Jeszcze à propos kondycji zachodniej demokracji:
Co piąta uprawniona do głosowania osoba w USA deklaruje, iż jest wielce prawdopodobne, że w nadchodzących wyborach prezydenckich poprze kandydata wskazanego przez piosenkarkę Taylor Swift.
Tak wygląda nasz świat. Całkowitem załamaniu uległ liberalny paradygmat, że „dobrze poinformowani obywatele dokonują właściwych wyborów”. Współczesna demokracja liberalna nie ma z tym założeniem nic wspólnego. Demokracja przyjęła kształt kibolski, gdzie są po prostu dwa zwalczające się obozy i to, co się liczy, to to, że jednak strona jest „ich” a ta druga, to „my”.
Jedynie bardzo wąskie grupy dokonują tych wyborów świadomie analizując dobre i złe strony kandydatów. Najczęściej w dodatku odnoszą się do tylko jednej interesującej ich kwestii, choćby nie miała ona w ogóle nic wspólnego z polityką. To może być nawet to, że dany kandydat lubi psy albo koty. Dla wcale niemałej rzeszy wyborców będzie to wystarczająca kwalifikacja na najwyższy urząd w państwie.
Nic dziwnego, że wobec coraz głebiej posuniętych, za sprawą „inkluzywności i różnorodności”, rozbieżności w zakresie pojmowania spraw podstawowych, co prowadzi już tego, że nawet nie wiadomo czego należy dzieci w szkole uczyć, bo każda grupa społeczna chciałaby tu czegoś innego – właściwie trudno głos demosu traktować poważnie. Nic dziwnego, że coraz częściej w polityce pojawiają się niepoważni kandydaci, których jedynym atutem jest np. to, że mają tatuaż lub prowadzą blog o modzie.
Mówiąc wprost – jest to kolejny moment, gdzie ideologia liberalna dobrnęła do swojego kresu. Tak dalej naprawdę nie daje się rządzić i rozstrzygnięcie przyniesie zapewne jakiś kolejny kryzys. Tak czy inaczej – za kłopoty liberalizmu odpowiedzialny jest sam liberalizm, który stoczył się na pozycje lewackie domatycznie implementując „zmiany społeczne”, które rozsadzają system od środka czyniąc go coraz bardziej fasadowym, coraz bardziej podatnym na destabilizację i coraz bardziej przez wszystkich znienawidzonym.
Zostaw komentarz