Czasem, to bardzo rzadko, udaje mi się spotkać sam ze sobą. Wtedy mówię, dużo mówię. Jednocześnie nie słyszę tego siebie drugiego. A jak przestaję mówić, on i tak milczy. Dlatego mówię. I mówię. Momentami bywa zabawnie.

Gdy zamykam oczy, staram się dotknąć opuszkami palców oczu, nosa i ust. Jak mi się udaje, to znaczy, że jestem jeszcze sam ze sobą. To mnie uspokaja.

Lubię być w swoim towarzystwie, choć momentami jest ono nieznośne. Gdybym był schizofrenikiem, nie miałbym może takiej rozkminy.

Pozdrawiam wszystkich!