Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiada nową ofensywę państwa wobec tzw. mowy nienawiści i nie jest to zapowiedź niewinna ani techniczna, lecz polityczna deklaracja kierunku, w którym ma pójść państwo – w stronę centralnie sterowanego systemu ścigania słów, opinii i krytyki. Zgodnie z ujawnionymi planami już wkrótce w całym kraju mają powstać wyspecjalizowane prokuratury, których głównym zadaniem będzie ściganie hejtu, w tym także wypowiedzi krytycznych wobec Ukraińców. Projekt zakłada centralną koordynację, specjalne zespoły śledcze i nowe podejście do tego typu spraw, a krytycy – słusznie – pytają, gdzie w tym wszystkim przebiega granica między realną walką z przestępstwami a faktycznym ograniczaniem wolności słowa.
Z wypowiedzi ministra wynika jednak jasno, że kierunek zmian jest już przesądzony, a rozporządzenie może wejść w życie jeszcze w lutym. To tempo samo w sobie powinno zapalić lampkę ostrzegawczą: sprawy dotyczące konstytucyjnych wolności nie są czymś, co wprowadza się po cichu i na skróty. „Stosowne rozporządzenie jest przygotowywane. Wyznaczone jednostki będą mieć specjalizację w ściganiu hejtu. To będzie dotyczyło szeroko pojętego hejtu. Bez znaczenia, czy ofiarami są Ukraińcy, Żydzi, Romowie, czy polski obywatel, który ma inne poglądy” – podkreśla minister. Brzmi to jak deklaracja równości, ale w praktyce otwiera drzwi do uznaniowości, w której „szeroko pojęty hejt” może stać się elastycznym narzędziem do uciszania niewygodnych głosów.
Lista jednostek, które mają zostać włączone do systemu, jest długa i wymowna: prokuratury rejonowe w Łomży, Bydgoszczy, Sosnowcu, Kielcach, Krakowie, Lublinie, Radomsku, Poznaniu, Przemyślu, Gorzowie Wielkopolskim i Opolu, a także wybrane jednostki w Warszawie oraz prokuratura w Piasecznie. Kluczową rolę w całym mechanizmie ma jednak odgrywać Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która będzie koordynować pracę wszystkich jednostek w kraju. Centralizacja, specjalizacja, koordynacja – to słowa, które w ustach władzy brzmią jak „porządkowanie”, ale w praktyce oznaczają koncentrację decyzji i interpretacji w jednym ośrodku.
Nie oszukujmy się: to nie jest neutralna reforma administracyjna. To próba kneblowania ust, ubrana w hasła walki z nienawiścią. Zapomniano jednak o jednym – Polacy są przekorni. Historia uczy, że im bardziej władza próbuje zamknąć usta obywatelom, tym szerzej te usta się otwierają. Próby reglamentowania krytyki, zwłaszcza w tak wrażliwym obszarze jak polityka migracyjna, relacje międzynarodowe czy kwestie społeczne, zawsze kończą się wzrostem nieufności wobec państwa i jego instytucji.
Specjalne prokuratury i centralna koordynacja mają rzekomo chronić przed przestępstwami, ale w istocie tworzą aparat, który może ścigać za słowa, opinie i poglądy. Dziś mowa jest o „hejcie”, jutro może być o „nieprawomyślności”. Granica jest cienka, a doświadczenia innych krajów pokazują, jak łatwo ją przekroczyć. Jeśli państwo uzurpuje sobie prawo do arbitralnego definiowania, co jest dopuszczalną krytyką, a co już przestępstwem, to nie mamy do czynienia z ochroną obywateli, lecz z ich dyscyplinowaniem.
I na koniec trzeba powiedzieć wprost, bez eufemizmów i bez strachu: żadna centralna prokuratura, żadne rozporządzenie i żadne zespoły śledcze nie zmienią faktu, że wolność słowa jest fundamentem. A jeśli ktoś sądzi, że da się ją zdławić administracyjną decyzją, to pokazuje tylko własną słabość. Żurek – jedyne, co możesz, to się z tą rzeczywistością pogodzić. Polacy nie dadzą sobie zamknąć ust, a ty jedyne co możesz to pocałować Polaków w dupe i to świeżo po wysraniu.
Rafał Szrama 🇵🇱

Zostaw komentarz