W lipcu 2025 roku Grzegorz Braun – poseł Konfederacji Korony Polskiej – publicznie zakwestionował istnienie komór gazowych w Auschwitz, określając je mianem „fejków”. Słowo to padło z ust człowieka, który dokładnie rok wcześniej sam pisał na Facebooku:

„9 sierpnia 1942 r. w komorze gazowej niemieckiego obozu Auschwitz II-Birkenau została zamordowana karmelitanka bosa Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein).”

Pod grafiką znajdziemy logo Konfederacji Korony Polskiej i podpis Brauna. Czyli w 2024 roku istnienie komór gazowych mu nie przeszkadzało. W 2025 – najwidoczniej już tak.

Jak to nazwać, jeśli nie kompletnym moralnym i intelektualnym bankructwem?


Pilecki o komorach gazowych: świadek prawdy

Tymczasem rotmistrz Witold Pilecki – jeden z największych bohaterów XX wieku, ochotnik do Auschwitz – opisał komory gazowe w sposób jednoznaczny:

„Po tym setkami osobno kobiety z dziećmi, a osobno mężczyźni szli do baraków, które miały być łaźniami, a były kamerami gazowymi. (Okna były tylko na zewnątrz – były fikcją – wewnątrz był – mur).
Po zamknięciu uszczelnionych drzwi, wewnątrz odbywał się masowy mord. Z balkoniku-krużganku ss-mann w masce gazowej wyrzucał na głowy zebranego pod nim tłumu – gaz!
Stosowano gaz dwóch rodzai – w butlach, które się rozbijały i zestalony – w postaci krążków, który po otwarciu hermetycznych puszek i wyrzuceniu go przez ss-manna w gumowych rękawiczkach, przechodził w stan lotny zapełniając kamerę gazową i zabijając szybko ludzi tu zebranych.
Trwało to kilka minut. Czekano minut dziesięć. Następnie wietrzono, otwierano drzwi kamer po przeciwnej stronie od rampy i komanda złożone z żydów przewoziły ciepłe jeszcze ciała taczkami i wagonetkami do pobliskich krematoriów, gdzie trupy szybko spalano.
Tymczasem szły do kamer następne setki. W przyszłości wprowadzono ulepszenia techniczne, w tej rzeźni dla ludzi, po zastosowaniu których, proces odbywał się jeszcze szybciej i sprawniej”

Pilecki precyzyjnie opisywał użycie gazu cyjanowodoru (kwasu pruskiego), kolejki ludzi prowadzonych nago do „łaźni”, których okna były fikcyjne. Pisał o trupach grzebanych w rowachspalanych w krematoriach, opisywał sceny, które nie pozostawiają żadnych złudzeń.



Grzegorz Braun – polityk sekciarskiej zmienności?

Czy zatem Braun nie zna raportów Pileckiego? Czy może rok temu je znał, a dziś postanowił, że bardziej opłaca się mówić coś innego?

Jego „sekta polityczna”, jak trafnie określają to niektórzy publicyści, nie oczekuje konsekwencji. Nie przeszkadza jej, że w sierpniu 2024 Braun potwierdza istnienie komór gazowych, a w lipcu 2025 nazywa je „fejkiem”. Dla nich liczy się tylko to, co mówi ich lider – tu i teraz.


Kogo dziś Braun nazywa „fejkowcem”? Pileckiego. Mosdorfa. Świętą Edytę Stein. Siebie sprzed roku.

Ten absurd pokazuje, że chyba nie mamy do czynienia z politykiem a ideologicznym performerem, który zmienia narrację jak rękawiczki, byle wzbudzić skandal, byle zdobyć uwagę.

Ale są granice.

Granice, których nie wolno przekraczać w kraju, w którym istnieją Majdanek, Treblinka, Auschwitz i raport Pileckiego. W kraju, w którym pamięć o pomordowanych to obowiązek – nie narzędzie politycznego marketingu.