Rozpoczynam nową serię. Chociaż po 22 latach kapłaństwa to nic nowego. Ale jednak…. chcę dzielić się z Wami swoimi rozważaniami dotyczącymi Bożego Słowa na kolejne niedziele i święta. Zobaczymy jak nam to wyjdzie…

Łatwiej jest mówić niż pisać. Kiedy głosimy homilię możemy oprzeć się na konspekcie punktów. Ze Słowem pisanym jest nieco inaczej. Trzeba napisać wszystko. Przekazać swoją myśl, a i tak to co napisane żyje „swoim życiem”, bo przecież każdy z nas czytając jakiś tekst odbiera go po swojemu.

Pochylmy się więc nad Słowem.

Gdy prorok Izajasz roztacza przed nami dzisiaj wizję uroczystego bankietu na górze Syjon – uczty z wybornych win i najpożywniejszych potraw, połączonej z obietnicą otarcia łez i starcia śmierci – stajemy w obliczu jednego z najpiękniejszych obrazów eschatologicznych Starego Testamentu. Jak zauważają badacze, te fragmenty (tworzące tzw. wielką apokalipsę Izajasza z rozdziałów 24–27) wyrastają z głębokiego doświadczenia ludzkiej kruchości. Izrael, podobnie jak wspólnoty szukające ratunku w ucisku, doświadczał własnej słabości. A jednak Bóg nie kieruje wzroku ku ziemskim potęgom, lecz zaprasza na swoją górę wszystkie narody (lekol-hā’ammîm). Uczta ta, zakorzeniona w tradycji ofiar pokoju i wspólnoty (šelāmîm), jest symbolem nieskończonej hojności Stwórcy, który pragnie zjednoczyć ze sobą całą ludzkość. Ta uczta jest obrazem Bożego Królestwa, które powinno nastąpić w czasach mesjańskich.

W pierwszych wiekach chrześcijanie starali się właśnie tak postrzegać swoją wiarę i wspólnotę. Przypomnijmy sobie chociażby obrazy przedstawiane przez Sienkiewicza w „Quo Vadis”.

W Ewangelii zaś, ta wspaniała starotestamentalna zapowiedź zderza się z bolesnym paradoksem. Król wyprawia wesele swojemu synowi, wszystko jest gotowe, a jednak zaproszeni lekceważą ten zaszczyt, wybierając własne pola, interesy i codzienne sprawy.

Biblijne uczty przymierza i pokoju (šelāmîm) były ściśle związane z ofiarami składanymi Bogu. Chrystus, oddając swoje życie na krzyżu jako Baranek Paschalny, składa ostateczną ofiarę, która staje się fundamentem nowej i wiecznej uczty dla wszystkich narodów.

On sam przed swoją męką antycypował tę ostateczną ucztę Królestwa Bożego, kiedy ustanowił Eucharystię, mówiąc: „Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym” (Mk 14,25). Jego ziemskie życie, a zwłaszcza jego kulminacja w tajemnicy paschalnej (męka, śmierć i zmartwychwstanie), jest zapowiadanym przez proroków bankietem łaski.

Zaproszenie na ucztę z Ewangelii staje się realne tylko dlatego, że Syn – Gospodarz życia – wydał samego siebie na śmierć, aby zniszczyć „całun spowijający narody” i otworzyć nam drogę do zjednoczenia z Ojcem. Eucharystia nie jest więc tylko symbolicznym wspomnieniem, ale rzeczywistym uobecnieniem tej Królewskiej Uczty, na której Baranek daje nam się na pokarm.

Dramat odrzucenia zaproszenia na ucztę nie zamknął się w starożytnej Palestynie – on niepokojąco powtarza się w naszym życiu. Czyż nie stajemy się podobni do bohaterów przypowieści, gdy z błahej przyczyny rezygnujemy z modlitwy, która jest naszą rozmową ze Stwórcą – naszym najlepszym Przyjacielem, czy też łatwo zwalniamy się z uczestnictwa w Eucharystii?

W ostatnich dniach polskim społeczeństwem wstrząsnęły dramatyczne zachowania młodych ludzi. Jest to również efekt tego, że jako goście zapomnieliśmy o zaproszeniu na spotkanie z Panem; co więcej, to również efekt tego, że jako zaproszeni goście nie zwracamy żadnej uwagi na Ucztę, odrzucamy łaskę, wybierając jedynie własne sprawy, albo szukamy alternatywnych uczt i spotkań, które – zniewalając nas – pozwalają nam zaspokoić jedynie nasze podstawowe potrzeby.

Msza Święta nie jest urzędowym nakazem czy przykrym obowiązkiem, lecz zaproszeniem do najbardziej intymnej więzi z Bogiem. To wejście w przestrzeń, gdzie sam Stwórca staje się Gospodarzem, gdzie Syn karmi nas najwspanialszym Pokarmem Miłości, obdarzając nas życiem w obfitości. To najpiękniejsza z modlitw, źródło i szczyt życia Kościoła.

Święty Paweł w Liście do Filipian uczy nas, że bliskość z Panem nie jest tanim triumfalizmem, lecz gotowością na dzielenie losu z Mistrzem. Kto siada do stołu z Chrystusem, ten wchodzi z Nim w głęboką solidarność – także w cierpieniu. Prawdziwa wiara nie unika trudności, ale potrafi wpisać je w misterium odkupienia, ufając, że Bóg „zaspokoi wspaniale każdą potrzebę”.

Tekst Izajasza kryje w sobie jeszcze jeden niezwykły akcent: na górze Syjon Bóg zerwie „zasłonę rozpostartą nad wszystkimi ludami” oraz „całun, który spowijał wszystkie narody”. Oznacza to usunięcie duchowej ślepoty, ignorancji i grzechu, które oddzielają człowieka od Stwórcy. To pozwoli lepiej widzieć i oceniać rzeczywistość, bez przywiązania do ziemskich układów czy jakichkolwiek struktur.

To bezpośrednio koresponduje z drugą częścią ewangelicznej przypowieści o człowieku, który przybył na ucztę bez szaty godowej. Przeżywanie Eucharystii, przeżywanie spotkania z Bogiem, bycie częścią Królestwa Bożego wymaga od nas odpowiedniego nastawienia serca. Nie możemy przychodzić do ołtarza w „łachmanach” obojętności, grzechu czy powierzchowności. Naszą szatą godową jest żywa wiara, miłość czynna oraz gotowość do życia w prawdzie. Przynależność do królestwa Bożego domaga się pełnej spójności między niedzielną liturgią a poniedziałkową rzeczywistością. Nasze życie nie może znajdować się w dysonansie między tym, co dla Boga – w kościele, a tym, co dla mnie w karczmie.

Obraz uczty wiąże się także z tajemnicą wspólnoty losu. Prorok zapowiada monumentalne wydarzenie: Bóg „unicestwi śmierć na wieki” oraz „otrze łzę z każdego oblicza”. To zwycięstwo nad ostatecznym wrogiem człowieka, w Nowym Testamencie w pełni objawione w zmartwychwstaniu Chrystusa, daje nam fundament chrześcijańskiej nadziei.
Dopóki żyjemy na tym świecie, nasz udział w jedności z Bogiem oznacza również gotowość do dzielenia z Nim trudu i cierpienia – na wzór św. Pawła. Przyjęte z miłością krzyże nie są dowodem oddalenia Boga, lecz najgłębszym świadectwem autentycznej wspólnoty z Tym, który nas zaprosił do swojego stołu.

W Polskim Narodowym Katolickim Kościele w RP chcemy być uczestnikami tej uczty, tego spotkania z Bogiem, które ubogaca i daje siłę. Ta uczta, na którą jesteśmy zaproszeni – będąca Ofiarą Chrystusa – jest nieustannym uobecnianiem, które zanurza nas w tajemnicy odkupienia. I chociaż nasze kaplice czy świątynie nie są jako budynki okazałe, chcemy, żeby poprzez nasze wspólne rozwijanie ducha, poprzez modlitwę i wspólnotę, przez uczestnictwo w tej Uczcie Ofiarnej, rosło Królestwo Boże.