Przy okazji zdobytych medali przez naszych skoczków warto wiedzieć, że
Polski Komitet Olimpijski działa dziś w rzeczywistości, która dla wielu brzmi jak paradoks: reprezentuje państwo na najważniejszej sportowej scenie świata, a jednocześnie nie ma stałego finansowania z budżetu państwa. Musi szukać sponsorów, negocjować umowy, liczyć każdą złotówkę – dokładnie tak, jak prywatna organizacja walcząca o przetrwanie na rynku.
W tym samym czasie inne elementy systemu sportu są zasilane pieniędzmi publicznymi . Kadry, programy przygotowawcze, związki – tam budżet państwa działa. A komitet, który symbolicznie niesie biało-czerwoną flagę na igrzyskach, funkcjonuje głównie dzięki komercyjnemu wsparciu. To tworzy napięcie: sport narodowy oparty na prywatnym finansowaniu.
Można powiedzieć: taki model istnieje też gdzie indziej. To prawda- świat zna różne rozwiązania. Ale pytanie nie brzmi, czy to możliwe. Pytanie brzmi, czy to jest świadomy wybór państwa, czy efekt politycznej obojętności wobec instytucji, która reprezentuje kraj na arenie olimpijskiej.
Sytuacja, w której komitet musi sam gwarantować premie medalistom i zabiegać o środki, podczas gdy państwo ogranicza się do roli obserwatora, rodzi naturalne wątpliwości. Bo sport olimpijski to nie tylko marketing i sponsorzy – to także element prestiżu państwa.
I tu dochodzimy do sedna. Jeśli państwo pod rządami Tuska uznaje, że narodowy komitet olimpijski ma radzić sobie sam, to jest to decyzja polityczna – nie techniczna. A decyzje polityczne podlegają ocenie obywateli.
Bo kiedy sportowiec stoi na podium, nie reprezentuje sponsora. Reprezentuje kraj.
Zostaw komentarz