Cierpka satyra na kulturę „przebudzenia” (ang. woke), która rozpowszechniła się w minionej dekadzie w krajach anglosaskich i stamtąd zakaża resztę Zachodu.
Historia (uwaga – spoiler) dość nieporadnego, wręcz „dupowatego” uniwersyteckiego profesora biologii ewolucyjnej Paula Matthewsa, który nagle staje się postacią pojawiającą się ni z gruszki ni z pietruszki w snach tysięcy przypadkowych osób.
Początkowo jest to powodem jego niesłychanej popularności, lecz nieoczekiwanie jego rola w snach obcych osób zmienia się dramatycznie – przestaje być „dziwną postacią” stojącą z boku zachodzących w nich wydarzeń a staje się aktywnym, okrutnym prześladowcą z najgorszych koszmarów. Powoduje to natychmiastową zmianę postawy zarówno opinii publicznej jak i osób mu najbliższych. Wszyscy przypisują mu winę za jego rolę w ich snach i chcą się go jak najpilniej pozbyć z życia. Paul Matthews ulega procesowi „wymazania” w charakterystyczny dla „woke” sposób – obserwujemy tu bowiem w szczegółach fenomen „cancel culture”.
Na pozór jest to po prostu historia „białego samca”, który żyje w swoim świecie nie mogąc zrozumieć wrażliwości otoczenia, który lubi dopieścić swoje niespełnione ego i chwyta się nieoczekiwanej szansy, żeby poratować marną estymę, nadrobić lata zaniedbań wobec własnej kariery i kompletnego braku inicjatywy w życiu prywatnym. Nagła popularność staje się jego problemem, gdyż nie umie jej sprostać i nadal jest tylko biernym przedmiotem rozgrywanym przez inne osoby, które stara się zadowolić nie znajdując sił dla zrealizowania własnych celów. Jego największe marzenie – wydanie książki, również okazuje się katastrofą, gdyż wszystko idzie nie po jego myśli.
Jednak na drugim planie widzimy obraz moralnego zanegowania tego wszystkiego, co można by zidentyfikować jako cele i aspiracje współczesnego mężczyzny, który nie zdołał załapać się do wąskiej puli przebojowych „samców alfa”. Otóż społeczeństwo, w którym przyszło im żyć mówi wyraźnie, że powinni oni pozostać w cieniu, w żadnym wypadku nie rozpychać się, nie próbować narzucać ze swoimi marzeniami, gdyż w istocie na nic nie zasługują – muszą ustąpić miejsca tym, którzy hałaśliwie narzucają się ze swoimi subiektywnymi odczuciami „bycia ofiarą” jako obiektywnymi faktami z życia (ang. lived experience). Dla otaczającego Paula Matthewsa świata nie ma znaczenia ani to, że nie ponosi on żadnej odpowiedzialności za sny innych ludzi, ani to, że ich reakcja zamienia jego realne życie w koszmar. Jego sprzeciw wobec tego jest uznany za żenujący. Nawet jego własnej żonie nie mieści się w głowie jak śmiał próbować przedstawić się jako ofiara, skoro w oczach tysięcy to on jest prześladowcą! Jedyne, czego się wobec niego oczekuje, to solenna samokrytyka i bezwarunkowe usunięcie się z życia. Bez gwarancji, ale z nadzieją, że to wystarczy, aby zaprzestano wobec niego agresywnego prześladowania przy każdej okazji.
