Czasem zdarzają się rzeczy równie dobre artystycznie co dosłowne…

Historia trochę nam przyspieszyła, na tyle mocno, że świat dzięki s-m jednak nie może przymykać swych cudnych (i niewinnie modrych) oczęt i udawać, że graniczymy z narodem wybitnego baletu i primaballerin Teatru Balszoj, smacznych poetów, których talent rozrywa duszę, wrażliwych pisarzy ikon czy czułych empatów spod znaku dobrze nastrojonego fortepianu… a ze zgrają pospolitych zwyrodnialców…

Inna sprawa co z tym rzeczony Świat zrobi…

…i co my z tym zrobimy.

Bo chyba po raz pierwszy w historii demo nowego wdrożenia Ruchu Nowej Estetyki nie dzieje się od razu na ziemiach polskich… i nawet przebierający nogami w ochocie i zatraceniu wiodącym do więcznoskłócania narodu oraz demolowania jego zasobów i potencjału nie mogą znowu gnać do nieszczęsnego Lublina (to miasto ma jednak pecha do ustanawiania w nim służalczych karykatur rozmaitych rządów nowego porządku), a bram triumfalnych z czerwonymi wstążkami też nie wybudują szybciej, niż Internet obiegną zdjęcia plugastw uczynionych przez swołocz ludzką w Buczy.

PS. Niemcy też byli narodem Heinego, Goethego, Beethovena czy Wagnera, a nawet filozofów o jakich nie śniło się ludzkości… i na jakich owa – nie zasłużyła…

I w tej materii też nic się nie zmieniło…

Pytanie – czy my w końcu się zmienimy…

Bo następne doły będą już u nas… czy to będzie Praga, czy Wola, czy Palmiry… czy Las Szpęgawski… czy inna Piaśnica… a nawet okolice Augustowa…

Jak się ma wielowiekową wprawę w tym czy owym i lubi się malować świat na czerwono to od czasu do czasu trzeba to praktykować, by umiejętności nie uległy zatarciu. A zgraja ujadających piesków, kundli czy innych krzykaczy zwykle pomaga obezwładnić przyszłą ofiarę…

Tak długo, jak będziemy tolerować u siebie ludzi, którzy będą bredzić o końcu ery narodów, braku potrzeb patriotyzmu, albo wręcz faszyzacji przestrzeni publicznej przez zwykle i naturalne metody budowania autoidentyfikacji… tak długo łatwiej nas będzie zaszlachtować…

Po nadludzku, wprost i bez owijania w bawełnę… sorry za turpistyczną jazdę ale inaczej się nie da…

A na koniec, bo kończę coś dla mnie mega ważnego, cytat z przedmiotu działania artystycznego:

„Więc trzeba było Polakom pokazywać codziennie górę trupów polskich, żeby się pogodzili i zdecydowali, że ponad różnice i wrogie stanowisko, jakie zajmowali w stosunku do siebie na ziemi, jest większa racja – zgoda i jeden front przeciwko wspólnemu wrogowi, którego przecież zawsze mieliśmy w nadmiarze.”

No to teraz możemy oglądać stosy trupów ukraińskich… od nas zależy czy chcemy być następni, czy stać nas na wieczny chaos i tolerowanie bylejakości czy tresurę wstydu…

Ja z mojej polskości jestem dumny, a Ty?

Autor: Miłosz A. Lodowski
Urodzony w czasach późnego Gierka. Na tyle późno by nie doświadczyć zdobyczy realnego socjalizmu, na tyle wcześnie by je na zawsze zapamiętać. Krakowianin z Kazimierza na placówce imperialnej w Warszawie. Architekt, grafik, projektant, scenarzysta i innowacyjny rebeliant. Strona firmowa. W przeszłości Dyrektor Kreatywny Kampanii prezydenckiej Pawła Kukiza na Prezydenta RP. Szczęśliwie poza Ruchem K’15 od września 2015.