Jedna rzecz mnie wczoraj zdumiała, a właściwie to nie, gdyż mogłem się tego spodziewać. Gdy skrytykowałem na Facebooku niespójne zachowanie Trzaskowskiego w sprawie demonstracji ulicznych (kobiet i narodowców) i wskazałem na dysonans (wpis i dyskusja jest tutaj), nie spotkałem się w komentarzach i polubieniach z masowym, przychylnym zrozumieniem strony mi bliskiej: liberalnej.

Zakładam, że gdyby moja krytyka dotyczyła prezydenta miasta z PiS, byłoby odwrotnie. Najbardziej zdumiał mnie jednak inny fakt. Jedna z osób o liberalno-lewicowych poglądach wysłała mi taką oto wiadomość na messengerze:

„Musi mieć Pan nerwy ze stali. Ludzie nie rozumieją, że krytyczna ocena to nie krytykowanie, czy opowiadanie się po którejś stronie. Smutne jest to szczególnie, gdy się to widzi wśród grupy, która sama siebie określa jako tą bardziej oświeconą” – napisał jeden z moich znajomych (nazwiska nie będę ujawniał, bo nikt mnie do tego nie upoważnił; będzie chciał to sam się ujawni).

Pomyślałem sobie, jak daleko posunięty jest konformizm i jak bardzo sposoby oceny, osądzania, czy wydawania opinii uzależnione są od przynależności grupowej. Dochodzi do tego, że ludzie boją się (wczoraj zdarzyły mi się aż trzy takie przypadki) wprost wyartykułować własnych poglądów (wbrew przynależności grupowej) i starają się czynić to w sposób bardziej dyskretny.

Dobre i to.

A chodzi właśnie o krytyczną postawę, o której wspomniał mój znajomy, w zacytowanej powyżej jego wiadomości. I chwała mu za to, bo ja walczę o to właśnie, aby ukształtować w ludziach krytyczną postawę, „zarazić ich wirusem krytycznej postawy”.

Często piętnujecie nacjonalizm i faszyzm, uderzacie w systemy i społeczeństwa totalitarne. Zgadzam się z tym. Lecz pamiętajcie: tylko społeczeństwo wyposażone w głęboką świadomość i krytyczne myślenie, jest w stanie obronić się przed skrajnymi, fanatycznymi ideologiami. A do społeczeństw totalitarnych, jak znakomicie wykazała w swych analizach Hannah Arendt, popartych eksperymentami Stanleya Milgrama, doprowadził właśnie w pierwszej kolejności konformizm i indywidualizm. Wywodzący się jeszcze z Oświecenia egoizm, od źle stworzonego racjonalizmu Kartezjusza, gdzie człowiek miał poszukiwać afirmacji w swoim wnętrzu, wewnątrz siebie (cogito ergo sum), a nie we wspólnocie, jak u Arystotelesa, i w pluralności i krytycyzmie u Arent.

Pani Agata Passent wypomniała mi symetryzm. Nie jestem symetrystą! Symetryzm ma swoje miejsce w filozofii polityki i oznacza zrównywanie zbrodni demokratycznego świata, w tym m.in. Stanów Zjednoczonych, ze zbrodniami z obszaru komunistycznego, głównie Związku Radzieckiego. Wielokrotnie mówił o tym, prof. Aleksander Smolar.
Dla mnie USA to nie to samo co ZSRR, a PiS to nie to samo co PO czy formacje liberalno-demokratyczne. Określiłem kiedyś na swoim Facebooku PiS jako strukturalne, moralne zło. Zdania nie zmieniłem. Na czym więc polega mój symetryzm?!

Jestem jedynie przeciwko nadużywaniu symetryzmu i stosowania go do usprawiedliwienia grzechów własnego środowiska albo czegoś, co ma zracjonalizować konformizm. Oceniajmy swoich przyjaciół, kolegów, rodzinę, bardziej surowo niż naszych wrogów! Wymagajmy więcej od swoich!

Właśnie na tym polega polityka wyższych standardów.

Pani Katarzyna Wesołowska-Zbudynek (bardzo przepraszam, jeżeli wczoraj Panią obraziłem, nie takie były moje intencje) zawęża wszystkie kryteria i cały obszar dyskusji li tylko do sfery prawa i stosuje w analizach prawnych metodologię znaną z nauk przyrodniczych, a więc ścisły dowód, polegający na obserwacji i założeniu, że przedmiot badań nie jest zaangażowany. Tymczasem prawo jest nauką humanistyczną i powinno się w nim stosować szerszy arsenał narzędzi poznawczych: sens, nastawienie, emocje, uczucia, motywy; zgodnie z postulatem Maxa Webera, wyrażonym w „Die verstehen socjologii”.

