Minister obniża opłatę przejściową o 46 groszy miesięcznie i ogłasza sukces. Jednocześnie opłata sieciowa rośnie o 7–9 proc., więc rachunek rośnie. Matematyka nie jest opinią: per saldo płacimy więcej.
Tak się właśnie robi w wała Polaków – na miękko, z uśmiechem i konferencją prasową. Minister Motyka obniża opłatę przejściową. O ile? Proszę usiąść. O 46 groszy miesięcznie. To nie obniżka, to nawet nie napiwek, bo kelner by się obraził. To nawet nie ulga, to promocja typu „drugi paragon gratis”.
Za to w tle, bez fanfar, rośnie opłata sieciowa. Skromne 7–9 procent – takie nic. Przy najniższej stawce w PGE, 6,77 zł miesięcznie, daje to około 6,77 zł rocznie więcej. I nagle, czary pryskają: per saldo rachunek jest wyższy o 2,77 zł. Niby drobne. Tylko że drobne też bolą, gdy są systematycznie wyciągane z kieszeni.
To jest ta nowa ekonomia sukcesu: zabrać dziesięć, oddać pięćdziesiąt groszy i liczyć, że nikt nie umie liczyć. Albo że liczy się narracja, nie suma. Bo przecież „rachunki spadają”. Tak, spadają – na konferencji.
Pamiętaj Obywatelu: jeśli rząd chwali się obniżką, sprawdź pod stołem, co właśnie podniósł. Matematyka nie ma barw partyjnych. Kilowat też nie głosuje. Ale wyborca już tak – i najwyraźniej ma zapomnieć, że mniejsze wydatki to nie jest 46 groszy ulgi i kilka złotych podwyżki w pakiecie.
Polityka energetyczna w skrócie: z lewej kieszeni do prawej, a różnica do zapłaty na rachunku obywatela. I jeszcze oczekiwanie braw.
Zostaw komentarz