Wielu polityków Prawo i Sprawiedliwość żyje dziś w świecie politycznych miraży. W kuluarach opowiadają sobie historie o rychłym upadku rządu Donald Tusk, o gabinecie technicznym, o przesileniu, które „już za chwilę” zmieni układ sił. Tymczasem rzeczywistość jest brutalnie prosta: kolejne głosowania w Sejmie pokazują stabilną większość, a koalicja rządowa funkcjonuje, bez oznak rozpadu i będzie trzymała się za wszelką cene. Marzenia o wcześniejszych wyborach to polityczna publicystyka dla własnego samouspokojenia, nie realny plan działania. Polityka nie wybacza złudzeń. Każda próba wywołania wyborów bez żelaznej strategii i bez przygotowanego zaplecza skończyłaby się kompromitacją, która mogłaby zamknąć drogę do władzy na długie lata.
Prawda jest bolesna: PiS nie jest dziś maszyną wyborczą z 2015 roku. To partia wewnętrznie zmęczona, skłócona, pozbawiona świeżej energii i realnego dopływu nowych ludzi. Partia w dużej mierze oparta na karierowiczach którzy patrzą wyłącznie na swój interes. Z drugiej strony partia brutalnie atakowana, osłabiona finansowo, zmagająca się z kryzysem zaufania w terenie kryzysem którego lokalni posłowie wzniecają. W wielu miejscach struktury istnieją tylko na papierze. Lokalne środowiska czują się marginalizowane, a działacze, którzy przez lata budowali zaplecze, coraz częściej mają poczucie, że ich wysiłek został zlekceważony. Spotkania organizowane przez niektórych parlamentarzystów przypominają bardziej klub seniora niż dynamiczne zaplecze przyszłej kampanii. Elektorat 70+ zasługuje na szacunek, ale bez młodych ludzi, bez świeżej krwi, bez struktur zdolnych do pracy organicznej, nie buduje się zwycięstwa.
PiS nie żyje tylko zipie, zipie na aktywność środowisk takich jak Kluby „Gazety Polskiej” czy inicjatywy skupione wokół Robert Bąkiewicz oraz lokalnych działaczy oddanych ideii Wolnej Polski, w wielu regionach partia opiera się na garstce najbardziej wytrwałych lub naiwnych. To nie jest sytuacja, która daje komfort marzeń o „politycznym torcie”. To moment, w którym trzeba zakasać rękawy i zrozumieć, że 2027 rok – a być może termin wcześniejszy – rozstrzygnie, czy PiS pozostanie realną alternatywą, czy stanie się wspomnieniem po epoce. Pamiętajmy że system buduje dwie formacje polityczne czyli konfederację i Konfederację Korony które z samą prawicą nie mają zbyt wiele do czynienia ale zabiorą elektorat PiS-owi.
Najbardziej niepokojące jest jednak złudzenie, że destabilizacja rządu jest kwestią tygodni. Koalicja rządowa – z Platformą Obywatelską na czele – nie działa chaotycznie. Jest wspierana przez doświadczonych specjalistów od komunikacji, przez zaplecze eksperckie, przez struktury europejskie. Wcześniejsze wybory, jeśli w ogóle miałyby się odbyć, nastąpią wyłącznie wtedy, gdy będą korzystne dla obecnej większości. To ona rozdaje karty. Opozycja może jedynie reagować – chyba że zbuduje własną siłę.
Historia uczy pokory. Antykomunistyczni działacze przed 1989 rokiem nie mieli przestrzeni na błędy, na personalne gierki, na ambicjonalne przepychanki. Każdy fałszywy ruch oznaczał represje. Dziś działamy w ,,wolnym państwie”, ale polityczna nieodpowiedzialność także ma swoją cenę – utratę zaufania, utratę struktur, utratę wiarygodności. Każdy miesiąc bez realnej pracy w terenie to prezent dla przeciwnika.
Symbolem słabości jest uzależnienie całej formacji od jednej osoby. Jarosław Kaczyński – niezależnie od ocen – pozostaje figurą centralną. Jego chwilowa nieobecność obnaża brak samodzielności struktur i brak wykształconej, szerokiej kadry przywódczej zdolnej do przejęcia odpowiedzialności I to jest totalną żenadą. Partia, która nie potrafi funkcjonować bez jednego nazwiska, jest partią kruchą. I to nie jest problem wyłącznie PiS – każda formacja oparta na jednym liderze wcześniej czy później staje przed podobnym wyzwaniem. Różnica polega na tym, kto potrafi się do tego przygotować.
W Polsce mamy dziś napięcie polityczne, które wielu porównuje do dawnych czasów dominacji jednego ośrodka wpływu. Mamy spory o suwerenność, o relacje z Brukselą i Berlinem, o kształt instytucji państwa. Jednocześnie istnieją narzędzia, których opozycja nie miała przed 1989 rokiem: wolne media, możliwość działania parlamentarnego, prezydent wywodzący się z innego obozu niż rząd. To nie jest czas beznadziei. To jest czas próby. Czas próby której PiS nie zdaje.
Jeżeli jednak w PiS zabraknie odwagi do uczciwej diagnozy, do odbudowy struktur od podstaw, do otwarcia się na nowe pokolenie i do zakończenia wewnętrznych wojen ukierunkowanych do celów osobistych lokalnych posłów to czas będzie działał wyłącznie na korzyść przeciwników. Polityka nie znosi próżni. Jeśli jedna strona nie pracuje – druga pracuje podwójnie… a PiS nie pracuje wcale.
