Czasem wchodzę w rolę pasterza będąc beczącą na pustkowiu owcą.

To pokazuje jak pycha zjada serce i duszę niczym rak.

Wracam do szeregu.

Człowieki umierają. Pozostają po nich klepsydry, jakies zdawkowe słowo na pogrzebie. Przeżywa nas to, co jest nasze i kochane, to co, chcemy zostawić innym, którzy często jeszcze tego czegoś nie rozumieją. Wielu z nas artystow, aktorów jednej sceny, umiera w samotności, ale wierzcie mi – że wówczas mamy w swoim sercu tych wszystkich dobrych ludzi, których spotkaliśmy na swojej drodze. Zatem odchodzimy z tego świata z wdzięcznością wobec Was.

P.S. Jeszcze się nie wybieram, tylko się wczuwam…