Dzisiaj doliczyłem się 40 już tekstów przeze mnie na Pressmania.pl napisanych. Hm… kiedy zostałem, jak zużyta i pozbawiona pary lokomotywa odstawiony na boczny tor nie przypuszczałem, że będzie to tak przyjemne. Od teraz bowiem nic już nie muszę robić, literalnie nic. Jednocześnie mogę robić wszystko, na co mam ochotę.
Przede wszystkim, zdjęty został z moich pleców garb najbardziej ciążący — konieczność zarabiania. Po przekroczeniu siedemdziesiątki, przeszła mi również jak ręką odjął — chorobliwa, dręcząca mnie od najwcześniejszego dzieciństwa — poriomania fuga dysocjacyjna albo wdzięczniej ją nazywając ucieczka histeryczna. Zaburzenie nerwicowe, polegające na ucieczce z dotychczasowej sytuacji, zazwyczaj nieprzyjemnej, które może objawiać się np. zmianą pracy zawodowej albo daleką podróżą. Z tym że osoby w stanie fugi mają zazwyczaj amnezję wsteczną – sprawiają wrażenie nieświadomych własnej przeszłości, a po powrocie z „gigantycznej ucieczki” niewiele o tym gdzie byli, co ich spotkało i co robili – pamiętają. A ja jednak wszystko pamiętam nawet z bardzo drobnymi szczegółami.
To, że przestałem się włóczyć po świecie, a nawet po najbliższej okolicy przypisuję, nie tylko temu, iż zabrakło już w moim życiu nieprzyjemnych sytuacji, czy starczemu zniedołężnieniu, ale przede wszystkim nowym możliwościom, jakie postęp informacyjny przede mną otworzył. Mogę teraz przecież, nie ruszając się z domu teraz być wszędzie, ba — dzięki Internetowi mogę przemieszczać się nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie.

Spotykać siebie kiedy byłem jeszcze młody i nieskromnie dodam — szalenie przystojnym młodzieńcem. Przywoływać do powtórnego życia rodziców, zmarłych przyjaciół.
Mogę w starych dokumentach odnajdywać przodków, dziadków, pradziadków, stryjów, wujów, stryjenki, wujenki, bliższych i dalszych kuzynów. Mogę zawierać nowe znajomości i odświeżać dawne.
Znajduję także w sieci nowych przyjaciół, jak również dorobiłem się wielu wrogów, którym wprawdzie nic nie zrobiłem, ale mnie bezinteresownie nie znoszą i już. Gram wirtualnie w brydża. Czytam internetowe gazety, a nawet książki. A przede wszystkim wspominam.
I piszę! Bez żadnego dydaktycznego zamiaru. Po prostu – wypuszczam w kosmos cząsteczki siebie. W ten sposób pozbywam się zrozumiałego przecież w mojej sytuacji smutku przemijania.
I jeszcze jedno, kiedy piszę, mniej piję — przez co oszczędzam również na whisky.
Zostaw komentarz