Największym zagrożeniem nie jest dziś Donald Tusk ani Koalicja Obywatelska. Największym zagrożeniem jest samozadowolenie, iluzja, że „jakoś to będzie”, że przeciwnik sam się potknie. Historia pokazuje, że władza rzadko upada przez marzenia przeciwników. Upada przez ich siłę. A tu tej siły brak… Brak nawet pomysłów na jakąkolwiek walkę
Czas nie jest sprzymierzeńcem tych, którzy go marnują. Jeśli PiS nie zrozumie powagi chwili, 2027 rok może okazać się nie tylko porażką wyborczą, ale końcem pewnej epoki. A wtedy żadne opowieści o zmarnowanych szansach nie zmienią faktu, że politykę wygrywają ci, którzy potrafią działać – nie ci, którzy potrafią tylko marzyć.
————
Błędy popełniane przez regionalnych polityków Prawa i Sprawiedliwości w województwie lubuskim są dziś tak rażące, że trudno mówić o nich językiem dyplomacji. To nie są drobne potknięcia czy naturalne tarcia wewnątrz formacji. To systemowe zaniedbania, które doprowadziły do realnej zapaści struktur. I nie ma tu miejsca na pudrowanie rzeczywistości – odpowiedzialność ma konkretne nazwiska.
Weźmy wspomniane województwo lubuskie. Posłowie Władysław Dajczak i Marek Ast polityk Elżbieta Rafalska czy Jarosław Porwich od lat funkcjonują w polityce, ale dziś sprawiają wrażenie ludzi z innej epoki – zamkniętych w schematach, pozbawionych świeżej energii i co najgorsze, bez realnej wizji odbudowy partii lokalnie. Struktury nie budują się same. Nie rosną od konferencji prasowych ani od sejmowych wystąpień. Buduje się je poprzez pracę z ludźmi, przez otwartość, przez włączanie nowych środowisk. Tego zabrakło.
W 2015 roku PiS w Gorzowie był formacją dynamiczną. Setki zaangażowanych osób, gotowych do działań politycznych i organizacyjnych młodzi ludzie do współpracy. Entuzjazm, poczucie misji, wiara w zmianę. Dziś? Dziś mamy garstkę działaczy których możemy policzyć na palcach jednej ręki w wieku senioralnym i dramatyczny brak młodych ludzi. Sebastian Pieńkowski, Marek T. Surmacz opuścili PiS a PiS opuścił wielu mocnych działaczy np starostę Gorzowskiego Magdalenę Pędziwiatr, wicestarostę Paweł Antczak. Oczywiście – doświadczenie jest wartością. Ale partia, która nie potrafi przyciągnąć trzydziesto, czterdziestolatków, skazuje się na powolne wygaszanie. Obecnie pod politycznym przywództwem między innymi Elżbiety Rafalskuej struktury w regionie nie tylko nie odzyskały dawnej dynamiki ale leżą totalnie w gruzach i sprawiają wrażenie jeszcze bardziej zamkniętych i hermetycznych.
Szczególnie bolesny jest przykład powiatu strzelecko-drezdeneckiego. Jeszcze niedawno Drezdenko było jednym z najmocniejszych punktów na mapie lubuskiego PiS. Dziś te struktury praktycznie przestają istnieć. Działacze, którzy przez lata pracowali społecznie i ideowo, zostali zmarginalizowani. Zabrakło dialogu, zabrakło strategii, zabrakło zwykłego szacunku. Lokalny lider Poseł Władysław Dajczak nie potrafił utrzymać ludzi przy sobie, nie potrafił ich zmotywować ani dać im poczucia współodpowiedzialności. Efekt jest taki, że potencjał został rozproszony, a zapał – zgaszony.
Gwoździem do trumny dla wielu oddanych działaczy stały się ostatnie decyzje personalne. Środowisko skupione wokół Solidarności i PiS w tym Jarosława Porwicha czy Elżbiety Rafalskiej doprowadza do sytuacji, w której do ważnych gremiów – jak Prezydencka Rada Samorządu Terytorialnego – powoływane są osoby zupełnie niezwiązane z lokalnymi strukturami PiS, które przez lata ani nie budowały partii, ani nie organizowały kampanii, ani nie brały na siebie ciężaru politycznej walki. Dla ludzi, którzy oddali tej formacji czas, energię i reputację, to sygnał jednoznaczny: lojalność i praca nie mają znaczenia, liczą się układy. Uważam to za działanie równe ZDRADZIE wobec działaczy PiS.
Nie da się budować silnej partii na poczuciu niesprawiedliwości i zamkniętym kręgu wzajemnych nominacji. Nie da się mówić o „idei wolnej Ojczyzny”, kiedy w praktyce dominuje personalna kalkulacja. Jeśli struktury w Drezdenku i całym województwie lubuskim się rozpadają, to nie dlatego, że „czasy są trudne”. One rozpadają się dlatego, że zabrakło przywództwa, wizji i elementarnej umiejętności pracy z ludźmi.
Gratulacje dla tych, którzy do tego doprowadzili – naprawdę. Trzeba było lat pracy setek działaczy, by zbudować silne zaplecze. Wystarczyła błędna decyzja by je rozmontować. Historia polityczna bywa bezlitosna. Jeśli ktoś uważa, że lokalne struktury można lekceważyć, że młodzi ludzie „sami przyjdą”, a lojalni działacze „i tak zostaną”, to wkrótce może się obudzić w rzeczywistości, w której nie będzie już czego odbudowywać.
Polityka to nie prywatny folwark. To odpowiedzialność. A w lubuskim rachunek za tę odpowiedzialność właśnie wystawiają sami wyborcy – i własne, coraz bardziej puste, struktury.
Rafał Szrama 🇵🇱
Zostaw komentarz