A przepiękny dworzec kolejowy w Gdańsku otrzymał we wtorek Patrona.

Nie byle jakiego! Jest nim Mieczysław Jałowiecki, czy też, jak kto woli, Major Macdonald-Jałowiecki.

Byłem akurat przypadkiem na uroczystości, na której było kilku polityków z ekranu telewizora, ale nie pozwoliłem im się ze sobą sfotografować, żeby nie robić im reklamy.

Patrona „znam” z jego książki „Na skraju Imperium” – pięknie napisanych wspomnień z ostatnich lat carskiej Rosji, początkach rewolucji i powstawania międzywojennej Litwy i Polski.

Książkę czytałem bardzo dawno, ale na zawsze utkwił mi w głowie dialog Autora z pewnym Litwinem, który tłumaczył mu, że Litwa wniosła do Unii z Polską dziedzictwo, którego Polska nie podołała nieść. To była chyba pierwsza przeczytana przeze mnie relacja o stosunku Litwinów do dawnego naszego wspólnego państwa.

Tuż po pierwszej wojnie światowej Jałowiecki był generalnym delegatem Ministerstwa Aprowizacji na miasto Gdańsk i został… słupem polskiego rządu!
Zaciągnął bowiem kredyt i osobiście wykupił na terenie miasta wiele nieruchomości w tym tereny, których potem bronili Żołnierze z Westerplatte.

W czasie wojny wyemigrował do Szkocji i mieszkał tam już do śmierci zajmując się promocją Polski i pomocą Polakom. Major Macdonald-Jałowiecki – ten przydomek to właśnie z tego szkockiego okresu Jego życia.