Każdy, kto świadomie spędził w PRL-u przynajmniej dekadę, nie ma problemu z rozpoznaniem tego zjawiska. Oto słowa, o ustalonym przez wieki znaczeniu, nagle dostały nowe. Czasem jedynie dla podkreślenia ich nowej prawdziwości dodawano jedynie wyróżnik „socjalistyczny”.

Okazuje się, że, cytując „Misia”, nowa socjalistyczna tradycja została przeniesiona do III RP. Zawłaszczono nazwy, pod którymi zamiast patriotyzmu i pracy dla kraju, sączy się nadal antypolskie treści.

Tezeusz pokazał już portale, na którym putinowska propaganda podawana jest niczym nowy rodzaj prawdy objawionej. W Polsce działają jednak zupełnie jawnie ruchy polityczne, tak naprawdę wykazujące cechy kremlowskich jaczejek.

Oto słynący z prawicowości Klub Zachowawczo-Monarchistyczny. Dla ciekawych podaję, że jest to stowarzyszenie, zarejestrowane w KRS pod numerem 0000095179. Utworzone 27 lutego 2002 roku.

Niestety, od dłuższego już czasu na swoim sztandarowo-prawicowym ongiś portalu konserwatyzm.pl zamieszcza teksty jednego z najbardziej zajadłych putinowców, ongiś członka Samoobrony, potem (pro)moskiewskiej partii Zmiana, niejakiego Konrada Rękasa. Ba, człowiek ów (rzekłbym, że towarzysz) był nawet członkiem Rady Nadzorczej Klubu!

sobie jest jak najbardziej dobrego zdania. Sam siebie określa endekiem. Szkopuł jednakże w tym, że Rękas nie za bardzo rozumie Dmowskiego, a sądząc po publikacjach pojęcia nie ma najmniejszego, co do uwarunkowań zewnętrznych myśli polskiej sprzed I wojny światowej; jego endeckość zatem jest tak naprawdę filorosyjskością, godną raczej jakiegoś zatwardziałego funkcjonariusza służb specjalnych PRL-u, bądź też sekretarza powiatowej organizacji partyjnej (PZPR) we wsi Głucha Dolna.

Dzięki wikipedii, do której Rękas trafił, wiemy jednak, że na powyższe był za młody.

Ukąszenie marksistowskie, na które powoływał się Kuroń senior, w przypadku Konrada przybrało już bardziej groteskową formę. Pod pozorem endeckości stał się jednym z najbardziej gorliwych siewców putinowskiej propagandy.

Oto w najnowszym tekście, zatytułowanym, a jakże, Obrońca praw człowieka = rosyjski szpieg? atakuje Państwo. Otóż pretekstu do ataku było zatrzymanie, a następnie aresztowanie na 3 miesiące niejakiego Janusza N. Człowiek ów podejrzany jest bowiem o szpiegostwo na rzecz Rosji.

Rękas tymczasem robi z niego ofiarę antydemokratycznej, jak wiadomo w odróżnieniu od Białorusi czy Rosji, polskiej władzy.

Pisze:

Polski kontrwywiad aresztował znanego działacza na rzecz praw człowieka, Janusza Niedźwieckiego pod zarzutem „działania na rzecz interesów rosyjskich” w Polsce i strukturach Unii Europejskiej.

Aresztowany przetrzymywany jest bez kontaktu z rodziną i bez prawa do adwokata, wiadomo jednak, że nie przyznaje się do żadnej winy.

Niedźwiecki to współzałożyciel European Council on Democracy and Human Rights, organizacji międzynarodowej zajmującej się monitorowaniem procesów demokratycznych na całym świecie. Z jej ramienia prowadził misje obserwacyjne wyborów na terenie byłych republik Związku Sowieckiego, znany był także ze swojej aktywności na rzecz ujawnienia zbrodni dokonywanych przez nazistowskie bataliony ochotnicze w Donbasie.

https://konserwatyzm.pl/rekas-obronca-praw-czlowieka-rosyjski-szpieg/

Najwyraźniej Rękas urodził się o jedno pokolenie za późno. Z takim talentem jak nic mógłby zostać najbliższym współpracownikiem Jerzego Urbana w stanie wojennym, a nawet pisać wstępniaki do lokalnych mutacji Trybuny Ludu.

European Council on Democracy and Human Rights czyli Europejska Rada ds. Demokracji i Praw Człowieka brzmi dumnie. Natomiast jej działanie już jakby mniej. Rękas dość mętnie pisze o monitorowaniu wyborów na terenie byłych republik Związku Sowieckiego; tymczasem tzw. Rada wsławiła się jedynie wydaniem podchwyconego przez wszystkie rosyjskie trollownie świata komunikatu, zaraz po oderwaniu od Ukrainy Krymu:

Wybory prezydenckie na Krymie są sprawiedliwe, wolne i zgodne z prawem.”

Uzupełnijmy więc mętne wywody pana Rękasa.

W tym roku [2008 – HD] polski skrajnie prawicowy działacz Mateusz Piskorski zarejestrował w Warszawie organizację „Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych” (ECGA). Zanim Piskorski go zarejestrował, brał już udział w kilku misjach obserwacji wyborów koordynowanych przez rosyjską organizację CIS-EMO, kierowaną przez Aleksieja Koczetkowa, byłego ideologa faszystowskiego Związku Narodowego Rosji. CIS-EMO i ECGA, a także ich belgijski partner, Eurasian Observatory for Democracy and Elections (EODE) kierowane przez neofaszystę Luca Michela, miałyby być zaangażowane w prokremlowskie wysiłki poprzez fałszywą obserwację wyborów. Krótko mówiąc, pójdą „obserwować” różne procesy wyborcze w Rosji i innych byłych republikach sowieckich i „oceniać”, czy wybory tam są zgodne z demokratycznymi zasadami i standardami,to znaczy, czy wybory były wolne i uczciwe i odbywały się w regularnych odstępach czasu na podstawie powszechnego, równego i tajnego prawa wyborczego. Oceny misji monitorowania wyborów CIS-EMO, ECGA i EODE zawsze odpowiadałyby interesom polityki zagranicznej i wewnętrznej Moskwy i byłyby wykorzystywane przez rosyjskich polityków i media do relatywizowania zwykle sceptycznych, a nawet negatywnych ocen dokonywanych przez takie ugruntowane misje, jak OBWE i jej Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka ( ODIHR).

ECGA i EODE miały współpracować z CIS-EMO do 2011 roku, kiedy to Piskorski i Kochetkov rozstali się z powodów osobistych. ECGA znalazłoby jednak innego rosyjskiego partnera, moskiewskie stowarzyszenie Kontroli Obywatelskiej, kierowane przez Aleksandra Broda, który jest także, jak na ironię, szefem Moskiewskiego Biura Praw Człowieka. Kluczowymi członkami kierownictwa stowarzyszenia są członkowie lub blisko związani z rosyjskim parlamentem (Dumą Państwową) i Izbą Obywatelską Federacji Rosyjskiej. W razie potrzeby lojalnych i przyjaznych zagranicznych „obserwatorów”, Kapituła Obywatelska zwracała się do ECGA i prosiła Piskorskiego o zbudowanie zespołu „monitorów”, którzy byliby następnie wysłani na „misję obserwacyjną” i robili to, co jest pożyteczne dla Kremla.

W marcu 2014 r., kiedy rosyjskie wojsko okupowało ukraińską republikę Krym, [członkowie] Kontroli Obywatelskiej ponownie skontaktowali się z ECGA i EODE i poprosili je o przyniesienie zwykłej puli „monitorów” w celu „obserwowania” nielegalnego i bezprawnego referendum z 16 marca, że nastąpiłaby aneksja Krymu przez Rosję. A „obserwatorzy” przybyli na Krym, głównie członkowie europejskich skrajnie prawicowych partii (Belgijskie Interesy Flamandzkie, Austriacka Partia Wolności, bułgarski „Atak”, francuski Front Narodowy, węgierski Jobbik, włoska Liga Północna i Tricolor Flame, hiszpańska Platforma na rzecz Katalonia). Jak można się było spodziewać, powiedzieliby, że „referendum” było legalne i sprawiedliwe, a Krym słusznie należy do Rosji.

Stowarzyszenie Kontroli Obywatelskiej nie było jedyną organizacją, która zajmowała się „obserwatorami” krymskiego „referendum”. Wśród innych rosyjskich urzędników, którzy zorganizowali „misję obserwacyjną” na Krymie, był Leonid Słucki ze skrajnie prawicowej Partii Liberalno-Demokratycznej Federacji Rosyjskiej kierowanej przez Władimira Żyrinowskiego. W tym czasie Słucki był przewodniczącym Komisji Dumy Państwowej ds. Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP), Integracji Eurazjatyckiej i Stosunków z Rodakami, a także szefem Rosyjskiej Fundacji Pokoju. Słucki przyjechał na Krym z grupą 25 członków Dumy Państwowej, którzy zrobili to samo, co inni „monitorujący”, tj. usiłowali legitymizować zarówno „referendum”, jak i jego „wyniki”. 19 marca 2014 r. Słucki i sześciu innych rosyjskich urzędników zostało ukaranych przez USA . 2 listopada 2014 r. Słucki sprowadził rosyjskich deputowanych na „obserwację” „wyborów parlamentarnych” w „Donieckiej Republice Ludowej” i „Ługańskiej Republice Ludowej” – terytoriach wschodnioukraińskich okupowanych przez rosyjskie wojsko. Zagraniczną „misję monitorującą” ponownie zorganizowało stowarzyszenie Kontroli Obywatelskiej wspólnie z polskim ECGA i belgijskim EODE.

Słucki stał się bardzo aktywny w próbach uzasadnienia rosyjskiej polityki zagranicznej przy pomocy polityków europejskich. W kwietniu 2015 roku Słucki przywiózł do Moskwy francuskiego posła Thierry’ego Marianiego z centroprawicowej partii Republikanów i innych francuskich polityków, którzy powiedzieliby, że sankcje wobec Rosji muszą zostać zniesione. Podróż została w całości sfinansowana przez Rosyjską Fundację Pokoju Słuckiego (RPF): pomogło to przedstawić podróż Marianiego nie jako operację sponsorowaną przez państwo rosyjskie (oczywistym ogniwem jest stanowisko Słuckiego w Dumie Państwowej), ale jako prywatną inicjatywę, ponieważ RPF jest formalnie niezwiązany z państwem rosyjskim. W lipcu 2015 r. Słucki wysłał Marianiego na Krym, a podróż ponownie została opłacona przez RPF. Celem wizyty Marianiego na Krymie była czysta propaganda: być może UE nie uznała „rosyjskiego statusu” Krymu i nałożyła sankcje na Rosję, ale są europejscy posłowie, którzy uznają „referendum” i proponują zniesienie sankcji.

(…)

W sierpniu 2015 roku, po „sukcesie” podróży Marianiego na Krym, Słucki skomentował słowa polskiego eurosceptycznego i prokremlowskiego polityka Janusza Korwin-Mikkego, który powiedział, że myśli o wizycie na Krymie. W szczególności Słucki powiedział mediom, że rosyjscy posłowie są gotowi na przyjęcie europejskich kolegów, w tym z Polski, którzy chcieliby odwiedzić Krym. Korwin-Mikke odwiedził Krym w grudniu 2015 roku, ale nie jest jasne, czy Słucki był odpowiedzialny za jego podróż po Krymie. Jednak w sierpniu 2016 roku to Słucki i jego Rosyjska Fundacja Pokoju ponownie sprowadzili Marianiego na Krym.

Tymczasem w Polsce EKGA Piskorski założył partię Zmiana (Zmiana), która łączyła populizm społeczno-gospodarczy, nastroje nacjonalistyczne, a przede wszystkim idee prokremlowskie.. Wśród najważniejszych członków Zmiany znaleźli się Konrad Rękas i Kornel Sawiński, który również pracował w ECGA i pełnił funkcję prokremlowskich „obserwatorów wyborczych”. Jesienią 2015 roku na Ukrainie odbyły się wybory regionalne, w których Kreml poparł Blok Opozycyjny – spadkobiercę promoskiewskiej Partii Regionów byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Ponieważ Piskorski został ukarany przez Ukrainę za działalność na Krymie w 2014 roku, nie mógł pojechać na Ukrainę ze swoim zespołem ECGA. Natomiast członek Zmiany, Janusz Niedźwiecki, brał udział jako koordynator w pracach Inicjatywy Politycznej „Misja Obserwacji Wyborów” kierowanej przez Sergejsa Blagovescenskisa, który współpracował z CIS-EMO podczas wyborów regionalnych na Ukrainie w 2010 r. wraz z ECGA i EODE „obserwował” wybory prezydenckie w Rosji w 2012 roku.„Obserwując” wybory regionalne na Ukrainie w 2015 roku, Inicjatywa Polityczna zadziałała na rzecz Bloku Opozycyjnego .

