Pijany dwudziestolatek wjechał samochodem w grupę pieszych w Słupsku, jedna osoba nie żyje, kilka rannych.
Surowsze kary miały poprawić bezpieczeństwo na polskich drogach i zdyscyplinować kierowców by nie chlali przed siadaniem za kółko, by przestrzegali ograniczeń prędkości, zwłaszcza w terenie zabudowanym i przed przejściami dla pieszych itd. Policja mówi, że jest trochę lepiej, ale obserwując co się dzieje na pobliskiej S 7, mam inne zdanie.
Po każdych dniach wolnych od pracy policja podaje niechlubne statystyki. Tylu i tylu kierowców prowadziło po pijaku. Tylu i tylu doprowadziło do kolizji lub wypadku z powodu nadmiernej prędkości lub łamaniu kodeksu drogowego np. słynne już wyprzedzanie „na trzeciego” na wąskich drogach. Mimo ostrych kar, nadal większość polskich kierowców ma w nosie reguły ruchu drogowego.
Obserwuję to prawie codzienne na S 7, na odcinku od Kiełpina do Palmir. Na całej jego długości obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km, z powodu dwóch przejść dla pieszych. Mało kto jednak go przestrzega. Jak tylko widzi, taki pan i władca, na skrzyżowaniu w Sadowej, że ma zielone światło daje „po garach” ile mocy pod maską.
Żona, choć jeździ zgodnie z przepisami i przestrzega ograniczenia do 70 km, naraża się często na „obtrąbianie” przez innych kierowców.
Ich zdaniem – jedzie za wolno. choć na znakach, jak wół napisana, liczba „70”. Policja czasami staje w najbardziej niebezpiecznych miejscach m.in. przy przejściach dla pieszych, wtedy zwalniają. Ale kiedy tylko trochę oddalą się od patrolu, gaz do dechy.
Zadaję sobie pytanie, z czego wynika specyfika polskich kierowców, że mają w nosie nie tylko przepisy, ale i innych użytkowników dróg?
Pewnie pełną i wyczerpującą odpowiedź dałby psycholog, ale mnie dwie odpowiedzi przychodzą do głowy.
Pierwsza, z egoizmu i braku empatii.
Siada taki za kołkiem i od razu staje się „królem szos”. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki następuje zamiana z zakompleksionego, bojaźliwego nieudacznika, w „boga’.
Teraz nikt mu nie podskoczy bo jest kierowcą. Ma swoją „furę” choć często już wiekową. Frustracja i stres nareszcie znajdują ujście. Tego „obtrąbi”, tamtemu nawrzuca „mięcha”, a jeśli i tego mało, da mu w mordę by wiedział kto na drodze rządzi. Nareszcie może odreagować to, że opieprzyła lub zdradziła go żona, że szef – idiota, go nie docenia i nie dał awansu. Że, generalnie, jego życie jest jak papier toaletowy. Długie i do dupy.
Dzięki samochodowi z życiowego kurdupla zamienia się pełnokrwistego macho.
A inni użytkownicy dróg?
Ma ich w nosie. Z drogi śledzie, bo król szos jedzie.
Druga, zwłaszcza jeśli chodzi o jazdę po pijaku.
To przyzwolenie społeczne, choć są pewne symptomy, że to się zmienia na lepsze i rośnie liczba „zatrzymań obywatelskich” pijanych drani za kółkiem.
Pojechał jeden z drugim do cioci na imienny, a tam wujkowie, ciotki, kuzynie i pociotki wołają – „co ze mną się nie napijesz?” . Na początku się broni, ale pod presją ustępuje bo się jeszcze familia obrazi i pomyśli, że się wywyższa. Jeden, drugi kieliszek gorzały jeszcze nikomu nie zaszkodził, a zgoda w rodzinie, rzecz święta.
Generalnie, Polak chleje na potęgę przy i bez okazji więc – myśli sobie- co będę się wyróżniał.
Czyli co, pijany i szalony jak polski kierowca? Ktoś powie, to niesłuszny stereotyp. A może jednak, nasza polska, smutna rzeczywistość.
Zdjęcie ilustracyjne, foto – Jolanta Styrczula.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz