Marian Henel figuruje w Wikipedii, jest wymieniany w specjalistycznej literaturze historyków sztuki, jako najwybitniejszy polski twórca art. brut . Telewizja publiczna nakręciła i emitowała o nim dwa filmy :”Maniuś” i „Galeria lęku”. Miejscowość, w której się urodził, szczyci się tym faktem na swojej stronie internetowej, jeszcze brakuje tego, a jego imieniem nazwą tam szkołę, albo jakąś ulicę. Jego dywany były wielokrotnie eksponowane w szacownych salach wielu muzeów. Na wystawie w Brukseli, to nawet zorganizowano happening… roznegliżowane niewiasty obleczone w sztuczne pośladki, wyginały się lubieżnie na tle jego tkanin. Jeden z jego dywanów „grał” w kultowym, nakręconym wg powieści Stanisława Lema przez Edwarda Żebrowskiego filmie ”Szpital Przemienienia”.
Karierę artystyczną jego dzieła mają jeszcze przed sobą, żyjąc niezależnym od twórcy, który już dawno zmarł — istnieniem, stanowiąc niesamowity wręcz przykład sublimacji tego co mroczne, ciemne, okrutne, gwałtowne — w ociekające spermą, krwią menstruacyjną, moczem i kałem wizje, które były oprawca Urzędu Bezpieczeństwa — tworzył w głębokiej suterynie Pracowni Ekspresji Sztuki Psychopatologicznej szpitala psychiatrycznego w Branicach na Opolszczyźnie. A jednak jego prace błyszczą barwą i grzeją przyjemną w dotyku fakturą. Henel doczekał nowych czasów, kiedy to legł w gruzach system, któremu tak dzielnie w przeszłości służył. Nie był tym zachwycony. Na krótko przed śmiercią w filmowym wywiadzie mówił „teraz wszystko się popierdoliło”, a potem się rozmarzył, że ”jakby był młodszy, to on by wiedział jak z tym wszystkim zrobić porządek, bo tego go uczono w UB.
Analizując jego życie i prace – nieodparcie nasuwa się mi następująca refleksja, iż w istocie Marian Henel był ojcem, a nawet dziadkiem, a na pewno prekursorem wielu zachowań i dokonań współczesnych artystów, o których recenzenci poczytnych czasopism z zachwytem piszą. Począwszy od tych, którzy zaskakują pomysłami publicznych instalacji artystycznych mających epatować publiczność prostotą skojarzeń, uniwersalnością przesłania. No bo przecież kiedy Henel smarował z samego rana swoim gównem klamki u drzwi pracowni, w której tworzył… i czekał, zerkając zza węgła – kto się z jego kałem pierwszy zetknie ? Czy wtedy nie eksperymentował instalacyjne ? Nie przekazywał ważnego komunikatu? A pani Nieznalaska wieszająca genitalia na krzyżu, jego w jakimś sensie nie naśladuje ? Albo drący na strzępy biblię Nergal, czy też nie czerpie z jego bluźnierczych zachowań wzoru? Albo ta pani, utytułowana licznymi nagrodami — artystka Kozyra, która przyczepiła sobie męską płeć i ze sztucznym penisem filmowała siebie nago w męskiej łaźni — nie jest bliską krewną Henela?
Albo ci, co tak teraz paradują w przebraniach podczas przeróżnych Love Parad – nie są jego godnymi i licznymi następcami? Przecież w tym wszystkim… lubieżnik Henel ich dużo wcześniej wyprzedził. To, proszę pań i panów artystów — już było! Zapoznajcie się więc z Curiculum Vitae Henela — poliformicznego dewianta, sadysty- może sięgniecie wtedy po listek figowy, żeby przykryć swoje odsłonięte przyrodzenia i sromy…


Zostaw komentarz