PiS-u wina, ze do polskiej (?) szkoły może wejść niemiecko-polski (z tym polskim to bym nie przesadzał) podręcznik do nauczania historii najnowszej.

Płaczą pisowscy działacze, że polskie dzieci będą się uczyć z podręcznika historii napisanego przez zespól, w którym dominują niemieccy autorzy. Mogliście do przewidzieć, gdy rządziliście. To wy decydowaliście o doborze podręczników. Jest oczywistym, że aby podręcznik został dopuszczony do użytku musi uzyskać pozytywne opinie rzeczoznawców.

Pewnie ten ostatni przeszedł, bo nowa minister ich właściwie dobrała. Ale problem w tym, że nie mógłby być używany, gdyby nie dopuszczone zostały podręczniki tej serii do wcześniejszych klas. Dopuszczone przez pisowskie kierownictwo resortu.

Obowiązuje bowiem zasada, że podręczniki danej serii musza zawierać cały cykl meritum nauczania. I dotąd, dopóki tego warunku się nie spełni, nie będą one używane.

Trzeba było to przewidzieć i zablokować serie podręczników z niemieckim autorami dla polskich dzieci. Jako tzw. materiał uzupełniający, nie mający ministerialnego glejtu, nikt by na niego nie zwrócił uwagi. I go nie wykorzystywał. A tak będzie, bo zacznie się od V klasy szkoły podstawowej i za kilka lat dojdzie do VIII klasy.

I jeszcze cztery kwestie:

1. Płaczą ludzie z elit PiS-u. Wylewa krokodyle łzy Jacek Sasin, ale jakoś nie widzę protestujących ze środowisk odpowiedzialnych w czasach rządów PiS za naukę i oświatę. Nie protestuje np. wiceminister Dariusz Piontkowski, ani nie krzyczy też minister Czarnek. Bo oni znają procedury dopuszczania podręczników i wiedza, ze stworzyli taka formalną furtkę, iż może do polskiej szkoły wejść podręcznik napisany dla polskich dzieci przez Niemców.

2. Nie znam takiego przypadku, by w suwerennym i wolnym kraju autorzy z zagranicy pisali książki do nauczania historii dla dzieci tego suwerennego kraju. Kiedyś powstał taki transgraniczny projekt niemiecko-francuski, ale on umarł. Nie wyobrażam sobie, by dla dzieci w Izraelu podręczniki do nauczania pisali niemieccy czy irańscy autorzy. Chyba, iż przyjmą izraelski punkt widzenia na dzieje.

3. I odnosząc się do tej serii wydawniczej, którą zaakceptowało polskie pisowskie ministerstwo odpowiadające za oświatę, przypomnę, że przed dobrych kilkunastu laty koncepcje wspólnego podręcznika polsko-niemieckiego do nauczania historii – nie pamiętam już na jakiej konferencji, podjął prof. Robert Traba. Została ona totalnie skrytykowana – tylko kilku uczestników konferencji zwróciło uwagę na to, że zastosowane w nim narzędzia (środki dydaktyczne) do przenoszenia treści, są dobre. Ale odnosząc się do meritum – omawiano to na przykładzie wczesnopiastowskiej Polski – wszyscy zauważali, że tego się nie da napisać zgodnie z interesem obu stron. Tym bardziej nie da się tego napisać zgodnie z interesem obu stron w odniesieniu do dziejów nam najbliższych. No bo jak ocenić np. niemiecką napaść na Polskę 1 września 1939 roku.

4. I ciekawe czy ten niemiecko – polski (kolejność ze względu na autorów specjalnie tak przedstawiona) podręcznik do nauczania w Polsce (!!!) historii najnowszej, będzie też dopuszczony do nauczania w niemieckich landach. Chyba, że za taki land uznaje się Polskę?

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.