W komunikacie czytamy:

„Proponowane treści mogą prowadzić do zniekształcenia obrazu kobiecości i męskości, a nawet powodować, że dziewczęta będą identyfikowały się jako chłopcy, a chłopcy – jako dziewczęta, w ich najbardziej wrażliwym okresie życia, w którym młody człowiek poszukuje własnej tożsamości i potrzebuje szczególnego wsparcia, opieki i towarzyszenia mu przez najbliższych. Niezwykle zaś łatwo jest wtedy skrzywdzić młodych ludzi i doprowadzić w konsekwencji do wielu zaburzeń.” Czytaj więcej.

Wierzę, że specjaliści kościelni działają w poczuciu obowiązku wynikającego ze społecznej i moralnej nauki Kościoła. Nie mam przynajmniej podstaw do tego, żeby twierdzić, że jest inaczej.

Jednak jeżeli księża biskupi uważają, że w wyniku uczęszczania na zajęcia w szkole ktoś zacznie się identyfikować jako dziewczynka będąc chłopcem (tudzież na odwrót) to mi, osobie wierzącej, jest w to po prostu ciężko uwierzyć. Myślę, że nie tylko ja odczytam takie stanowisko duchownych jako irracjonalne.

Jeżeli Kościół uważa, że młodzież jest tak łatwowierna i bezkrytycznie, zwłaszcza w dobie internetu, przyjmuje to, co się mówi na lekcjach, to obawiam się, że tej młodzieży nie zna. Stąd może błąd?

Z drugiej strony: czy brak takich lekcji zapobiegnie przypadkom transwersji? Nie sądzę. Zaś same lekcje niosą pewien pożytek, co zauważone jest nawet w liście biskupów.

Być może lepszą dla Kościoła drogą byłoby przedstawianie swojego stanowiska dotyczącego kontrowersji poruszonych w liście na lekcjach katechezy?