Niewątpliwa wściekłość, jaka ogarnęła Niemców na wieść o odmowie wydania podejrzewanego o wysadzenie gazociągu Nord Stream Wołodymyra Zewłakowa to tylko kolejny rozdział w przygotowywanej od dłuższego czasu historii…
Jak podaje „Układ otwarty” Igora Jankego niemieccy dziennikarze już półtora roku starali się namówić polskich dziennikarzy do takich wspólnych śledztw dziennikarskich, których celem byłoby wskazanie na winnego bądź współwinnego Polskę.
Powyższą informację przekazał dr Krzysztof Rak.
Zwróćcie uwagę na wypowiedź dr Raka od 18:35 minuty nagrania.
….od półtora dwóch lat różne agendy państwa niemieckiego zainteresowane są w znalezieniu winnych i wskazaniu na winnych wybuchu na Nord Streamie. (…) Ja sądzę że są dwie przyczyny i wszystkie związane z ewentualnym potencjalnym uruchomieniem Nord Stream 2 i nowymi zakupami gazu właśnie pod te elektrownie gazowe. No bo po co byłoby się w tym grzebać? Sam temat przecież dla Niemiec, dla Niemców jest obarczony ogromnym ryzykiem politycznym, no bo przypomina nam o niechlubnej polityce wschodniej Niemiec, niechlubnej szczególnie od roku 2008 do 2022, polityce, którą można określić w ten sposób, że Niemcy w jakimś sensie są współodpowiedzialne za agresję na Ukrainę. (…) Po 2014 r., kiedy Rosja anektowała Krym (…) za same dostawy gazu ziemnego Niemcy zapłacili Rosji powyżej 100 miliardów euro. W owym czasie były to dwa roczne budżety obronne Rosji.
Niemcy jednak stoją pod ścianą. Z atomu zrezygnowali definitywnie, cała Europę uwikłali w absurdalne dopłaty do energii z węgla, a zatem pozostał im tylko gaz.
Jak już kiedyś pisałem wg myślicieli ekologicznych a la zapomniana już u nas na szczęście Sylwia Spurek spalanie węgla powoduje powstawanie gazu cieplarnianego dwutlenku węgla (CO2) natomiast w wyniku spalania gazu powstaje dwutlenek gazu, a jego w wykazach nie ma. 😉
Tak więc Niemcy sami znaleźli się w pułapce, jednocześnie nie tylko pogrążając resztę UE w tym samym marazmie (wszak od dawna wiadomo, że w warunkach polskich najtańsza jest energia pozyskiwana z węgla. Dopiero opodatkowanie czyni ją drogą), ale też umożliwiła militaryzację Rosji.
Co więcej, uzależnienie największej gospodarki UE od ruskich dostaw rozzuchwaliło Putina. Doskonale zdaje sobie sprawę, że na dłuższą metę UE (czyt. Niemcy) nie są w stanie obejść się bez ruskich dostaw.
Co najwyżej trafiają do Europy opatrzone fakturami z Kazachstanu czy innego „niezależnego” od Rosji państwa. Na dłuższą metę taki układ jest jednak nie do utrzymania.
Dlatego Putin gra twardo, b to on, a nie Unia (czyt. Niemcy) trzyma w ręku atuty.
Z kolei Trump nie ukrywa, że jeśli pokój zapanuje na Ukrainie nie będzie powodów utrzymywania sankcji wymierzonych w Rosję.
To z kolei oznacza, że „niemiecko-ruska” gazrurka na dnie Morza Bałtyckiego znowu będzie funkcjonować pełną parą.
Wg dr Raka obarczenie winą za jego wysadzenie Ukraińców (a być może też i Polaków) pozwoli na rychłe zakończenie sporów pomiędzy firmami zaangażowanymi w dostawy gazu.
Przerwanie tychże przez Rosję mogłoby bowiem powodować roszczenia z tytułu kar umownych.
Tymczasem wysadzenie części gazociągu w powietrze to vis maior (siła wyższa) usuwająca odpowiedzialność kontraktową.
Co to wszystko jednak oznacza?
Niemcy, deklarujące werbalnie pomoc dla Ukrainy tak faktycznie są największymi zwolennikami pokoju. Oczywiście nie za wszelką cenę.
Ich cena jest bowiem mierzalna milionami kubików ruskiego gazu.
A Ukraina?
Tak naprawdę nikogo w Berlinie nie interesuje, czy granica pomiędzy nią a Rosją przebiegać będzie na wschód czy zachód od Kijowa…
Co więcej oddanie Ukrainy w „opiekę” Moskwy pozwoli na uniknięcie wewnątrzunijnej konkurencji pomiędzy tanią i podłej jakości żywnością z Ameryki Południowej i takąż samą ukraińską.
Dla nas natomiast oznaczać to będzie trwałe już zepchnięcie do drugiej ligi państw europejskich.
I znowu słowa o niemiecko-rosyjskim kondominium staną się ciałem.
21.10 2025
Zostaw komentarz