Dość tekstów „konstytucja mówi jasno”. Nie mówi nic jasno.

Konstytucja z 1997 roku to prawny bubel. Konstytuta-prostytuta. Pisana żeby przypieczętować interesy okrągłostołowe, a nie żeby dać Polakom twarde prawa i porządek.

Tuż po jej uchwaleniu usłyszałem od naprawdę mądrego prawnika zdanie, które pamiętam do dziś: ona nie gwarantuje obywatelowi NIC. Wylicza wiele praw, a każde kończy się „w granicach określonych ustawą”. Czyli władza da, władza zabierze. Nie masz mechanizmu, żeby państwo zmusić do dotrzymania słowa. To katalog pobożnych życzeń, nie karta praw.

Miał rację. Dziś dopisuję: ona nie gwarantuje już nawet porządku prawnego. Jest napisana na gumę, każdy artykuł da się pociągnąć w dwie strony.

Dlaczego więc przez 20 lat jakoś to działało? Bo nad nią wisiała niepisana superkonstytucja – układy z Magdalenki i Okrągłego Stołu. Dopóki wszyscy grali według ustaleń zza kulis, można było tę lipę interpretować w jednym duchu.

Polska zaczęła z tego wychodzić. I całe szczęście.

Ale razem z tym wyparował klej, który trzymał ten bubel. I wtedy wyszło, czym naprawdę jest Trybunał.

Bo to nie PiS pierwszy upolitycznił TK. TK był upolityczniony od dawna.

Najpierw 2005-2015: sędzia TK to była nagroda za wierną służbę partii. PO, PiS, PSL, SLD – wszyscy tam wysyłali swoich. Nikt nie protestował, bo był parytet. To był właśnie ten okrągłostołowy consensus: my nie ruszamy waszych, wy naszych.

Potem przyszedł październik 2015. Sejm PO-PSL, już po przegranych wyborach, na ostatniej prostej wybiera 5 sędziów na zapas – w tym 2 na miejsca, które miały się zwolnić dopiero w następnej kadencji. Prawnicy krzyczeli, że to niekonstytucyjne.

I PiS w grudniu 2015 zrobił to samo, tylko mocniej. Unieważnił tamten wybór, wybrał swoich 5 i zaprzysiągł ich w nocy. Od tego momentu spirala: wyroki-niewyroki, publikowanie-niepublikowanie.

Czyli dokładnie tak: PiS wykorzystał to, co druga strona zaczęła robić z Trybunałem. Druga strona zaczęła traktować TK jako polityczny bezpiecznik i naginać procedury, licząc że nikt nie odpowie tym samym. PiS odpowiedział: skoro można tak, to my też możemy.

A mógł tak odpowiedzieć tylko dlatego, że konstytucja z 1997 roku nie ma żadnych twardych bezpieczników. Art. 194 mówi „Sejm wybiera sędziów TK” i tyle. Zero precyzyjnej procedury, zero sankcji za wybieranie na zapas, zero arbitra. Wszystko opierało się na zwyczaju. A zwyczaj działa tylko wtedy, gdy obie strony chcą go przestrzegać.

Ten system jest niereformowalny. To jest przeciąganie liny między dwoma plemionami, a nie sąd.

Polska potrzebuje nowej konstytucji. Napisanej na czysto, bez okrągłostołowych bezpieczników i postkomunistycznych protez.