–38–
Idziemy na obiad.
Naranj Restaurant مطعم نارنج | Damascus.
Trudno opisać wszystko co zostało nam przyniesione na stół. Było pyszne, ciekawe i inne niż to do czego jestem przyzwyczajony. Nazwy tym bardziej abstrakcyjne. Chlebek (chyba pita) to jakby dwie skórki z pustym środkiem, jeszcze ciepły. Zupa o smaku grochówki, ale chyba z soczewicy. Należało ją skropić obficie tuż przed jedzeniem sokiem z cytryny i to jest mistrzostwo w podbiciu nudnego smaku grochówki. Do tego jeszcze trzeba było wsypać coś jak czipsy ziemniaczane. Potem pasty a’la humus, a nawet lepsze. Ryż, sałatki, jakiś gulasz i pełno zapiekanych drobiazgów niby pierożki i jogurt naturalny. W gastronomicznych tematach jestem laikiem. Na koniec owoce i masa ciekawych ręcznie wykonanych słodyczy.

Zostaw komentarz