Cel w życiu tych nielicznych dzieciaków, a w przyszłości dorosłych, to spłacać długi zaciągnięte przez tych co wybierali Tuska czy Kaczyńskiego i opłacanie im emerytur (śmiech).

Tak jak moje dzieciaki – o niczym innym nie marzą, jak utrzymywać starych obcych samotnych ludzi (oczywiście kpię sobie).

Mój najmłodszy 14 letni syn już się śmieje, jak przez wsie okoliczne jedzie rowerem, że wie gdzie mieszkają emeryci.

Wiecie gdzie? Tam gdzie idealnie przycięta jest trawka, podlane kwiatki pod domem itp. itd.

Nikt inni, jak pracuje, ma więcej dzieci, zwłaszcza jak nie jest na jakimś etacie w szkole, urzędzie (od do) nie ma czasu zajmować się takimi rzeczami i dbać każdego dnia o to. No chyba, że nie ma innych zainteresowań po pracy (czyli wystarczy mu serial turecki, wiadomości i ogródek przed domem).

A że w opolskim na wsiach sama geriatria teraz, to pod domami jak w bajce (wszystko piękne i idealne).

Komu to wszystko budujecie, chce się człowiek zapytać (drogi, domy, piękne ogródki …)?

Ja właśnie sadzę kilkadziesiąt drzew, krzewów na 20 arach za domem. Dla siebie?
Tylko częściowo.
Mówię dzieciakom, że to dla nich i daj Boże wnuków. Kiedy urośnie mi lipa, orzech włoski? To już wnuki będa miały z tego radość a nie ja.
Z myślą o nich to robię a nie o sobie.
Myśląc o sobie pojechałbym do Turcji na urlop.

Sory, ale kotek, piesek nie pociągnie tyle :-) i że tak powiem „leje” na takie rzeczy.

Trzeba choć trochę znać historię, aby wiedzieć, że w przypadku większego kryzysu, wojny nikogo nie obchodzi los starych ludzi. Tym bardziej samotnych ludzi, a najbardziej samotnych kobiet.
To czy będą mieli co jeść, z czego żyć czy będą bezpieczni …. nikogo, ale to nikogo to nie obchodzi. Ba! często padają ofiarą zlodzieja w pierwszej kolejności.

Serio trudno to zrozumieć?

Nikogo nie obchodzisz w pracy, pomimo życzeń z okazji urodzin, które dostajesz od innych.
Urząd zaczyna się Tobą interesować jak się spóźniasz z podatkami a nie kiedy potrzebujesz pomocy. Zwłaszcza jak zabraknie środków na to.

Tylko własne dzieci, wnuki – coś dla nich znaczysz, jeżeli nie byłeś za życia idiotą, świnią wobec nich.

Ja pamiętam gównianą komunę, jak trzeba było starać się aby coś mieć. Pamiętam łapówki dawane milicjantom. To, że „każdy” okradał/załatwiał coś z pracy. … ale to byli ludzi nie w wieku 60+, ale dużo młodsi wówczas. Dawali radę.

Dzięki temu, że były większe rodziny, to ktoś, coś, gdzieś, … coś załatwił.

Dziś? Coraz więcej ludzi jest całkowicie uzależniona od banku, urzędu, generalnie systemu.

Przecież to niewolnictwo a stary niewolnik nikomu nie jest potrzebny. Takich się pozbywa.

Serio to trudno ogarnąć, zrozumieć?

Pamiętam sam, jak ująłęm się jako syn za swoim ojcem. Byłem młodym chłopaczkiem. Ktoś chciał mu zrobić przykrość poza Polską.
Dzwoniłem z automatu przy poczcie za granice wrzucając monety, a może były już te plastikowe karty i potrafiłem powiedzieć, że właśnie się pakuję i jadę do niego (do tego kolesia) i zrobię mu jesień średniowiecza.
Ojcu nie powiedziałem o tym.
Po powrocie ojca dowiedziałem się, że facet już następnego dnia przepraszał go.

a za wami kto się ujmie? Sąsiad? Jego syn? może wasz piesek czy kotek?

Autor: Diario