Rozwój klasyfikacji nauk nie zakończył się na pozytywizmie, a ostatniego zdania w tej materii nie powiedział August Comte. Byli jeszcze inni naukowcy zajmujący się filozofią nauki: choćby Max Weber, Karl Popper, Thomas Kuhn, czy Paul Feyerabend.

Pani jest z zawodu sędzią. Szacun! Absolutnie nie kwestionuję Pani kompetencji, Czytając Pani wypowiedzi mogę powziąć wniosek, że jest nawet Pani bardzo wytrawnym prawnikiem. Jednak musi Pani pamiętać o czymś takim, jak znanym z psychologii mechanizmie skrzywienia zawodowego. W swoich wypowiedziach faworyzuje Pani wiedzę, w której jest Pani bardziej kompetentna, lepiej i pewniej się czuje, zawężając tym samym pole dyskusji.

W ten sposób wkracza Pani na mój obszar. Ja zaś nie muszę w ocenach publicystycznych kierować się analizami czysto prawnymi, tylko zdrowym rozsądkiem, racjonalną, krytyczną oceną. I choć zachowanie Trzaskowskiego, w sferze prawa jest ok, jest wizerunkowym problemem, i widać w nim niekonsekwencję oraz zaangażowanie. Zaś urzędnik powinien być indyferentny, neutralny.

Ludzie przestańcie zchowywać się jak „barany w stadzie”, jak „konie biegnące do przodu z klapkami na oczach”. Nie bądźcie konformistami, bo doprowadzicie przez to do faszyzmu i po PiS-ie będzie rządzić Konfederacja. Nie wypowiadajcie ocen wedle przynależności grupowej. Bo to jest prymitywne. I ja będę z tym walczył!
Prawda nie jest funkcją przynależności do środowiska (takiego lub innego), czy funkcją sympatii, emocji, poglądów politycznych. W Starożytnym Rzymie stosowana była maksyma: „actus hominis non dignitas iudicetur” (niechaj sądzone będą czyny ludzkie, nie sprawowane godności”).

Nie jest ważne czy ktoś jest członkiem PiS, KO, Konfederacji, czy Partii Razem. Gdy ma rację, trzeba mu ją przyznać.
Najlepiej stosować postawę fenomenologiczną: bez uprzedzeń, bez nastawień, bez tradycji, bez sympatii. Próbować uchwycić prawdę tak jak się jawi.

Arystoteles pięknie powiedział kiedyś o Platonie: „Amicus Plato sed magis amica veritas” („Platon jest przyjacielem, ale większym przyjacielem jest prawda”).

PS. Nie zależy mi na tym czy będziecie moje wpisy polubiali czy nie. Może inaczej: zależy mi, lecz ich treść nie będzie absolutnie tym determinowana. Na środowisku liberalnym, na ludziach wolności, bardzo mi zależy.
Jednak, jak powiedział Bertrand Russel, chyba w polemice i reakcji na książkę Johna Deweya: prawdą nie jest to co jest większością, co można przegłosować w sposób demokratyczny, na zasadzie przewagi w liczbie głosów.

Autor: Roman Mańka
Socjolog, publicysta, pisarz, komentator polityczny, dziennikarz „Halo Radio”, redaktor naczelny czasopisma eksperckiego Forum Inicjatyw Bezpieczeństwo Rozwój Energetyka (FIBRE). Posiada trzy wielkie pasje: filozofię, socjologię, i piłkę nożną; jest zagorzałym kibicem Realu Madryt. Wykształcenie socjologiczne zdobył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył również Studium Dziennikarstwa Europejskiego prowadzone przez Centrum Europejskie „NATOLIN” w Warszawie. W przeszłości wykonywał zawód dziennikarza śledczego w prasie lokalnej, a następnie ogólnopolskiej: opisywał sprawy z zakresu zorganizowanej przestępczości mafijnej, powiązań klientelistycznych oraz korupcji polityków; pełnił również funkcję z-ca redaktora naczelnego Gazety Finansowej i szefa działu krajowego. Publikował w Gazecie Finansowej, Home&Market, Gentleman, Onet.pl i Interii. Obecnie jest pisarzem i publicystą, autorem dwóch książek popularno-naukowych: „Strefa tabu. Największe afery III RP” oraz „Moment krytyczny”, a także współautorem jednej pozycji w dziedzinie dziennikarstwa śledczego: „Łańcuch poszlak. Wielka gra mafii i rosyjskich służb specjalnych” (wywiad rzeka z byłym szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim).