W przestrzeni publicznej, w mediach i w społecznych debatach od lat obowiązuje jeden utarty schemat. Gdy mowa o alienacji rodzicielskiej, przed oczami staje obraz ojca bezsilnie pukającego do zamkniętych drzwi. Szanujemy i głęboko rozumiemy ból każdego ojca, który walczy o swoje dziecko. Mądrzy, dojrzali ojcowie doskonale wiedzą, że alienacja to nie wojna płci, lecz bezwzględny mechanizm niszczenia relacji, i potrafią wyciągnąć dłoń do walczących kobiet.

​Jednak w cieniu tej dominującej narracji, w potwornym osamotnieniu i cichym cierpieniu, żyją tysiące polskich mam. Odcięte od dzieci, wypchnięte poza margines, skazane na cichą egzekucję własnego macierzyństwa. Zepchnięte w cień przez bezduszne procedury, urzędniczą znieczulicę i własny, paraliżujący wstyd.

​Czas wreszcie zerwać z bezmyślnym argumentem, który paraliżuje jakąkolwiek dyskusję. W sporach o alienację ciągle słyszy się licytację na statystyki i liczby, jakby cierpienie dzieci i rodziców dało się przeliczać na procenty. Nas nie obchodzą statystyki. Łzy dziecka odciętego od matki ważą dokładnie tyle samo, co łzy dziecka odciętego od ojca. Matki również cierpią okrutnie, a ich dzieci przechodzą przez identyczne piekło.

​Społeczeństwo wydaje na alienowane matki wyrok natychmiast i bez mrugnięcia oka. Kiedy mężczyzna głośno mówi o utrudnianiu kontaktów z dzieckiem, otoczenie widzi w nim bohatera walczącego z bezduszną machiną. Kiedy od własnego dziecka zostaje odcięta matka, głośna większość natychmiast szepcze za jej plecami: „Skoro nie ma przy niej dziecka, musiała być patologią. Musiała straszliwie zawinić”.

​To obrzydliwy podwójny standard. Łatwość, z jaką społeczeństwo przykleja alienowanej matce łatkę winnej, jest porażająca. Wystarczy precyzyjnie wyreżyserowana manipulacja drugiego rodzica, który robi z dziecka własną broń i narzędzie zemsty, by matka z dnia na dzień została odarta z godności, stygmatyzowana i zmuszona do ukrywania własnego cierpienia w czterech ścianach.

​Osoby, które niszczą psychicznie własne dzieci tylko po to, by zemścić się na matce, dopuszczają się okrutnego aktu przemocy. A co robi otoczenie? Sąsiedzi, znajomi, a często nawet własna rodzina nabierają wody w usta. Odwracają wzrok. Udają, że problemu nie ma, bo tak jest prościej. Ale powiedzmy to wprost: przymykanie oczu na niszczenie więzi dziecka z mamą nie jest neutralnością. To ciche, tchórzliwe przyzwolenie na dewastację dziecięcej psychiki. Przemoc nie ma płci, a ból pękniętego serca nie ma przynależności.

​Odebranie dziecku możliwości wychowywania się przy matce zostawia w jego psychice krwawiącą ranę, której niczym nie da się zagoić. Alienowane matki nie szukają litości ani taniego poklasku. Domagają się sprawiedliwości i zatrzymania tej systemowej krzywdy.

​Czas przełamać to zamierzone, wygodne milczenie. Nie pozwólmy, by wstyd zamykał usta ofiarom, podczas gdy osoby niszczące relacje dzieci z matkami chodzą z podniesioną głową. Alienowane matki i ich odcięte od miłości dzieci muszą wreszcie przestać być niewidzialne.