2024 kolejny ciekawy rok, ciekawych czasów! Dokładnie jak w Chińskim przysłowiu, które bynajmniej nie oznacza nic dobrego. Demokracja rozumiana dzisiaj jest dokładnie tak, jak ten kto rządzi ją interpretuje i chyba zasada ta stosowana jest przez wszystkie elity polityczne na całym świecie. Jeśli nie mam racji, wystarczy że przypomnę kilka podstawowych norm powstałych w V wieku p.n.e. w starożytnej Grecji na których pojęcie demokracji zostało zbudowane. 

Pierwsza z nich to „wolność”, rozumiana jako przeciwieństwo niewoli i despotyzmu politycznego. Czy jesteśmy dzisiaj wolni? Czy rządy jakiegokolwiek kraju, który określamy mianem demokratyczny, jest wolny od politycznych despotów? Czy korzystając dzisiaj ze swojej wolności, możemy bez konsekwencji wygłaszać swoje poglądy zwłaszcza te tzw. politycznie nie poprawne? Czy korzystając ze swojej wolności jesteśmy dzisiaj w stanie, uczciwie pracując nie dać się zniewolić systemowi, który tak przemyślnie jest ustawiony, że de facto czyni z nas w wielu przypadkach niewolników finansowych do końca życia? Ci którzy muszą spłacać jakiekolwiek kredyty dobrze wiedzą o czym pisze! Wystarczy tylko popatrzeć na statystyki gdzie 1% posiada więcej niż reszta ludzkości razem wzięta! Niektórzy ekonomiści już od lat alarmują, że tak dużego rozwarstwienia społecznego, nasza cywilizacja jeszcze nie doświadczała! Natomiast inni ekonomiści ci skupieni wokół Davos zapowiadają, że dzięki nowemu ładowi ekonomicznemu już niedługo niczego nie będziemy mieli na własność! Czyli mamy dokładnie tyle wolności ile polityczni despoci oraz międzynarodowe korporacje finansowe przypisały do roli jaką pełnimy w systemie. Zatem skoro od ich rozumienia słowa demokracja uzależniona jest także zasada wolności, logiczną konsekwencją jest to, że z roku na rok jesteśmy coraz bardziej zniewoleni!

Równość praw stanowi drugą podstawową normę demokracji. Oznacza to równość głosu i udziału we władzy, równość traktowania obywateli np. w podatkach, w postępowaniach sądowych itd. Czy wszyscy mamy równy udział we władzy, a dzięki wyborom delegujemy go do naszych reprezentantów? Czy tylko nam się tak wydaje? Jeśli mamy równy udział we władzy i ktoś nas reprezentuje, to kto z nas życzyłby sobie żeby system finansowy i podatkowy był tak skomplikowany? Kto z nas, zwykłych obywateli chciałby, żeby z systemu korzystali tylko ci, którzy za tego rodzaju korzyści zapłacili, np. przy tworzeniu ustaw? Kto z nas życzyłby sobie żeby system był tak skonstruowany żeby być silnym wobec słabych i słabym wobec silnych?  Czy jesteśmy dzisiaj równo traktowani?  Czy zwykły obywatel podważając uczciwość urzędnika lub polityka zwłaszcza tego z obozu władzy, ma szanse na to żeby nie spotkały go dotkliwe reperkusje? Czy postępowania sądowe są uczciwe i nie zależą od tego kto jest sądzony? Czy władza notorycznie nie nadużywa dostępnych narzędzi represji podgrzewając tym samym temperaturę konfliktów politycznych! 

Tu przechodzimy do trzeciej zasady demokracji, rządów prawa. Czy instytucje i politycy działają w zakresie określonym przez prawo? Czy też w zakresie jak to prawo rozumieją? Kto z was się spotkał z tzw. interpretacjami urzędników w różnych instytucjach konkretnych praw, wie dobrze o czym pisze. Natomiast na szczeblu państwowym stosowanie prawa tak jak akurat rozumie go grupa trzymająca władzę, niewiele ma wspólnego z działaniem w zakresie określonym przez prawo! Takie podejście w efekcie musi doprowadzić do kompletnego chaosu i kolapsu rządów prawa! Obecnie władza jest sprawowana arbitralnie, a prawo jest traktowane instrumentalnie! Jest to niestety przeciwieństwo rządów prawa!

Jaki zatem stan demokracji się nam wyłania, jeśli wszystkie trzy zasady na podstawie których w założeniu jest ona oparta, obecnie nie funkcjonują lub funkcjonują w szczątkowym zakresie? 

Żyjemy niestety w matrixie, wykreowanej celowo rzeczywistości, nie mającej nic wspólnego z demokracją. To dzięki przekazom medialnym mamy uwierzyć w to, że mamy na coś wpływ, że jesteśmy równo traktowani i mamy jakąś tam wolność. To dzięki mediom mamy uwierzyć, że jeśli coś jest nie tak jak być powinno, to wyłącznie winę ponoszą ci z drugiej strony, ci o innych poglądach, ci niepoprawni polityczne! To dlatego tak skwapliwie wpisuje się podmioty działające w obszarze mediów na tzw. listę firm strategicznych. Taka narracja propagowana przez te „strategiczne” media, oczywiście w konsekwencji musiała doprowadzić do głębokich społecznych podziałów. Dzięki temu kreowane są kolejne konflikty, które odpowiednio wykorzystywane mogą utrzymywać „elity” przy władzy. 

Wystarczy tylko przez chwile odciąć się od głównego medialnego nurtu i spokojnie usiąść i zastanowić się jakich perturbacji w ciągu ostatnich lat doświadczyliśmy, jakich doświadczamy? Perturbacji politycznych, zdrowotnych, ekonomicznych, kulturowych, militarnych itd.!

Przewrotnie każe się nam wierzyć, że właśnie na tym polega demokracja lub jej obrona! Na prawdę? Naprawdę wszyscy mamy w to uwierzyć, że to demokracja jest winna za opłakany stan w jakim się znaleźliśmy, w jakim znalazła się nasza cywilizacja, cywilizacja zachodnia? Że efektem obrony demokracji jest podsycanie konfliktów i kreowanie nowych! Ci spod znaku półksiężyca przeciw tym spod znaku krzyża, czarni przeciw białym, LGBT przeciw wartościom konserwatywnym, kobiety kontra mężczyźni, dzieci przeciw rodzicom, ci ze wschodniego brzegu kontra ci z zachodu, ci z południa przeciw tym z północy, klimat przeciw wszystkim itd. Ten ostatni wzniecony konflikt wydaje się być idealnym, bo jak dogadać się z czymś co nie ma świadomości, jest zjawiskiem zależnym od całej masy czynników, z których notabene jeszcze wielu nie rozumiemy i co jakiś czas nawiedza tę planetę powodując wielkie wymierania! Czy za tym wszystkim przypadkiem nie stoją polityczni despoci, którzy mieszają pojęciami, a demokracje tylko wykorzystują do swoich partykularnych interesów! Kosztami natomiast obarczają całe społeczeństwa, kosztami które wkrótce mogą osiągnąć punkt krytyczny! Niestety ten proces generowania kolejnych konfliktów i zarządzani nimi już od wielu lat toczy jak robak całą idee demokracji, osiągając rozmiary patologii. Doszło już do tego, że w kilku krajach proces ten wszedł już w tak zaawansowaną fazę, że każde kolejne wybory stoją na skraju masowych wybuchów społecznych lub wojny domowej! Czy nadejdzie czas bolesnego przebudzenia z matrixu? Czy rok 2025 będzie rokiem przełomowym? 

Na pewno przełomowy nie będzie w temperaturze sporu politycznego którego kolejne erupcje szykuje nam „demokracja walcząca” autorstwa koalicji rządzącej. Oczywiście to poprzednicy ponoszą pełną odpowiedzialność za to kto teraz sprawuje rządy w naszej ojczyźnie. Poprzednicy bowiem rządzili już przez ostatnie 8 lat i jaki zrobili z tego użytek dla nas wszystkich? Dlaczego woleli zarządzać konfliktem? Dlaczego tak bardzo jest im potrzebny polityczny „kohabitat” potocznie nazywany POPISem? Odpowiedź może być nader prosta, ponieważ uprawiają politykę tak jak ją rozumieją! Natomiast tym którzy obecnie dumnie dzierżą stery władzy,  sen z oczu spędzają przede wszystkim zmiany na szczytach władzy w USA, oraz jak ewentualnie unieważnić wybory prezydenckie, te przyszłe w Polsce (w przypadku przegranej). Problemem nad którym się głowią jest także, przywrócenie obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej i wysłanie polskich żołnierzy do walki w przegranej wojnie! Czyli jak zwykle dbanie o własne tyłki i realizacja interesów innych krajów, kosztem polskiej racji stanu! Już o galopującym zadłużeniu naszego kraju, rosnącej dysproporcji środków wpłacanych do kasy Unii, a otrzymywanych z powrotem, fali bankructw, oraz o wszystkich strategicznych projektach rozbudowy lub unowocześnienia Rzeczy Pospolitej, które są sabotowane, zawieszone albo wylądowały w koszu nie wspomnę! Na końcu tej katastrofy i tak usłyszymy, ja wam wójta nie wybierałem!