmem przemawiają do serc bardziej niż tysiące słów. Nie starzeją się mimo upływu lat bo zawierają uniwersalne przesłanie. O wielkiej miłości, oddaniu, rozpaczy, bólu. A co najważniejsze, o niezrozumieniu dwóch dusz, które przeżyły ze sobą ponad pół wieku.

Na tym zdjęciu, zrobionym przez nieznanego, rosyjskiego fotografa w listopadzie 1910 roku widzimy Zofię Andriejewną, hrabinę Tołstoj próbującą zobaczyć przez okno domku zawiadowcy stacji Ozolina, w Astapowie (obecnie Lew Tołstoj) co dzieje się z jej umierającym mężem.

Na fotografii w niczym nie przypomina arystokratki, żony sumienia Rosji. Jest ubrana raczej niechlujnie. Skrada się na zewnątrz domu, by może podsłuchać, popatrzeć, co dzieje się w środku. „Niczym jakaś zbrodniarka, która bardzo zawiniła, zahukana, skruszona, stoi pod oknem pokoju, w którym umiera jej mąż, jej ukochany Lowoczka, jej życie, jej ciało, ona sama” – pisał potem Lew Lwowicz, syn Tołstoja.

Czy tak stojąc zrozumiała wreszcie dlaczego Lew Nikołajewicz uciekł od niej i rodziny z Jasnej Polany, pomimo ostrego zapalenia płuc? Jakie emocje nią wtedy targały?

Próbowała dostać się do męża, ale wspólną decyzją wszystkich dzieci oraz lekarzy postanowiono jej nie wpuszczać i nie mówić nic Tołstojowi o jej przybyciu do Astapowa. Być może dlatego, by pod jej wpływem nie zmienił testamentu, w którym prawa autorskie do całej swojej spuścizny literackiej zapisał najmłodszej córce, Saszy. A po jej śmierci kolejnej, Tatianie. Pomijając całkowicie żonę i synów.

Jak musiała się czuć jako kobieta, żona, która urodziła mu trzynaścioro dzieci? Nie umiem sobie tego nawet wyobrazić. Czuję jedynie ostry chłód paraliżujący oddech.

Tam, za ścianą on konał. Być może słyszała jego ostatnie słowa. W malignie często mamrotał – „Uciekać, uciekać „. 5 listopada rzeczywiście chciał uciec, ale został powstrzymany przez Saszę i lekarzy.

Dopuszczono ją do konającego męża na kilka chwil przed jego odejściem. Najpierw stała przy jego łóżku. Potem podeszła do niego, pocałowała w czoło i zaczęła mówić – „Wybacz mi”. To było ich pożegnanie. Rankiem 7 listopada (wg. starego porządku) o godz. 6.05 Lew Nikołajewicz umarł. #Tołstoj #ZofiaAndrijewna #Berg #Jasnapolana

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji.