Drony wpadły do Polski. Wojna trwa od lat, więc dziwne, że dopiero teraz. Ale wlatują akurat wtedy, gdy Trump próbuje zakończyć konflikt. Im bardziej on chce – tym bardziej ktoś nie chce. Takich prowokacji będzie więcej.

 

A nasi politycy będą deklarować gotowość do rozpętania jeszcze większej wojny w obronie honoru Polski. Bo jak śmią drony przekraczać polską granicę! Rozumiecie ten dowcip – oni i honor, to przecież oksymoron. Jestem ciekaw, czy są jeszcze ludzie w Polsce, którzy nabierają się na ten żart?

 

Pozostaje więc pytanie, w imię czego oni to robią? Po co odstawiają te swoje teatralne pozy z greckiej tragedii, gdyż przecież nie robią tego dla dobra Polski? Dlaczego dają pożywkę prowokatorom? Bo przecież jest chyba oczywiste dla każdego, że reagując histerycznie na każdą prowokację, wspieramy w ten sposób prowokatorów.

 

Załóżmy, że za prowokacją z dronami na polskim niebie stoi Putin. Oczywistym celem było zwiększenie napięć oraz sabotowanie rozmów pokojowych. To znaczy, że reakcja naszych władz – w istocie wspierała realizację celów prowokacji. Czyli co, rządzą nami ruskie trolle?

 

A przecież częstotliwość prowokacji i ich waga będzie się nasilać, im większa będzie szansa zakończenia wojny. To przecież oczywiste i należy się do tego przygotować. Bo bez wątpienia są jakieś siły, które nie chcą, aby wojna na Ukrainie się zakończyła.

 

Przygotowanie się do czegokolwiek nie jest jednak w polskim stylu. Bo naszym państwem nie rządzi się na zasadzie jakiegoś planu i realizacji strategicznych celów. Nasze państwo jest przecież akcyjne i funkcjonuje na zasadzie akcja–reakcja.

 

Kiedyś mieszkałem w kamienicy, w której w piwnicy ulatniał się gaz. Na klatce schodowej stężenie gazu wywoływało kaszel. Każdy zdawał sobie sprawę z zagrożenia, ale nic z tym nie można było zrobić. Aż do czasu, gdy w Gdańsku wyleciała w powietrze inna kamienica. I nagle zaczęła się akcja „Precz z gazem w kamienicach”. Kominiarze, strażacy, kontrole, ekipa remontowa natychmiast wymieniła/naprawiła instalację gazową. Nam się dzięki temu udało. Bo to taka polska odmiana ruskiej ruletki – uda się lub nie.

 

A teraz mamy akcję „Dron”. Okazało się bowiem, że nie mamy żadnej obrony przeciwko dronom. A przecież od 3 lat toczy się wojna dronowa tuż za naszymi granicami. A my podskakujemy Putinowi jak wesz na grzebieniu. Wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby udało się nam sprowokować Rosję do prawdziwego ataku dronami na Polskę? Na szczęście nikt nas nie traktuje poważnie.

 

W każdym razie teraz mamy histeryczną reakcję na akcję i będziemy przez pięć minut zakładać systemy obrony antydronowej. Ale nie przeciwpancernej. Bo przecież nie mamy akcji „Czołg”. Gdyby naszą granicę przekroczyły czołgi –mielibyśmy akcję „Czołg”. Gdyby ruskie okręty – mielibyśmy akcję „Pancerne Wybrzeże”. Bo tak działa to nasze państwo.

 

Oczywiście ta akcja będzie trwała krótko i na pewno nie będzie miała żadnych realnych skutków. Za chwilę wydarzy się przecież coś innego, a wtedy sruu – nasze państwo przystąpi z zapałem do realizacji innej akcji. Na przykład w szkole na lekcji zamordowany zostanie przez uczniów nauczyciel – akcja „Stalowy Nauczyciel”. Pijany kierowca rozjedzie dzieci idące do szkoły – akcja „Dzieci bezpiecznie idą do szkoły!”. Wykryty zostanie ruski szpieg i będzie akcja „Śmierć szpionom”.

 

To jest właśnie polska odmiana ruskiej ruletki.