Relacje między Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro od dawna były pełne napięć. Łączyła ich polityczna konieczność, ale trudno było mówić o zaufaniu. Dziś te pęknięcia wychodzą na powierzchnię coraz wyraźniej.

Bo nawet jeśli część prawicy próbuje przedstawiać Ziobrę jako symbol walki z obecnym rządem, to coraz więcej ludzi zadaje sobie pytanie, czy cała ta historia nie zaczyna szkodzić bardziej niż pomagać. I właśnie dlatego słowa Morawieckiego, że sprawa odwraca uwagę od realnych problemów państwai Tusk to wykorzystuje wybrzmiewają dziś mocniej niż wcześniej.

Oczywiście można zrozumieć, że Ziobro zasłania się chorobą. Choroba nowotworowa jest sprawą poważną i nikt rozsądny nie powinien jej lekceważyć ani wykorzystywać do tanich politycznych drwin. Ale obok Ziobry pojawiają się też Marcin Romanowski, który przecież na chorobę się nie powołuje. I tu pojawia się pytanie dużo trudniejsze: przed czym właściwie uciekają? Przed politycznym sporem czy przed odpowiedzialnością i wymiarem sprawiedliwości?

To właśnie ten obraz zaczyna być dla prawicy niebezpieczny. Bo przeciętny wyborca może nie śledzić wszystkich szczegółów prawnych, ale widzi chaos, wzajemne oskarżenia i wrażenie obozu, który bardziej zajmuje się obroną własnych ludzi niż przekonywaniem Polaków do programu dla państwa. A dodatkowo pojawiające się informacje, że Ziobro miałby zostać korespondentem Telewizji Republika w Stanach Zjednoczonych, mogą szkodzić również samej stacji,którą tak Polacy chcieli wspierać. A oni zamiast budować wizerunek niezależnych mediów, wzmacniają przekonanie o politycznym i personalnym uwikłaniu.

A polityka nie znosi pustki. Donald Tusk wykorzystuje ten konflikt bezlitośnie, bo dostał od przeciwników idealny temat zastępczy. Zamiast dyskusji o gospodarce, cenach energii czy bezpieczeństwie, opinia publiczna żyje kolejnym odcinkiem wojny wokół Ziobry i jego środowiska.
Pytanie brzmi więc nie tylko, kto ma rację, ale kto na tym wszystkim wygrywa. I czy prawica sama nie wpędza się w pułapkę, z której później bardzo trudno będzie wyjść.
Mnie osobiście taka sytuacja po prostu odstręcza. Nie widzę w Ziobrze żadnego bohatera. Bohater polityczny bierze odpowiedzialność i mierzy się z konsekwencjami swoich decyzji ( tak jak jego pracownice), a nie staje się osią kolejnej medialnej wojny, która coraz bardziej męczy ludzi i pogłębia polityczny chaos i widać po sondażach , że mocno szkodzi.