Dziś mamy 20 września 2023 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.

„…”

Dzień dobry Państwu, odczekałem już dostatecznie długo, by móc w spokoju zasiąść przed komputerem i podzielić się kolejny raz informacjami z przebiegu walk. Tym razem dodam (i to dość zamaszystym gestem) kilku słów w związku z sytuacją polityczną, jaka nam narosła od piątku. A właściwie to od bardzo dawna nam narastała, choć nie każdy z nas miał tego świadomość.

A) Kupjańsk-Swiatowe
Tym razem przeklejam zawartość poprzednich raportów w tej rubryce – z jednym wyjątkiem, otóż jak się zdaje przedwczoraj oddziały ukraińskiej 103 Brygady Terytorialnej wyrzuciły Rosjan z Nowoselwiskiego. Nie mam zbyt wielu informacji na ten temat, ale intuicja podpowiada mi, że kluczową rolę w zmuszeniu rosyjskiego 7 Pułku Strzelców Zmotoryzowanych do odwrotu była ukraińska artyleria i sądzę, że chodziło o kanonierów z 25 Brygady Desantowej, która stoi za frontem w rezerwie, ale jej działa aktywnie wspierają operacje bojowe pierwszej linii.

B) Bachmut-Awdijewka
Dowództwo ukraińskie pochwaliło się ustami polityków reprezentujących Ministerstwo Obrony ostatecznym opanowaniem Kliszcziwki i Andrijewki, co należy skwapliwie odnotować. Tym razem obeszło się bez ciężkich walk – zajęte obszary były de facto „ziemią niczyją”, więc bez owijania w bawełnę – dużo istotniejsze, jest załamanie rosyjskich prób wdarcia się na osławione wzgórze na północ od Kliszcziwki. Z jednej strony rosyjskie ataki nie miały takiego animuszu jak szturmy zimą i wczesną wiosną, z drugiej jednak strony naliczyłem tych kontrataków łącznie przynajmniej sześć, więc jednak jakaś tam po stronie rosyjskiej determinacja do odbicia tego kluczowego punktu była.
Niestety, dowództwo regionalne w rejonie Awdijewki nie zamierzało najwyraźniej iść za ciosem – więc moja intuicja, co do zamysłów strony ukraińskiej zawiodła mnie tutaj srodze. Po prostu po dwóch dobach, gdy Rosjanie zaprowadzili w swych jednostkach jako taki porządek, powrócili do Opytnego, które jest teraz solidnie obsadzone i na razie raczej nie ma widoków na to, by wkrótce miało się znaleźć po rękach ukraińskich żołnierzy. Rosjanie atakowali na północ od Awdijewki – w rejonie Wesełego – ale ich akcja została zatrzymana przy pewnych zdobyczach terytorialnych.

C) Zaporoże
W rejonie Prijutnego siły ukraińskie odzyskały część utraconych na rzecz Rosjan obszarów, ale na tym ich impet wygasł, gdyż od kilku dni nie notuję tutaj żadnej aktywności. Podobnie sytuacja wygląda w rejonie Nowomajorskiego, a także na południe od Urożajnego.
Z kolei na południe od Orichiwa po kilku dniach posuchy pojawiły się nowe efekty ukraińskiej aktywności bojowej. Chociaż prowadzenie działań zaczepnych z tak wąskiej podstawy przyprawia zapewne doświadczonych i wykształconych odpowiednio oficerów sztabowych obserwujących zmagania na Ukrainie o stan przedzawałowy, na razie 0 nie wiedzieć czemu – przynosi to jakieś efekty. W ciągu ostatnich trzech dni atakując w trzech rozbieżnych kierunkach trzy grupy szturmowe sił ukraińskich odniosły bowiem spore sukcesy.
Najpierw atakując wprost na zachód z rejonu Robotyne Ukraińcy, a konkretnie 47 Brygada Zmechanizowana wyparły Rosjan z kompleksu umocnień położonego w tym rejonie. Rosjanie nieustannie kontratakują, ale nic z tego jak dotąd nie wynikło. Następnie 82 Brygada Desantowa wyprowadziła cios wagi ciężkiej w nowo przybyły 387 Pułk Strzelców Zmotoryzowanych (Terytorialny), który został dość mocno okaleczony podczas przejmowania pozycji z rąk bardzo już osłabionego BARS – 11. Można powiedzieć śmiało, że rosyjski główny pas obrony został tutaj dość mocno „dołamany” przez siły ukraińskie, które sforsowały go na odcinku już niemal czterech kilometrów. Swoją drogą, skierowanie do walki na tak trudnym odcinku zupełnie „zielonej” jednostki rosyjskiej świadczy o tamtejszym dowództwie operacyjnym niezbyt dobrze. Jedyne co w ten sposób osiągnięto, ostateczne przekonanie się, że trzymanie gros sił w rejonie Nowopokropiwki ma jednak jakieś uzasadnienie, gdyż Ukraińcy jakby stracili z oczy Werbowe i kierują się obecnie wprost na południe.
Także na odcinku południowym włamania w rosyjskie linie obronne bardzo śmiało i skutecznie poczyna sobie 46 Brygada Desantowa, która częścią swych sił zepchnęła Rosjan wprost na Nowopokropiwkę, ale także działając innymi elementami, wyrzuciła z głównej linii obrony kolejnego debiutanta na polu walki, czyli 1152 Pułk Strzelców Zmotoryzowanych. Jednostka ta, mimo wsparcia ze strony 108 Pułku Desantowego nadal oddaje teren i podobnie jak koledzy z 387 Pułku okazała się mało odporna na kryzys „pierwszego dnia bitwy”. Sumując to chyba dobre wiadomości.

D) „Bitwa o Zboże”
Mówiąc szczerze, jestem ostatnią osobą, która pragnie na kartach raportów sytuacyjnych rozstrzygać kwestie polityczne – zwłaszcza dotyczące tarć wśród państw zaangażowanych we wspieranie ukraińskiego wysiłku zbrojnego, ale tym razem nie mam możliwości nie odwołania się do własnej oceny sytuacji. Sprawa bowiem dotyczy relacji polsko-ukraińskich, a przecież jesteście Państwo – zwracam się do Czytelników – przede wszystkim Polakami.
Rozstrzygając znaczenie, a przede wszystkim korzenie problemu musiałbym zacząć wątek dotyczący ukraińskich produktów rolnych niczym stare, dobre bajanie – od dawno, dawno temu. Ale wypada mi tak uczynić, ponieważ większość z nas chyba nie końca zdaje sobie sprawę od jak dawna Polska boryka się z problemem swojej własnej wsi. Z dawien dawna – jako kraj kompletnie zacofany względem Europy Zachodniej Polska borykała się z potężnym bezrobociem agrarnym powiązanym ściśle z nieprawdopodobnym wprost rozdrobnieniem własności ziemskiej. Oczywiście myślę tu o latach poprzedzających wybuch II Wojny. Wtedy to, za czasów II RP władze umyśliły sobie, że uciszą chłopstwo będące z jedną z najpotężniejszych sił (około 70 procent społeczeństwa żyło z produkcji artykułów rolnych) za pomocą namiastki reformy rolnej polegającej na parcelacji ziemi. Wprawdzie w ten sposób działały zupełnie wbrew duchowi czasu, a przede wszystkim przesłankom ekonomicznym. Co gorsza, ta namiastka reformy była kontynuowana aż do wybuchu wojny, a już po wojnie nowe władze postanowiły pójść tą samą drogą, by kupić sobie przychylność wsi, na której wciąż mieszkała większość obywateli państwa polskiego.
Z czasem, odmierzanym przez kolejne pięciolatki, za pomocą forsownej, aczkolwiek kompletnie bezrozumnej industrializacji kraju, który wówczas nazywał się PRL, udało się zlikwidować znaczną część owego przeludnienia agrarnego na rzecz rozbudowy miast powiatowych i wojewódzkich wraz z ich lichym przemysłem i jeszcze gorszymi usługami. W każdym razie obok nienaruszonej w swej strukturze małej i bardzo małej własności ziemskiej narodziły się też PGR, które miały ten niedobry wpływ na rozwój polskiej wsi, że raz na zawsze (jak się po latach okazało) wybiły Polakom z głowy model wielkiej gospodarki ziemskiej o strukturze wielkotowarowej. PGR wprowadziły na wieś jedynie dalszy regres cywilizacyjny, który stał się w pełni widoczny w chwili zerwania z PRL na rzecz III RP. Gdy cofnięto system dotacji dla PGR, okazało się w ciągu roku, że z grubo ponad półtora tysiąca PGR rentowne są dwa (raz jeszcze, słownie dwa), w tym jeden eksperymentalny – w Manieczkach, pod Poznaniem, który przez dekady trwania poprzedniej władzy był jednym z jej oczek w głowie.
Od chwili likwidacji PGR po wejście Polski w struktury unijne jakakolwiek próba koncentracji prawa do własności ziemskiej była bardzo skutecznie torpedowana, a wieś polska z niewieloma w sumie przykładami pozytywnymi została totalnie zakonserwowana w formalinie mętnych, lub wręcz tępych przepisów prawa. Można zatem w Polsce budować na ziemi rolnej nieruchomości mieszkalne, ale nie będąc już rolnikiem z wykształcenia nie da się jej skupić, by ją uprawiać. Taki paradoks.
Wejście do Unii było oczywiście najpiękniejszym bożym darem dla wsi polskiej, bo poza systemem dopłat i gwarancji unijnych, wieś ta weszła na wielki rynek unijny, mając olbrzymią premię kosztów pracy i wytworzenia, więc w krótkim czasie polski eksport artykułów żywnościowych stał się obiektem dumy. Wieś się zatem (teoretycznie) modernizowała. Aż do wybuchu wojny na Ukrainie.
Jestem bardzo ciekaw, czy którykolwiek z polityków partii władzy zastanowił się choćby przez moment, co oznaczało „bezkompromisowe i pełne poparcie Polski dla unijnych perspektyw Ukrainy”? Oczywiście nic nie znaczyło, bo rządzący Polską od ośmiu lat rząd zaczyna zwracać uwagę na otaczającą go rzeczywistość dopiero wtedy, gdy sufit wali mu się na głowę – niekoniecznie nawet w skutek odpalenia granatnika, który miał być głośnikiem. Nie może zatem dziwić wypowiedź ministra Kowalczyka, który nie mając ku temu żadnych podstaw stwierdził publiczne, że nie warto sprzedawać zboża, bo jego cena nie spadnie. Dlaczego miałaby spaść? Minister Kowalczyk, jak cała reszta zgrai obsiadających grzędę ministerstw tych i owakich spraw rzecz jasna nie ma żadnych kompetencji, aby na tej grzędzie zasiadać, więc skąd miał wiedzieć, że o cenie zbóż na wolnym rynku decydują różne czynniki, ale z pewnością nie wróżenie z fusów, które zastosował.
Tymczasem na Ukrainie proces koncentracji prawa własności ziemskiej postępował dynamicznie i obecnie jest to kraj, w którym wielcy posiadacze ziemscy są niemałą siłą ekonomiczną i polityczną. Można oczywiście uciekać się do zaklęć i nazywać ich „latufundystami”, lub „oligarchami”, ale oni tam są i te magiczne formułki rodem ze świadomości człowieka średniowiecza niczego nie zmienią. Tymczasem, otwarto polski rynek produktów rolnych na ekspansję wielkotowarowych gospodarstw ukraińskich – nadal jednak nie mogę powiedzieć słowa „kurtyna”. Ani dodać ze czterech wykrzykników.
Sprawa wydała się władzom polskim prosta – gdy ceny zbóż spadły zupełnie niespodziewanie na łeb na szyję, wystarczyło poprosić Mamę Unię (tak, tak – ten zły i okupujący Polskę Eurokołchoz) o pomoc w postaci zablokowania importu, nad którym najwyraźniej Rząd III RP nie miał zupełnie żadnej kontroli. Tyle tylko, że embargo było czasowe i właśnie – w zeszły piątek – wygasło. Co w tym czasie zrobił Rząd III RP? Kompletnie nic.
Nie chcę za bardzo odnosić się do przemów prezydentów obu krajów i ich zachowań – cóż, moja opinia o Prezydencie Zełenskim jest taka, że to człowiek szalenie roszczeniowy, natomiast moją opinię o osobie prezydenta Polski wyraził najlepiej Pan Jakub Żulczyk, więc nie będę go powtarzał. O ile Zełenski kieruje krajem na wojnie i bez względu na jego wady dramatycznie walczy o zabezpieczenie możliwości toczenia tejże wojny, polski prezydent wspominał coś o „tonącym, który chwytał się brzytwy”, a natychmiast w sukurs przyszedł mu premier, który wprost zagroził Ukrainie kolejnymi retorsjami w przypadku „eskalowania konfliktu”, czyli ukraińskiej odpowiedzi na polskie embargo. Oczywiście z nutką perwersji chciałbym się w tym miejscu zatrzymać nieco – przystanąć dosłownie – i zapytać kolegów z Konfederacji, czy to jest właśnie to, co nazywają „wolnym rynkiem”, bo jako pierwsi zażądali kontynuacji embarga na ukraińskie produkty rolne. Ta fantastyczna dychotomia chyba najlepiej pokazuje, jak oderwani od rzeczywistości są ci ludzie – choć oczywiście przypada im zaledwie drugie miejsce po partii władzy, która zwykła składać ważne deklaracje, a le także podejmować ważne działania nie mając zielonego pojęcia o konsekwencjach takich kroków. Wielkie brawa!!!
Kończąc mój wywód, strasznie mi szkoda całej tej sytuacji, bo jak przypuszczam, można było zrobić cokolwiek innego, niż bełkotać bez sensu od ponad półtora roku o Wołyniu i tym podobnych pierdołach. Tak, pierdołach! Jak inaczej nazwać rzeczy, które miały miejsce 80 lat temu, a które przesłaniają całkowicie aktualną i całkiem ważną rację stanu? To jest właśnie efekt tkwienia w bańce polityki historycznej i „budowie Polski od nowa”, która polega tylko na robieniu z rzeczywistości jednej wielkiej Cepelii, zamiast stawiania na obserwację i analizę dziejących się dookoła wydarzeń. Oczywiście w mojej ocenie, w sporze o zboże racja jest całkowicie po stronie ukraińskiej, i mam nadzieję, że spór przy arbitrażu Światowej Organizacji Handlu właśnie oni wygrają. Przecież nikt nie zmuszał Polski do tego, by konserwować wieś w takim kształcie, w jakim obecnie jest. Przecież nikt nie zmuszał mieszkańców polskiej wsi do tego by gremialnie głosować na kretynów nie posiadających poza własnymi stereotypami i uprzedzeniami elementarnej wiedzy o świecie. Może trzeba było faktycznie „budować Polskę od nowa” przez ostatnie osiem lat?
Może trzeba było posunąć się nieco dalej niż tylko poprzez zamach na sądownictwo zniechęcić do siebie calutką Unię (poza „bratnimi” Węgrami), może trzeba było sobie przypomnieć, że ma się Unijnego Komisarza ds. Rolnictwa? Może cały ten lament nad utratą głosów rolników (na razie nadal potencjalną, bo skoro można zrobić budżet zer 170 mld deficytu w roku wyborczym, to można jeszcze ze 30 mld na pomoc rolnikom dorzucić przecież. Może…

Już klasycznie mapka od Poulet Volant, obrazująca ukraińskie postępy w rejonie Nowopokropiwka – Werbowe.

Tym razem chciałbym rozpocząć od gorących podziękowań dla tych z Państwa, którzy wsparli moją działalność publicystyczną. Tym, którzy pomyśleli o tym, ale jednak z jakichś powodów tego nie zrobili także dziękuję – fajnie, że o tym pomyśleliście. Dodaję oczywiście prośbę o udostępnianie i naturalnie link dla tych, którzy myśl przekują w czyn – buycoffee.to/marcin_jop