Jeśli preferencje mieszkańców 27 krajów UE nie ulegną do początku czerwca większym zmianom to na mecie, z najlepszym wynikiem, zameldują się eurochadecy (EPP), przed socjaldemokratami (S&D). Jedni i drudzy z grubsza utrzymując stan posiadania z kończącej się kadencji. Miejsce na podium mogą stracić euroliberałowie (RE), z możliwym uszczupleniem swojej reprezentacji nawet o 20%.
To oznaczałoby w praktyce, że trójczłonowa koalicja EPP/S&D/RE, rozdająca karty w Brukseli, utrzymałaby większość w mandatach (obecnie 60%, po wyborach ok. 52%). Tak więc, wyczekiwanego przez wielu suwerennistów, przełomu nie będzie. A nawet gdyby, w skrajnym wariancie, zabrakło „trojce” kilka mandatów to, w imię ratowania „praworządności i demokracji”, dokoptowani do jądra brukselskiego systemu, na równych prawach, zostaną Zieloni (G/EFA).
Trzeci co do wielkości klub w nowym PE miałaby prawica narodowa (ID), liczący nawet ok. 90 europosłów. Niewiele mniej mieliby eurokonserwatyści (ECR), walczący o czwarte miejsce ze wspomnianymi euroliberałami (RE). Mocne uszczuplenie, nawet o 1/3 europosłów, dotknęłoby europejskich Zielonych (G/EFA), drugiego po euroliberałach największego przegranego w nadchodzący wyborach do PE. Ostatnia z rodzin partyjnych – lewica z GUE/NGL – miałaby ok. 40 europosłów, co odpowiadałoby mnie więcej jej obecnemu stanowi posiadania.
To więcej niż pewne, że w nowym PE będzie więcej prawicy, czyli ugrupowań stojących na prawo od EPP. Dość zestawić obecną reprezentację narodowców, konserwatystów i wolne, prawicowe elektrony (FIDESZ+IND), która dziś mieści się w przedziale 140-150 europosłów, a od czerwca może ocierać się o 200. Gdyby wszyscy oni zdecydowali się na powołanie jednej frakcji narodowo-konserwatywnej mieliby o ok. 20-25 mandatów więcej niż eurochadecy (EPP).
No i największy smaczek. Po raz pierwszy od 1979 roku (pierwsze bezpośrednie wybory do PE) będziemy mieli do czynienia z sytuacją kiedy łączna reprezentacja centroprawicy (EPP) oraz prawicy (narodowej, konserwatywnej i niezrzeszonej prawicy suwerennistycznej) może stanowić ponad połowę składu PE (ok. 52%-53%).
No i? Bez złudzeń. EPP nie zmieni frontu. Eurochadecy są wrośnięci w system. Dla utrzymania status quo będą gotowi na dokoptowanie Zielonych (o czym była już mowa). A jeśli w kolejnym rozdaniu znowu zabraknie szabel to nawet Lewicę (GUE/NGL), w tym komunistów. O ile, wybiegając tak daleko w przyszłość, będzie jeszcze jakiekolwiek rozdanie do PE po 2029 roku.
Autor: Marcin Palade
Polski socjolog polityki, autor opracowań i analiz z zakresu preferencji społeczno-politycznych i geografii wyborczej w Polsce. Były wiceprezes Polskiego Radia.
Zostaw komentarz