Jeszcze dekadę temu bezpieczeństwo narodowe w Europie uchodziło za techniczny problem dla wojskowych i urzędników. Dziś, po Ukrainie, po wojnie hybrydowej, po cyberatakach i wojnie informacyjnej, wiemy, że było to złudzenie. Bezpieczeństwo nie jest planem operacyjnym. Jest sposobem myślenia o państwie. I właśnie w tym punkcie spotykają się dwie narracje: koncepcja National–People’s Defense generała Ihora Romanenki oraz tezy Jacka Bartosiaka zawarte w „Armii Nowego Wzoru”.

Romanenko pisze z perspektywy kraju, który od ponad dekady żyje w stanie permanentnej wojny – kinetycznej, informacyjnej, cybernetycznej. Jego diagnoza jest bezlitosna. Tradycyjne modele obrony państwa zawiodły. Armia oparta wyłącznie na strukturach zawodowych, oddzielona od społeczeństwa i funkcjonująca według logiki XX wieku, nie jest w stanie sprostać konfliktom XXI stulecia. Wojna nie toczy się już wyłącznie na froncie. Toczy się w sieci, w gospodarce, w morale społecznym, w tożsamości narodowej.

Dlatego Romanenko proponuje coś więcej niż strategię wojskową. National–People’s Defense to system, który spina państwo, społeczeństwo, technologię i tożsamość narodową w jeden organizm obronny. To obrona jako światopogląd. Przekonanie, że przetrwanie państwa zależy nie tylko od liczby czołgów, ale od zdolności całego narodu do długotrwałego oporu, adaptacji i regeneracji strat.

W tym miejscu do głosu dochodzi Jacek Bartosiak. Choć pisze z innej perspektywy – państwa jeszcze niewalczącego, funkcjonującego w czasie pokoju – jego diagnoza okazuje się zaskakująco zbieżna. „Armia Nowego Wzoru” nie jest książką o strukturze dywizji ani o nowym typie uzbrojenia. To tekst o wojnie jako systemie. O konflikcie rozciągniętym w czasie, obejmującym przemysł, logistykę, demografię, informację i morale społeczne. Armia jest tu tylko jednym z elementów większej całości.

Kluczowa teza Bartosiaka jest prosta. Jeśli społeczeństwo nie rozumie wojny, państwo ją przegra. Nie da się wygrać konfliktu, w którym obywatele pozostają wyłącznie widzami, a nie uczestnikami wysiłku obronnego. To dokładnie ta sama intuicja, którą Romanenko formułuje językiem doświadczenia wojny totalnej. Różni ich nie treść, lecz moment. Romanenko pisze z wnętrza katastrofy. Bartosiak ostrzega przed nią z wyprzedzeniem.

Obaj podważają wygodne przekonanie, że bezpieczeństwo można „outsourcować” do sojuszy, technologii albo zawodowej armii. Sojusze są ważne. Technologia jest niezbędna. Armia konieczna. Ale bez państwa zdolnego do długiego trwania nie mają one decydującego znaczenia. Wojny XXI wieku nie są wygrywane jednym uderzeniem. Wygrywa się je odpornością na presję, straty i chaos.

W tym sensie koncepcja National–People’s Defense nie jest alternatywą wobec „Armii Nowego Wzoru”. Jest jej brutalnym potwierdzeniem w praktyce. Ukraina stała się miejscem, w którym sprawdzają się tezy formułowane wcześniej jako ostrzeżenie. Jedna filozofia wyrasta z doświadczenia wojny. Druga z analizy nadchodzącego konfliktu. Obie prowadzą do tego samego wniosku.

Państwo, które nie myśli o wojnie jako o sprawie całego narodu, skazuje się na porażkę. Wojna zaczyna się w głowach. I tam albo się ją przygotowuje, albo przegrywa.