Europa znów siada do stołu, by rozmawiać o wojnie w Ukrainie i przyszłości bezpieczeństwa kontynentu. Londyn zwołuje pilne rozmowy, przy jednym stole zasiadają: Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Ukraina. A Polska?Polski tam nie ma.
To kolejny raz, kiedy najważniejsze decyzje zapadają bez naszego udziału, mimo że jesteśmy krajem frontowym, państwem kluczowym dla logistyki, wsparcia i tranzytu militarnego. I to nie jest wypadek przy pracy — to już trend.
Nie ukrywają tego nawet ludzie, którzy kiedyś mieli realny wpływ na polską politykę.
Leszek Miller mówi wprost:„Trzeba ustalić, dlaczego Polska wypada z kręgu decydentów.”
Wcześniej byliśmy w najważniejszych formatach. Dziś… zniknęliśmy ze stołu.
Bronisław Komorowski również nie owija w bawełnę:
„Spotykają się najsilniejsze kraje Europy. My do nich dziś nie należymy.”
Mocne? Brutalne? Tak. Ale prawdziwe.A na domiar wszystkiego pada najmocniejsza diagnoza ostatnich tygodni:
„Amerykanie nas nie chcą, Europa nas nie chce, Kijów nas nie chce.”
Jeżeli to jest prawda — a wygląda, że jest — to nie mówimy o kosmetycznym problemie. Mówimy o alarmie dla całego systemu bezpieczeństwa regionu.
Tymczasem ten rząd reaguje jakoś dziwacznie. To co robi minister spraw zagranicznych Radosław Sikorskie,to taka paniczna próba udawania, że coś znaczy.Skoro nie mamy już żadnego wpływu, rząd zaczyna tworzyć pozory wpływu.Gdy inni spotykają się w Londynie, Sikorski ogłasza triumfalnie:
„Zwołałem pilne spotkanie ministrów spraw zagranicznych Rady Państw Morza Bałtyckiego.”
Brzmi poważnie? Ma brzmieć.
Ale wszyscy wiedzą, że to tylko zastępczy format, który nie decyduje o niczym istotnym w sprawie Ukrainy, Rosji czy architektury bezpieczeństwa. To jak robienie konferencji prasowej w korytarzu, kiedy nie zaproszono cię na salę obrad.
To dyplomacja atrap.
Dyplomacja „żeby wyglądało”.
Dyplomacja dla kamer, nie dla decyzji.To tak jak było, pamiętacie, w Waszyngtonie, gdzie jedyne, co mógł zrobić, to strzelić sobie selfie przed płotem Białego Domu, bo do środka go nie wpuszczono.
Symboliczne prawda?
Polska dyplomacja dziś: blisko ważnych miejsc — ale tylko z zewnątrz, zza płotu, Widzimy drzwi, ale nikt ich nam nie otwiera.
Gdzie jesteśmy naprawdę?
Wypadliśmy z kluczowych formatów.
Nie jesteśmy w Londynie.
Nie jesteśmy przy stole USA–Europa.
Nie jesteśmy tam, gdzie ustala się przyszłość wojny tuż za naszą granicą.
A w zamian dostajemy:
– paniczne konferencje,
– Bałtyckie narady zastępcze,
– selfie spod Białego Domu.
To nie jest polityka zagraniczna.
To jest PR-owe pudrowanie nieobecności.
Prawda jest brutalna: Polska z tym rządem już nie gra w pierwszej lidze.
Za to politycy ekscytują się lajkami premiera i wszędzie ogłaszają: ,,Tweet Tuska na platformie X ma 37 milionów wyświetleń. Sukces, którym można się pochwalić — najlepiej przed lustrem. Problem tylko w tym, że te miliony nie biorą się z międzynarodowego szacunku i uznania, ale z faktu, że Elon Musk udostępnił filmik, robiąc z polskiego premiera internetowego pajaca do dopieszczania algorytmów. Świat prowadzi poważne rozmowy o wojnie i pokoju, a Polska w tym czasie celebruje „osiągnięcia” w social mediach. Lajki zamiast strategii, zasięgi zamiast sojuszy. Nowa dyplomacja: pusta, głośna i całkowicie nikomu niepotrzebna.
Zostaw komentarz