Szwendałem się cały dzień po Bejrucie w celu poznania odpowiedzi na to pytanie. Pół dnia po katolickich zakamarkach i drugie pół do wieczora po islamskiej części.

Podejście do uczciwości, śmieci, spędzania czasu – wszystko jest inne. I najlepsi są taksówkarze. Józef, katolik, wziął ode mnie grosze, ale nie miał pojęcia o adresie z Google Maps. Mówił tylko po arabsku. Wyjął okulary oddając mi kierownicę i wpatrywał się w adres i zajarzył po długim czasie… Prowadziłem tak z 3 minuty kierując za niego!

Powrót odbył się z muzułmańskim kierowcą. Najpierw dwóch taksówkarzy pobiło się o mnie. Ten, do którego wsiadłem, stracił lusterko od drugiego za przegraną. Ten też mówił tylko po arabsku. Google maps to była dla niego abstrakcja. Pytał wojska, ludzi i w końcu kogoś, kto znał francuski, chociaż jak byk apka pokazuje. W końcu nie wytrzymałem i sam mu skręcałem gdzie trzeba… Na końcu chciał 300 dolarów.

Zamiast go zmasakrować zapłaciłem mu sporo razy mniej niż chciał, ale więcej niż się należało, żeby się go pozbyć i za to stracone – noles voles – w walce o mnie lusterko. Gdybym był jeszcze kobietą.

Ergo, katole górą!

Obiektywnie, serio serio – jak mówił Shrek. Jeśli synkretysta uzna, że nie mam racji, to ciekawe w jakiej dzielnicy zostawiłby swoją córkę samiutką na nocny spacer…

Z Bogiem!

(na zdjęciu uczciwy taksiarz Józef, bejrucki katol, maronita).