Historia zna wiele epidemii, jedne atakowały ciało, inne umysł. Polska natomiast dopadła przypadłość osobliwa. Nie znajdziesz jej w podręcznikach medycyny ani w statystykach WHO, ale objawy widać gołym okiem.

Powiedzmy to wprost.To choroba systemowo-mentalna, przez którą wszystko działa… tylko nie tak, jak powinno.

Pacjent – nazwijmy go „Państwo” – najpierw zaczął wykazywać mocne zaburzenia pamięci. Ciągle zapomina własne deklaracje, obietnice i zapowiadane plany. Jeszcze wczoraj ogłaszano „sto konkretów”, dziś nikt nie pamięta, co było w środku – jakby była to instrukcja obsługi rzeczywistości napisana dla tych, którzy i tak jej nie przeczytają. Tyfusek uderza właśnie w pamięć: hasła zostają, sens znika, a zbiorowa świadomość działa w trybie „reset po każdej konferencji”.

Według „epidemiologów” to już nie incydent – to pełnoprawna epidemia. W wyliczeniach mówi się, że „30 procent społeczeństwa” wykazuje objawy zarażenia. Gorączkę sloganową, odporność na fakty i alergię na konsekwencję. Oczywiście w świecie rozsądku nikt nikogo nie izoluje- ale w świecie tej satyry zalecenia brzmią jak z kabaretu: ograniczyć kontakt z absurdem, stosować codzienną dawkę krytycznego myślenia i reagować natychmiast, gdy pojawiają się symptomy pustych deklaracji. Bo Tyfusek rozchodzi się szybciej niż plotka – jedno chwytliwe hasło i rozum trafia na kwarantannę. Choroba ma też objawy polityczno-historyczne.

Komentatorzy rzeczywistości twierdzą, że Tyfusek powoduje nagły wysyp duchów z komunistycznej przeszłości – jakby historia dostała gorączki i zaczęła chodzić po ulicach. W nagłówkach pojawiają się komunikaty z linii Warszawa–Waszyngton o „profilaktycznym wstrzymywaniu rozmów” z zainfekowanymi jednostkami. Rzekomo po to, by nie zarazić się naszą krajową gorączką.

Tyfusek działa metodycznie. W administracji powoduje skostnienie proceduralne. Każda sprawa obrasta papierologią szybciej niż las po deszczu. Obywatel przychodzi z prostą sprawą, wychodzi z teczką pełną pieczątek i wrażeniem, że właśnie ukończył kurs przetrwania w dżungli przepisów.

Gospodarka funkcjonuje jak sportowiec z plecakiem pełnym regulacji. Każdy krok to nowe interpretacje, poprawki i drobny druk. Edukacja zmienia się szybciej niż szkolne dzwonki, ucząc przede wszystkim jednej umiejętności – adaptacji do kolejnej wersji rzeczywistości. Służba zdrowia sama wygląda jak pacjent wymagający radykalnej terapii, a kolejki stają się miejscem refleksji nad przemijaniem.

Najostrzejszy objaw Tyfuska dotyka debaty publicznej. Temperatura rozmów rośnie błyskawicznie. Argumenty przegrywają z hasłami, dialog przypomina pojedynek emocji -głośny, szybki i bez zwycięzców.

A jednak organizm społeczny wykazuje niezwykłą odporność. Polacy nauczyli się żyć w tym stanie z dystansem.

Ale jak zwalczyć epidemię?

Mówi się o terapii złożonej z odpowiedzialności, pamięci i zdrowego rozsadku- składników rzadkich, ale skutecznych. Kuracja długa, wymagająca współpracy całego społeczeństwa.

Na razie jednak fakt pozostaje niezmienny: Polska jest zarażona Tyfuskiem. Kaszle absurdem, gorączkuje sloganami i bredzi głupoty.