Wmawia się Polakom, że im więcej wiatru i słońca w energetyce, tym tańszy prąd w gniazdku. Tymczasem – im więcej wiatraków i paneli fotowoltaicznych, tym rachunki rosną. Paradoks? Nie – po prostu brutalna rzeczywistość „zielonej transformacji”.
Na papierze wygląda to imponująco. Polska ma 21,8 GW mocy w fotowoltaice i 10,3 GW w wiatrakach. Łącznie ponad 32 GW nominalnej mocy OZE, więcej niż wszystkie elektrownie węglowe razem wzięte. Ktoś mógłby pomyśleć – wystarczy na zasilenie całej Polski. A jednak prawda jest dużo mniej spektakularna: z tej górnolotnej mocy uzyskujemy średnio… 4,6 GW realnej energii. Reszta istnieje tylko w folderach reklamowych i prezentacjach polityków.
A koszty są astronomiczne.
Aby uzyskać 1 GW realnej mocy z wiatru, trzeba postawić wiatraki o łącznej mocy 3,3 GW, za 26,7 miliarda zł. Do tego miliard rocznie na utrzymanie. Łącznie w ciągu 25 lat: 56,7 miliarda złotych.
Tymczasem 1 GW z węgla przez ten sam czas to 52,5 miliarda – taniej, stabilnie i niezależnie od pogody.
Fotowoltaika jest trochę bardziej opłacalna niż wiatraki, ale też ma swoje pułapki. Żeby uzyskać 1 GW realnej mocy, potrzeba 9 GW paneli. Koszt – 27 miliardów złotych. I tu również po 25 latach trzeba wszystko wymienić, zutylizować, kupić nowe. Ekologia? Chyba tylko na papierze.Koszty utylizacji są koszmarnie drogie.Do tego dochodzi ETS – podatek klimatyczny UE, który potrafi zwiększyć koszt energii z węgla o 3 miliardy zł rocznie na 1 GW. I to właśnie ETS jest prawdziwą przyczyną drogich rachunków, a nie sam węgiel. Pamiętamy, że to Tusk za swoich pierwszych rządów podpisał porozumienie klimatyczne
Absurd polega na tym, że zamiast inwestować w stabilne źródła energii, jak małe reaktory atomowe SMR, które dawałyby Polsce bezpieczeństwo i niezależność, wpycha się nas w niemieckie turbiny wiatrowe i uzależnia od obcych dostawców. Zyskują na tym banki, korporacje i zachodni producenci, a Polacy płacą coraz wyższe rachunki.
Polska transformacja energetyczna wygląda więc tak: płacimy miliardy za niestabilne źródła, które i tak trzeba ratować… węglem. A na końcu jeszcze dopłacamy Brukseli haracz za ETS.
To nie jest żadna ekologia. To jest ekonomiczny i polityczny absurd, który prędzej czy później skończy się blackoutem albo bankructwem systemu.
A jaka jest prawdziwa alternatywa? Węgiel + atom, a nie wiatraki pod oknami i rachunki po 1000 zł miesięcznie i oczywiście wypowiedzenie porozumienia klimatycznego. Trump już to zrobił. Gdybyśmy mieli normalny, polski rząd postąpilibyśmy tak samo. Tymczasem jest Tusk i many to co mamy.