Niedźwiecki okazał się zdolnym uczniem Piskorskiego i po „obserwacji” ukraińskich wyborów regionalnych pogrążył się w działaniach prokremlowskich i antyukraińskich. Stał się ulubieńcem rosyjskiego zasobu dezinformacyjnego Sputnik News, który przedstawiałby go jako „polskiego niezależnego komentatora”. W listopadzie 2015 r. Niedźwiecki i jego koledzy ze Zmiany protestowali przed ambasadą Turcji w Polsce po zestrzeleniu przez Turcję rosyjskiego odrzutowca, który najwyraźniej naruszył turecką przestrzeń powietrzną podczas rosyjskiej kampanii syryjskiej. W lipcu 2016 Niedźwiecki towarzyszyli dwaj polscy senatorowie z liberalno-konserwatywnej Platformy Obywatelskiej Jan RulewskiJerzy Wcisło, którzy udali się do ukraińskiej Odessy na spotkanie z przedstawicielami Bloku Opozycyjnego, próbując zmiażdżyć ukraińskie władze postjanukowycza. W sierpniu 2016 r. Niedźwiecki wraz z inną członkinią „Zmiany” towarzyszył Korwin-Mikkemu w jego podróży do Czeczenii. A w listopadzie 2017 r. Niedźwiecki wziął udział w zjeździe prokremlowskiego ruchu narodowo-bolszewickiego „Istota czasu” założonego i kierowanego przez Siergieja Kurginiana.

W maju 2016 r. Zmiana otrzymała jednak bolesny cios: jej lider Mateusz Piskorski został zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, przypuszczalnie pod zarzutem współpracy z rosyjskim wywiadem. To w szczególności oznaczało, że ECGA Piskorskiego przestało działać i nie mogło już koordynować „misji monitorowania wyborów”. I tak Niedźwiecki skorzystał z okazji i zarejestrował w marcu 2017 r. własną organizację „obserwacji wyborów” o nazwie „Europejska Rada ds. Demokracji i Praw Człowieka” (ECDHR), która naśladowała – aby wyglądać na szanowaną – nazwę ODIHR: Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka.

We wrześniu 2017 r., kiedy rosyjskie władze przeprowadziły wybory regionalne, ECDHR Niedźwieckiego po raz pierwszy wystąpił jako koordynator zagranicznych „obserwatorów wyborczych”. Około 27 osób, w tym Thierry Mariani, „obserwowało” wybory w różnych regionach Rosji i na anektowanym Krymie. Nie jest jasne, czy wszyscy zostali zaproszeni do Rosji przez ECDHR, ale wiemy, że Paweł Gamow, wówczas członek skrajnie prawicowej partii Szwedzkich Demokratów, został zaproszony przez ECDHR do „obserwacji” wyborów. Co więcej, Gamow powiedział, że to samo zaproszenie zostało wysłane przez ECDHR do wszystkich członków europejskiej grupy parlamentarnej „Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej”, znanej z eurosceptycyzmu i której Szwedzcy Demokraci są również członkiem.

W grudniu 2017 r. stało się oczywiste, że rosyjskie władze będą miały trudności w wyborach prezydenckich zaplanowanych na marzec 2018 r. W szczególności ODIHR i Unia Europejska oświadczyły , że naturalnie nie wyślą żadnych obserwatorów na anektowany przez Rosję Krym. Słucki, który w październiku 2016 roku zastąpił Puszkina na stanowisku szefa Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej, oświadczył, że Rosja nie zaprosi obserwatorów ze Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, które zawiesiło prawo do głosowania w Rosji po aneksji Krymu . Tym samym Rosja stanie przed problemem legitymizacji wyborów prezydenckich nie tylko na Krymie, ale także w Rosji.

Rosyjskie władze rozumieją, że główne organizacje międzynarodowe nie tylko odmówią uznania „prawidłowości” wyborów na Krymie, ale także będą krytykować przebieg wyborów prezydenckich w Rosji – wybory w Rosji Putina nigdy nie były wolne i uczciwe. Jeden z członków Rosyjskiego Centralnego Komitetu Wyborczego (CKW) zadeklarował:

Liczymy na przyjazd zagranicznych, międzynarodowych obserwatorów z szeregu organizacji międzynarodowych, m.in. OBWE, WNP [Wspólnota Niepodległych Państw], SCO [Szanghajska Organizacja Współpracy] i innych, a także naszych kolegów z wielu krajów.

