Parę miesięcy temu pojawił się kłopot. Inny od dotychczasowych, bo wiadomo, że w życiu jest mnóstwo kłopotów, problemów, pułapek, kuszących okazji, złych pomysłów losu i jeszcze gorszych niż ten złośliwy los ludzi. Właściwie to ten „kłopot” nie był czymś wyjątkowo szczególnym, bo bóle brzucha to codzienność, a te w prawym nadbrzuszu, czyli ( ujmując bardziej po ludzku) tam, gdzie jest pęcherzyk żółciowy to w ogóle częsta sprawa. No może przesadziłam z tą codziennością, ale polska kuchnia czyli trochę bigosu, tłustego mięsiwa a na wierzchu zasmażka nie służy nikomu. Trudno nie mieć wzdęć, wiatrów ( swoją drogą urocze to określenie) i innych sensacji. Zgaduje, że to podstawowy powód, żeby prędzej zjeść kapsułkę z super specyfikiem na bazie ziół i wynalazków niż zmienić dietę, ale zostawmy to.
Pan Marcin zgłosił się do lekarza, a ten postąpił bardzo prawidłowo. Zbadał uciskając, ściskając, zrobił usg i badania z krwi. Potem pokierował pana Marcina do szpitala słusznie uznając, że lepiej będzie pozbawić go kawałka ciała, bo wspominanego pęcherzyka od żółci.
Tak też się stało. Pan Marcin zabrał ze sobą rzeczy niezbędne, ktore spakował z żoną oraz te zbędne, które dorzuciła po cichu sama żona.
Potem było według planu. Badania dodatkowe, stół operacyjny i usunięcie tego, co było problemem czyli pęcherzyka żółciowego pełnego kamieni z żółci. Operacja poszła dobrze, pacjent przeżył. Za szybko jednak na radość, bo nie wrócił do domu. Tak po prawdzie udało się to parunastu tygodniach. Każdy zabieg niesie ze sobą ryzyko powikłań. To tylko wydaje się proste, szybkie. Oczekiwaniem wielu jest, żeby szybko wrócić do domu, normalności i żeby blizna była mała, a najlepiej, żeby jej nie było.
Prawdopodobieństwo powikłań nie jest bardzo duże, to rodzaj mikstury na którą składa się szczęście, fart, umiejętności lekarza, stan organizmu i mnóstwo innych. Czasami dopiero na stole chirurga widać, że sytuacja jest inna założono pierwotnie. Pomimo świetnego sprzętu złośliwości czyhają za zakrętem lub pętlą jelita, w kącie za wątrobą i w wielu innych miejscach, o których może pomyśleć lekarz a zwłaszcza złośliwy los.
W przypadku pana Marcina lekarze zepsuli robotę. Nie wchodzącw szczegóły- usunęli co trzeba, ale jeszcze uszkodzili ważne przewody od trzustki. To pociągnęło za sobą reoperację, poważny stan zapalny z zagrożeniem życia. Pan Marcin trafił do innego szpitala, bo takiego o wyższych kwalifikacjach, renomie, możliwościach na uzyskanie pomocy. Tyle, że jeśli coś się spartloli, to potem nie da się tego dobrze naprawić. Wyszło na to, że zamiast kilku dni rekonwalescencji po standardowej i często wykonywanej operacji, pan Marcin stał się kaleką. Jest po kilku zabiegach z tych ratujących życie i odtwarzających to, co można i to co się da. Z w pełni sprawnego stał się narzekającym na ból facetem. Nie wrócił do pracy, jest na zwolnieniu lekarskim czy świadczeniu rehabilitacyjnym i prawdopodobnie będzie tego ciag dalszy pod postacią renty.
Oczywiście, że cieszy się z faktu, że przeżył i żyje dalej. Był już troszkę tam, gdzie każdy kiedyś trafi, ale wolałby inne okoliczności- starość i we śnie.
Zostaw komentarz