Jan Pietrzak nie jest moim idolem, nie jest żadną postacią „z mojej bajki”.

Natomiast reakcja na jego wypowiedź jest doskonałym przykładem efektu lewacko-liberalnej kamery pogłosowej, która określone podteksty wybiórczo podkręca nadając im szczególnie negatywną wartość moralną, przemilczając zarazem inne konteksty.

Właściwie bez echa przeszła w Polsce sytuacja, kiedy to nasi jak zawsze racjonalni i pragmatyczni sąsiedzi zza Odry postanowili pomieści nadmiarowych imigrantów w barakach obozu koncentracyjnego Buchenwald niedaleko Dortmundu. Warto też pamiętać, że praktycznie w ostatniej chwili Niemcy wycofali się z planów ulokowania imigrantów w barakach obozu zagłady Dachau – dopiero tzw. chryja, jaką wywołały doniesienia prasowe na ten temat spowodowała zmianę decyzji władz.

To właśnie do tego nawiązuje wypowiedź Jana Pietrzaka, czego jednak z mediów się nie dowiemy. Dowiemy się jedynie, że kolejny „jaskiniowy prawicowiec” użył „argumentum ad hitlerum” pałając dziką nienawiścią wobec naszych najlepszych przyjaciół na Zachodzie. Co mu do głowy przyszło? Co za zdziczenie!

Tak właśnie działa lewacko-liberalny kompleks opiniotwórczy. Nagle odzywa się grono oburzonych autorytetów i instytucji, które odnoszą się do literalnej treści danej wypowiedzi starannie omijając jej kontekst, w ogóle nie nawiązując do tego, o co w niej właściwie chodziło:

Czytaj więcej.