Ktoś może pomyśleć, że (chwilowo) zwariowałem i zafiksowałem się na ewidentnym przekręcie w wykonaniu prof. Barbary z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu (jestem ciekaw, jak zarząd tego akademickiego podwórka posprząta po tej aferze). Tak w ramach wychodzenia z atmosfery sezonu ogórkowego.

Jasne, to pewnie przykrywka, bo bokiem idą większe afery. Akurat pani Barbara miała ten niefart, że wlazła w rolę zająca. Idę o zakład, że teraz bokiem przechodzą afery o milion razy większe. A pani Barbara być może została celowo złożona na ołtarzu.

Ale dlaczego się tak zawziąłem? Odpowiadam: ponad 30 lat pracowałem na swój tytuł profesorski. Mam w dorobku kilkadziesiąt monografii i kilkaset artykułów. Mam nawet jako taką cytowalność, która umiejscawia mnie w pierwszej dziesiątce polskich politologów. Wystarczy wejść na Google Scholar.

Pani Barbara, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego, spektakularnie obsrała mój tytuł. To tak, jakby ktoś załatwił się na wycieraczce. Jak można szanować profesora nauk humanistycznych po czymś takim? Przecież ta kobieta w kilka godzin zdewaluowała stopnie i tytuły naukowe. Gdyby były one pozycjonowane na giełdzie, mielibyśmy nie czarny czwartek, ale czarną dupę, z której nie ma wyjścia.

Skala demoralizacji i korupcji polskich „akademików” (nie lubię tego słowa, bo to rusycyzm) powinna być przedmiotem badań patologów, a potem prokuratorów. W tej kolejności. To, w jaki sposób przewalane są pieniądze publiczne na nibynaukowców woła o pomstę do Nieba. W tym przypadku przynajmniej uczelnie prywatne się samofinansują.

W polskiej nauce dominuje zasada (ale są liczne wyjątki na szczęście), że głupi promuje głupszego. Kretyn do kwadratu promuje kretyna do sześcianu i takim sposobem osiąga się – level – zero – używając słów najwybitniejszej pani profesor ds. marki polskiej.

Nie wiem, jak to wygląda od strony proceduralnej, ale jak pani Barbara pozostanie na funkcji dra hab. to ja zrzekam się swojego tytułu. Dość już tych upokorzeń i politycznych przekrętów.

Czekam 30 dni. Potem, jak będzie trzeba, zrzekam się profesury.

Pojutrze zatracam się w Rumunii na 8 dni. Ale jak wrócę, będę na bieżąco publikował odpowiedzi ze strony ministerstw, urzędu miasta i innych podmiotów. Zakładam, że albo będą informować o konieczności wydłużenia czasu na odpowiedź, albo wyślą coś z gotowego formularza.

Tak czy inaczej, nie odpuszczę. Zadeklarowałem 30 dni na oficjalne zrzeczenie się tytułu profesora. I zrobię to, jeśli Tusk nie „wypali gorącym żelazem” i nie „wyczyści do spodu” tego przekrętu.

30 dni. Czyli 22 września. Potem składam wniosek o odebranie mi tytułu i…. występuję o rentę kombatancką min. 20 tys. zł za to, że zechciało mi się otworzyć pysk, kiedy inne profesory zajmowały się swoimi ogonami.

Najwyższy czas przewietrzyć polskie uniwersytety, na które podatnicy płacą naprawdę grubą kasę.

Żeby była jasność, ja też nie jestem doskonały. Poddam się jednak weryfikacji, jeśli taka zostanie zarządzona. Precz z pseudonaukowcami/pseudonaukowiczami. Na moje rozeznanie, da się ściąć jakieś 30% etatów.

Do roboty! Ministrze Nauki i Szkodnictwa Wyższego. Za to Ci płacimy!