Inny członek CKW powiedział :

CKW zaprosi azjatyckie stowarzyszenie organizatorów wyborów, struktury latynoamerykańskie i europejskie. Zaprosimy Światowe Stowarzyszenie Organizatorów Wyborów.

Strategia władz rosyjskich polega na relatywizacji do negatywnej oceny wyborów prezydenckich przez najbardziej renomowane organizacje monitorujące (ODIHR i Unia Europejska) poprzez zaproszenie lojalnych międzynarodowych „obserwatorów”. Co więcej, rosyjskie władze muszą znaleźć tych „monitorów”, którzy pojadą na Krym. Pod koniec grudnia 2017 r. wydawało się, że „rozwiązanie” zostało znalezione: według Słuckiego posłowie europejskich parlamentów narodowych będą monitorować głosowanie na Krymie. Rosyjskie media podają, że na liście zaproszonych obserwatorów zagranicznych znaleźli się posłowie z Austrii, Niemiec, Włoch, Polski, Słowacji, Finlandii, Francji i Czech.

Fiński portal Yle częściowo potwierdził tę informację, mówiąc, że co najmniej pięciu fińskich posłów z różnych partii, w tym Mikko Kärnä z liberalnej Partii Centrum, zostało zaproszonych do obserwacji rosyjskich wyborów prezydenckich. Ale co ważniejsze, Yleujawnił, że osobą, która zaprosiła fińskich posłów do Rosji, był właśnie Niedźwiecki. Co więcej, Niedźwiecki zaprosił ich w imieniu zarówno ECDHR, jak i Rosyjskiej Fundacji Pokoju Słuckiego, którą Niedźwiecki określił jako „naszego rosyjskiego partnera i oficjalnego gospodarza tej misji obserwacji wyborów”. Jak dodał, „wszystkie koszty podróży i zakwaterowania” pokryją „organizatorzy”, co oznacza Rosyjską Fundację Pokoju. W swoim zaproszeniu Niedźwiecki wspomina, że zaprosiliby „około 150 parlamentarzystów, polityków i ekspertów z całego świata”. Taka sama liczba „obserwatorów” jest wymieniana w rosyjskich mediach, z odniesieniem do źródeł w Dumie Państwowej i CKW.

Wszystko to oznacza, że Leonid Słucki, szef Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej, wykorzystuje swoją kieszonkową organizację Russian Peace Foundation jako przykrywkę dla sponsorowanej przez państwo fałszywej międzynarodowej obserwacji wyborów prezydenckich, która, jak wiedzą wszyscy rosyjscy urzędnicy, będzie sfałszowane. A Słucki robi to z pomocą polskiej organizacji prokremlowskiej, która ma ładną, szanowaną nazwę, ale też długą historię i bogate dziedzictwo fałszywego monitoringu wyborczego.

(Anton Shekhovtsov – blog)

A tu rzekomy prawicowiec tworzy legendę działacza o prawa człowieka. Doprawdy, wstyd, przede wszystkim dla Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, że na swoich stronach wypuszcza tak jawną putinowską propagandę.

Ba, nawet język, jakim Rękas opisuje walczący przeciw „zielonym ludzikom” batalion Azow jest zaczerpnięty z rosyjskiej propagandy!

Ludzie, którzy nie zgadzają się z rosyjską agresją to… naziole!

B w innym tekście „konserwatysta” Rękas stwierdza, że Łukaszenka to nasz najlepszy sojusznik, a w ogóle życzy sobie, byśmy, Polacy znaczy się, zostali „zbiorowym Putinem”.

No cóż, konserwatyzm, proszę państwa, najwidoczniej ma różne oblicza. Ten reprezentowany przez Rękasa nosi nazwę konserwatyzmu gomułkowsko – moczarowego. Pomieszanie demokracji socjalistycznej z surowym ramieniem sprawiedliwości ludowej plus przekonanie o omnipotencji całkiem mocno wyliniałego mocarstwa, o PKB śmiesznie małym w stosunku do wielkości kraju i stopnia nadęcia JE b. pułkownika KGB…

Innymi słowy są to polskojęzyczne putinowskie opary.

12.06 2021

(cytat: tłumacz google, wybór HD)