Uprzedzałem, że Metatron będzie bardzo okrutną i drastyczną książką. Ten fragment, to dopiero początek.
„Do pracy poszedłem na piechotę. Był środek nocy. Pora, w której każde miasto zmienia się w Sodomę. Skorupa nazywała je Warszawą, ale ja widziałem zgniliznę i zepsucie, wypełniające odorem pogrążone w mroku ulice. Mijały mnie śmierdzące alkoholem i przypadkowym, pospiesznym seksem demony, wracające do swoich nor, by zmyć z siebie zewnętrzny szlam, włożyć czyste ubranie i w ciągu dnia kłamać, kraść, mordować, tłumacząc zaszczytnymi celami swoje zbrodnie. Nieliczni ludzie przemykali się niczym cienie. Każdy z nich musiał zasiać swoje poletko, którego owocami karmiły się demony. Wtedy postanowiłem zabić po raz pierwszy.
Skorupa mieszkała na Placu Bankowym, a pracowała przy Placu Unii Lubelskiej. Postanowiłem pokręcić się trochę pomiędzy blokowiskami naprzeciwko Ogrodu Saskiego. Wszedłem pomiędzy wystrzelające w mrok wieże Babel. Z jednej z nich wyłoniła się kobieta i szła spokojnie w moim kierunku. Nikt nie boi się mężczyzn w garniturach chociaż to oni są zazwyczaj najwierniejszym wcieleniem Szatana. Kobieta zbliżała się do mnie. Jeszcze kilkadziesiąt sekund i nasze ścieżki niebezpiecznie zbliżą się do siebie. Niebezpiecznie dla niej.
Wyjąłem z wewnętrznej kieszeni marynarki duży nóż kuchenny o wąskim, spiczastym ostrzu. Skorupa miała w kuchni drewniany blok z różnymi nożami. Wybrałem ten, bo wydał się być najbardziej poręcznym. Teraz trzymałem go w prawej dłoni, ukrywając rękę za plecami. Kobieta zrównała się ze mną. Ujrzałem jej twarz i jednocześnie zadałem cios. Mogła mieć równie dobrze trzydzieści parę, jak i pięćdziesiąt lat. Użeranie się z mężem, z dziećmi, praca na zmiany, rytualny seks niweczący marzenia, tanie kosmetyki i ubrania na wagę, uczyniły z niej zastraszonego, zmęczonego robota. To wszystko ujrzałem w jej oczach. W tym punkcie czasu i przestrzeni byliśmy jedynymi duszami w Babilonie.
Uderzyłem od dołu! Nóż wszedł w ciało pod wyrostkiem mieczykowatym pod kątem 160 stopni. Przebił mięśnie płuco, przeciął łuk aorty i utkwił w sercu. Oczy kobiety zamgliły się na moment zaskoczeniem, po czym czarna, biblijna pustka opanowała źrenice. Puściłem rękojeść i kobieta upadła do przodu. Nie wyjmowałem noża. Nie był mi już potrzebny, a poza tym nie chciałem pobrudzić garnituru krwią. Pochyliłem się nad ciałem. Wyjąłem z drugiej kieszeni gruby czarny mazak i na jasnej letniej bluzce napisałem drukowane „M”. To miał być mój podpis. Informacja dla Boga, iż bez Jego rozkazu przeprowadziłem duszę do Niego. Nie usłyszałem jednak znajomego głosu, nic nie rozjaśniło mroku. Zrozumiałem, że szokująca ludzi zbrodnia nie naruszy boskiego snu. Potrzeba więcej ofiar, więcej zaskoczonych niesprawiedliwością śmierci dusz, których nawet Bóg nie będzie w stanie zignorować.
Czas ruszył. Wróciłem na Marszałkowską i spokojnym krokiem poszedłem w kierunku Placu Unii Lubelskiej. Wokół mnie budził się Babilon, coraz głośniejsza stawała się Sodoma, Gomorra zaś rozpoczynała swój piekielny zgiełk. Słońce wschodziło nad Warszawą.”