W państwie poważnym, w kraju, który ceni prawdę, dziennikarz, który publikuje sfabrykowany dokument, po prostu wylatuje z zawodu. Bez dyskusji. Bez tłumaczeń. Bez tej groteskowej gimnastyki moralnej, którą uprawia Onet.
Bo tutaj nie mówimy o „niedokładności”, „pomyłce”, „zbyt szybkim publikowaniu materiału”.
Nie.
Tutaj mówimy o czymś najcięższym, co można zrobić w dziennikarstwie:
Onet opublikował maila, który NIE ISTNIAŁ.
Maila, którego nikt nigdy nie napisał.
Maila, który był zwykłym FAŁSZERSTWEM.
I co zrobił największy portal informacyjny w Polsce, kontrolowany przez niemiecki kapitał? Wrzucił ten sfingowany mail na pierwszą stronę, podpisał realną osobą, nadał mu datę i ogłosił, że to „szokujące ujawnienie” i ,,wielka afera”.
A teraz kluczowa informacja, której Onet tak panicznie unika: Chodzi o posłankę Marię Kurowską z PIS.To właśnie jej nazwisko wykorzystano.
To jej przypisano słowa, które nigdy nie padły.
To jej „napisano” maila, którego nie ma ani w jej skrzynce, ani w żadnym archiwum. I to nie wszystko.
Onet umieścił datę tego fałszywego maila w czasie, gdy Maria Kurowska chowała swojego męża. W dniu pogrzebu. W momencie, w którym nikt przy zdrowym rozsądku nie zapisałby jej żadnej politycznej aktywności.
To już nie manipulacja.
To moralne dno.
Trzeba mieć albo wyjątkowy tupet, albo kompletną obojętność moralną, żeby fałszować maile osoby pogrążonej w żałobie.
Ale jeszcze więcej odwagi, by później ogłosić to „aferą”.
Bo falsyfikatu nie da się obronić.Nie da się usprawiedliwić.
Można go tylko nakręcić — co Onet zrobił z pełną premedytacją.
A klikalność?
Była.
Narracja?
Gotowa.
Polityczny efekt?
Natychmiastowy.
Tyle że… oparty na fikcji i kłamstwie.
Żaden niemiecki portal u siebie w kraju nie pozwoliłby sobie na publikację spreparowanego dokumentu.
W Niemczech za takie działanie redakcja wylądowałaby w sądzie, a dziennikarz straciłby pracę.
Ale w Polsce?
W Polsce — według logiki właściciela Onetu — można więcej.
Można eksperymentować z opinią publiczną.
Można podsuwać jej treści, które nigdy nie powstały.
Można grać na emocjach Polaków, bo „to tylko rynek”.
I dlatego manipulacja staje się możliwa.
Dlatego fałsz przestaje być granicą.
Dlatego spreparowany mail trafia na czołówkę.
Tymczasem:
Nie ma maila.
Nie ma nadawcy.
Nie ma treści.
Nie ma dowodu.
Jest jedynie polityczne zamówienie, oportunizm dziennikarski i obcy kapitał, który liczy na to, że Polak łyknie każdą narrację, o ile poda się ją z odpowiednią ilością emocji.
Jeżeli w Polsce pozwolimy największemu portalowi informacyjnemu — publikować sfabrykowane dokumenty, to znaczy, że zgodziliśmy się, by prawdę zastąpiło kłamstwo, a rzeczywistość tworzył dział PR, a nie fakty.
I dlatego — trzeba to powiedzieć jasno:
z fałszerstwami Onetu, a było tych manipulacji już wiele, trzeba skończyć. Raz, a definitywnie.
Zostaw komentarz