Pokaż mi jaki jesteś za granicą, powiem ci kim jesteś.
W czasie naszych podróży zagranicznych, zwłaszcza tych długich, mam czasami ochotę pogadać po polsku.
Bo od myślenia i mówienia w innych językach boli mnie już głowa. Dlatego chętnie, gdy usłyszę polską mowę, próbuję zagadać polskich turystów. Zwłaszcza w Azji.
Ale, bywa to niekiedy tak trudne, że mam czasami dość.
Zwłaszcza w odniesieniu do tych starszych, tak po pięćdziesiątce. I w grupach.
Młodsi są bardziej otwarci i bezpośredni. No i nie mają żadnych kompleksów jak tamci.
Spośród tych pierwszych, jedni, w reakcji na moje „dzień dobry”, uciekają wręcz.
Inni, udają, że nie rozumieją.
Jest też trzecia grupa, hałaśliwa, głośna. Największa.
Wrzeszczą tak, jakby byli głusi.
Często też, po polsku, wyrażają swoje opinie o zwiedzanym kraju i tubylcach, na pełen regulator.
W Indiach często słyszałem o lokalsach taki ich opinie – „popielaci „, „brudasy”.
A same Indie to „syf kiła i mogiła”, „smrodliwy kraj”.
No i porównanie do małp, które zeszły dopiero co z drzewa.
W hinduistycznych świątyniach często wykłócają się ze strażnikami, że wchodząc, nie zdejmą butów, „bo po takim syfie nie będą chodzić”. Niechętnie dają napiwki w hotelach czy restauracjach choć te dziesięć czy dwadzieścia rupii to zaledwie kilka groszy.
Unikam ich jak ognia, bo kompromitują i siebie i Polskę.
Najczęściej też nawet nie wiedzą gdzie się znajdują.
Mam zatem coś z bohatera „Empuzjonu” Olgi Tokarczuk, Mieczysława Wojnicza, który na widok polskich kuracjuszy, w niemieckim onegdaj kurorcie na Dolnym Śląsku, spieprzał gdzie pieprz rośnie.
„Drażniła go ta ich stadność, bo ciągle się do siebie garnęli, sklejali się w towarzyskiego gluta, który przemieszczał się w tę i we w tę po deptaku, zajęty sobą, pozornie pewny siebie, ale w gruncie rzeczy pełen kompleksów i wstydliwego poczucia niedopasowania.
Tworzyli ruchomy pępek świata, zajęty tylko sobą, ślepy na wszystko co wokół….Drażniła go starannie ukrywana niepewność Polaków, maskowana na wszelkie sposoby, gotowa raczej zamienić się w brawurę, jak dać się odsłonić”.
Myślę, że to jeden z efektów wbijania Polakom przez lata do głowy, że są „przedmurzem chrześcijaństwa”, „ludem wybranym Europy” oraz, że Pan Jezus nie był Żydem, ale polskim szlachcicem spod Częstochowy.
Na zdjęciu, w Hamadanie (dawna Ekbatana) w Iranie.
Foto Jolanta Styrczula.
Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz