Czyli o Szkole Podstawowej im. Powstańców Wielkopolskich w Wyrzysku.

Historia jej głównego budynku sięga 1937 roku, pod nazwą Dom Turnusowy albo Dom Dziecka.
Po wojnie, przez krótki czas wyrzyska podstawówka mieściła się w dwóch budynkach, do obecnego przeniosła się w 1946 roku.
Od maja 1976 nosi imię Powstańców Wielkopolskich.

Uczęszczałem do niej osiem lat i zapamiętałem ten okres jako czas w sumie fajny.

Choć jak każdy gzub przeżywałem w niej i chwile dobre i takie sobie.

Miałem fantastycznych, oddanych nauczycieli, z których szczególnie zapamiętałem: panią Sikorską od ulubionej geografii i pana Chwaliszewskiego od historii.
Te dwie dziedziny od tamtego czasu są moją pasją.

Właśnie, dzięki nim.

Szkoła jest położona na wzniesieniu, blisko parku miejskiego i stadionu KS Łobżonka oraz dawnego Kina „Wolność”, obecnie basenu.
Można więc powiedzieć, że wyrzyskie dzieciaki chodzą do szkoły pod górkę.

Uwielbiałem drogę do szkoły bo zawsze, po drodze, można było spotkać coś ciekawego.

Na ogół, czy to kiedy mieszkałem przy ul. Kościuszki czy Grunwaldzkiej, chodziłem „na szagę”, kawałek ul. 22 stycznia, a potem, koło stawu, przez targowisko i dalej, pod górkę, ulicą Parkową.

Do szkoły.

Onegdaj, przy targowisku, mieściła się rzeźnia, w której dokonywano uboju zwierząt: krów, świń.
Dla małego dzieciaka było to niezłe choć mrożące krew w żyłach, widowisko.

Metaliczny zapach krwi.
Ryk zwierząt.
Czerwone strugi krwi spływającej rynsztokami.

Gdyby to zdarzyło się dziś, pewnie Rzecznik Praw Dziecka i cały tłum ciotek rewolucji z rozmaitych fundacji by protestował.
Wtedy nikogo to nie obchodziło.
Był to element naszej rzeczywistości.

W dni targowe zaś, na targowisku, odbywały się tzw. spędy, podczas których handlowano wszelką żywiną.

Prosiętami, kurami, owcami, krowami i końmi.

Wałęsałem się wtedy między zwierzętami, furmankami i podchmielonymi chłopami kilka godzin.
Po szkole.

Były to empiryczne lekcje zoologii i życia seksualnego zwierząt, bo niekiedy pobudzony byczek miał akurat właśnie wtedy ochotę na amory.
Niejeden dzisiejszy edukator seksualny mógłby się na tych spędach uczyć.
O lata świetlne wyprzedziliśmy więc dzisiejszą edukację seksualną w szkołach.

Z żalem tylko konstatuję, że już nazwisk niewielu koleżanek i kolegów z mojej klasy pamiętam.

Może ten felietonik sprawi, że się odezwą i przypomną.

#szkołapodstawowowa #Wyrzysk #początekrokuszkolnego

na zdjęciu, obecny widok, z góry, mojej budy dzięki uprzejmości Dawid Rybacki