Organizatorzy i Uczestnicy obchodów rocznicy ostatniej walki i śmierci
majora Józefa Kurasia „Ognia” w Waksmundzie
Szanowni Państwo,
przesyłam pozdrowienia wszystkim zgromadzonym na dzisiejszych uroczystościach. Serdecznie dziękuję Fundacji Pamięć i Wolność za podjęcie i kontynuowanie wieloletniej tradycji lutowych obchodów ku czci jednego z najsławniejszych żołnierzy podziemia niepodległościowego. Cieszę się, że jego rodzinny Waksmund, a także Ostrowsko, gdzie stoczył śmiertelny bój, wraz z całą ziemią nowotarską wiernie kultywują pamięć o bohaterze Podhala. W przeddzień Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych składam hołd temu, o którym tutaj mówiono: „Bandy «Ognia» nie ma, tylko my jesteśmy wszyscy «ognikami»”. Łączę się z Państwem odwiedzającymi dziś groby jego podkomendnych – w zadumie pełnej żalu, że wciąż nie możemy zapalić znicza na grobie samego dowódcy.
Józef Kuraś to postać jak z antycznej tragedii. Obrońca Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku, przez następne ponad siedem lat walczył zbrojnie o wolną Ojczyznę. Był żołnierzem Związku Walki Zbrojnej, Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich. Wszędzie dał się poznać jako człowiek odważny, charyzmatyczny i niepokorny – także wobec zwierzchników. Jego losy były dramatyczne również w wymiarze osobistym. W odwecie za jego liczne akcje latem 1943 roku Niemcy zamordowali i spalili jego rodzinę: ojca, żonę i małego synka. Tragedia ta nie złamała żołnierza, ale pamięć o bolesnym doświadczeniu wpisał on w swoją tożsamość, zmieniając pseudonim – „Orzeł” stał się wtedy „Ogniem”. Pod tym drugim mianem kontynuował walkę z hitlerowcami, a następnie z nowym, czerwonym zniewoleniem.
Zimą 1945 roku, po wyparciu Niemców, kiedy ziemie polskie zajmowali Sowieci i ich poplecznicy, Józef Kuraś podjął próbę opanowania najpierw lokalnych struktur milicji, a potem aparatu bezpieczeństwa. Zdekonspirowany i zagrożony aresztowaniem, porzucił ten plan i sformował swój najsłynniejszy oddział – Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica”. Na jego czele przez blisko dwa lata siał postrach wśród komunistów i ich konfidentów – od Tatr aż po Kraków. Rozbijał posterunki MO i UB, uwalniał więźniów, karał pospolitych bandytów, czym zdobył sobie wśród górali autorytet i oddanie. Za sprawą „Ognia” to nie podziemie, lecz PPR była tu de facto „partią
w konspiracji”. Liczył, że doczeka w polu nowej wojny i prawdziwego wyzwolenia.
Józef Kuraś stał się dla reżimu przeciwnikiem tak groźnym, że w 1946 roku likwidację jego oddziału uznano za główny cel działań pacyfikacyjnych w skali całej Polski. „Ogień” dysponował przeszło pięciuset uzbrojonymi żołnierzami oraz tysiącami wspierających go mieszkańców regionu. Pochodził z ludu i był zwolennikiem demokracji, ale nie wierzył w kłamliwe zapewnienia władzy nazywającej siebie robotniczo–chłopską. Sytuację polityczną oceniał jasno i bezkompromisowo dążył do realizacji wyznaczonego sobie zadania. „Komunizm, który pragnie opanować Polskę, musi zostać zniszczony” – pisał w liście skierowanym do Bieruta. Z tego powodu komuniści uznali, że muszą zgładzić „Ognia”.
22 lutego 1947 roku władze ogłosiły amnestię dla żołnierzy podziemia, która dla wielu okazała się pułapką. Józef Kuraś nigdy nie ufał obietnicom reżimu, lecz nie dane mu było przekonać się o tym nowym podstępie. Kilka godzin wcześniej zmarł szpitalu w Nowym Targu z ran odniesionych poprzedniego dnia, kiedy to razem z przyboczną drużyną stoczył ostatni bój, osaczony przez siły Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
„Wilki mają swoje ścieżki,/ podążałem szlakiem wilczym,/ śmierć ścigała mnie po lasach jak pies gończy,/ przystanęła nad potokiem,/ krótki błysk nad górskim stokiem,/ wola Boża, moja walka dziś się kończy” – śpiewał mój zmarły niedawno przyjaciel, Andrzej Kołakowski, w swojej balladzie Epitafium Dla Majora Ognia.
Do dziś nie znamy miejsca pochówku Józefa Kurasia. Nawet śmierć „Ognia” to dla jego wrogów było jeszcze za mało – próbowali unicestwić też legendę, która otaczała go na Podhalu i w całej pragnącej wolności Polsce. Przez ponad pół wieku starali się odebrać mu dobre imię. Jeden z najbardziej znienawidzonych przez komunistów Wyklętych–Niezłomnych był zarazem – a bywa nim do dziś – jednym z najusilniej szkalowanych i zniesławianych.
Wkrótce minie 20 lat od pamiętnego 13 sierpnia 2006 roku, gdy prezydent Lech Kaczyński uroczyście odsłonił w Zakopanem pomnik Józefa Kurasia i żołnierzy Zgrupowania „Błyskawica”. Zmagania o dobrą sławę „Ognia” trwają jednak nadal. Dziękuję wszystkim, którzy w tej pokojowej walce wytrwale stoją po stronie prawdy i szacunku dla bohatera, który wolność i Polskę umiłował najgoręcej. Mocno wierzę, że dane nam będzie odnaleźć jego doczesne szczątki i pochować je z należnymi honorami.
Cześć jego pamięci!
Z poważaniem
Karol Nawrocki
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
__________________________________
List odczytał Doradca Prezydenta RP Jan Józef Kasprzyk

Zostaw komentarz