Niejaka Pani Hernik z Konfederacji podchwyciła to natychmiast. Nie uważam, żeby było mądre to, co ta nasza europoslanka wygłosiła – uzależnienie pomocy wojskowej od ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej, ale na pewno – jak nauczał Kotarbiński – zrobiła sobie dobrą robotę i wzburzony patriotyczny polski tłum na pewno nie zapomni o niej przy urnie wyborczej.

Staram się nie myśleć stereotypami, co bynajmniej nie oznacza, że jestem zwolennikiem np. nieograniczonej imigracji, czy odpuszczenia tematu rzezi wołyńskiej.

Jeżeli jednak do stereotypów się odwoływać, czy nimi kierować to tak, jakby zaprzeczyć kulturze. Bez niej zostajemy zdani na brutalność natury. Objawem tego stanu rzeczy jest rodząca się ksenofobia, trucizna, której działanie czasami zauważamy w Polsce.

Załączam wypowiedź Ukrainki, która poczuła się w jakiś sposób poruszona słowami Kuleby i moralnie zobowiązana do jakiejś formy przeprosin.

Ta jej wypowiedź oczywiście burzy narrację naszych patriotycznie wzmożonych o tym, że Ukrainiec wyssał nienawiść do Polaka z krwią matki.

W mojej ocenie jest raczej tak, że Ukraińcy mają po prostu ministra chamusia, który zachować się po prostu nie potrafi i nie warto go więcej do nas zapraszać. Nie wiem tylko co mogę napisać o polityczce, dla której ten chamuś jest punktem odniesienia dla formułowania postulatów dotyczących polskiej racji stanu.

To jest imho właściwa reakcja na słowa Kuleby. Szkoda, że tych słów nie wygłosił Sikorski w ad vocem.