W biegu dni co w lata wpadają jak w otchłań
popędzamy życie nie słuchając pragnień…
Po zmroku swej pustki otwieramy okna
czując jak niewiele liczy się naprawdę…

Przez gęste ulice niesiemy samotność
w torbach i w pleckach z walizką nadziei…
Kiedy pada – sercom pozwalamy moknąć
bo parasol marzeń niczego nie zmienił…

Za szybko… Za mało wiary w sens i cuda
I zbrakło odwagi i pytań zbyt wiele…
Przecież kiedyś wreszcie coś się musi udać
Poniedziałki, czwartki i jakieś niedziele…

W biegu dni składamy jak puzzle los taki,
który wpisaliśmy do własnej powieści…
A przecież nam wszystkim niebo daje znaki,
że co najważniejsze jeszcze gdzieś się zmieści…

Mały kąt dla duszy, która chce oddychać
Centymetr przestrzeni dla Niej i dla Niego…
Gdy pustka istnienia zbyt mocno dotyka
O Tobie pomyślę, uchronisz od złego…

O Tobie pomyślę na moim balkonie
co się do Werony uśmiecha z oddali…
I różą czerwoną jak rumieńcem spłonę
Dniom zimnym ufając, że się pokochamy…

fot. Andrzej Kaletyn