Dałem się po roku, namówić Córce, żeby kupić komika (pseudonim – chomik). Nie dość, że to kosztowało 40 złotych, klatka trzy razy tyle, to to cholerstwo pierwszego dnia uciekło z klatki. Gdyby to był komik syryjski, to bym go wypatrzył, ale to był dżungarski.

Za Wikipedią:

Chomicznik dżungarski prowadzi nocny i zmierzchowy tryb życia[2]. Żyje w koloniach[13]. Aktywność życiową wykazuje przez cały rok[2]. Nie hibernuje[3]. Zimą oddala się od nory w poszukiwaniu pożywienia. Naukowcy zaobserwowali chomicznika w odległości ponad 300 m od nory, a jeden z okazów został schwytany na powierzchni terenu nawet przy temperaturze powietrza -40° C[2]. Przed zimą chomicznik dżungarski gromadzi dużą ilość tłuszczu podskórnego, który pomaga mu przetrwać w niskich temperaturach.

Dwa dni go szukałem rozstawiając po wszystkich pokojach karmę, rozsypując mąkę, bo podobno lubi i wtedy znaczy ślady. Znaczy ślady jego. Komika.

Już się tak zirytowałem jego zaginięciem, że poszedłem kupić nowego. Znów cztery dychy poszły się paść. Umieściłem nowego w klatce, z rozpaczy położyłem się na podłodze chcąc być umęczon, a tu … komik się mi przygląda.

Złapałem gagatka no i się zaczęło. Myślałem, że gryzoń do gryzonia pasuje. Gówno prawda. Komiki się wzajemnie nienawidzą. O mało się nie zżarły. Potem wypuściłem jednego do klatki ze świoniokami. Bez sukcesu niestety.

Teraz muszę utrzymywać dwie dodatkowe klatki. W każdej po jednym komiku.

Ola, ja Ci za to wszystko wystawię rachunek, jak zaczniesz zarabiać.