Widać tutaj wyraźnie strukturę ideologii „woke” i jej krytyki cywilizacji łacińskiej jako integralnie przemocowej, niezasługującej na żadną estymę, nadającej się wyłącznie do całkowitego wymazania wraz z jej panteonem bohaterów, ich pomnikami i wzmiankami w historii. Film wiernie przedstawia w mikroskali mechanizmy, jakie działają obecnie w amerykańskich instytucjach, w których rządzi tani koniunkturalizm i podległość wobec roszczeń „generacji Z”. Chociaż dziekan uczelni, na której Matthews wykłada zgadza się, że „właściwie to nie jego wina”, to zarazem zawiesza jego wykłady i wysyła na bezterminowy urlop, gdyż „sytuacja tego wymaga”. Żona Matthewsa, pracownica muzeum, która próbowała wykorzystać chwilową popularność męża, aby wydobyć się zawodowego niebytu i załapać na ważny projekt również jest natychmiast od niego odsunięta, jak tylko jej mąż staje się postacią z koszmarów. Jej zwierzchnik „życzliwie” tłumaczy jej, że „tak będzie dla wszystkich najlepiej” i że „powinna zrozumieć” w jakiej sytuacji stawia Zespół… Charakterystyczne jest przy tym, co film dobrze ukazuje, że właśnie konformizm kobiet jest właściwą siłą napędową społecznej reakcji wobec Matthewsa. To on napędza jego popularność w pierwszej fazie i to on niszczy go w fazie drugiej. Mężczyźni, którzy są na wysokich stanowiskach podejmując swoje decyzje właściwie tylko odpowiadają na te roszczenia. Są konformistami „w drugiej pochodnej” – oportunistycznie reagując na społeczne nastroje zdominowane przez kobiecą wrażliwość.
Film pokazuje też wyraźnie, że ta „kobieca” wrażliwość stała się też udziałem młodych mężczyzn – reprezentantów owej „generacji Z”. Wszyscy oni są skupionymi na swoich emocjach egotykami, przejętymi własnym komfortem, który stanowi nienaruszalną enklawę, której nic i nikt nie ma prawa zaburzyć. Jedyną wartością, jaka spaja to społeczeństwo jest owa mityczna popularność, która tak samo nagle jak się pojawia może nagle zniknąć lub zamienić się w swoją antytezę – w obu przypadkach jest to kompletnie niezależne od obiektywnych racji i podlega wyłącznie rytmom generowanym przez media, przede wszystkim media społecznościowe, które stają się lustrem, w którym przegląda się młode pokolenie szukając samopotwierdzenia.
Popularność pozwala wszystko wybaczyć, ale jej utrata prowadzi do tego, że nie wybacza się już niczego. Opinia, która jest w danej chwili modna nie może być zanegowana – ten, kto się na to odważy staje się natychmiast wrogiem publicznym i podlega najgłębszemu ostracyzmowi.
Film ukazuje też charakterystyczne dla współczesnej wrażliwości nastawienie – pewien wzorzec postawy „brahminów” naszych czasów, którzy potrafią każdą sytuację skomercjalizować i ubrać w modny język psychologii troski i wewnętrznego rozwoju. W język przekonań odpowiadający konglomeratowi „new age”. Doświadczenie Paula Matthewsa pozwala młodemu wynalazcy wyprodukować urządzenie służące do wnikania w sny obcych osób z odpowiednim przekazem reklamowym. Urządzenie to staje się natychmiastowym przebojem na rynku – czymś, co definiuje doświadczenie pokolenia i staje się punktem wyjścia dla kolejnego cyklu społecznego pobudzenia. Okazuje się, że nie ma moralnych zastrzeżeń wobec nawet tak inwazyjnej technologii, jeśli tylko zostanie ona obudowana odpowiednim „mumbo-jumbo”, w odpowiedni sposób „uwznioślona”.
Film „Dream Scenario” pokazuje nam w mocny sposób dystopijność naszych czasów. Dystopijność „Nowego Wspaniałego Świata” a nie „Roku 1984”. Tutaj nie ma scentralizowanego systemu władzy, który narzuca totalitarne reguły, ale totalitaryzm jest zdecentralizowany i rozproszony – jest to totalitaryzm „uogólniony”, który jest wytwarzany przez sam system społeczny, w którym jednostkowe ambicje i aspiracje są definiowane poprzez fetysz „popularności” i anonimowe mechanizmy jej dystrybucji.
Zostaw komentarz