Tak przy okazji 60 – ej rocznicy listu polskiego Episkopatu do niemieckich biskupów i wpisu Pana Prof. Łukasza Tomasza Sroki z UKEN w Krakowie o długim poszukiwaniu efektów dialogu nasunęła mi się jedna refleksja.
Tylko cóż ten dialog polsko-niemiecki, zapoczątkowany przez List polskich biskupów do niemieckich, przyniósł w warunkach realnego stosowania tego pojednania? Napiszę z goryczą. Nie nic, ale doprowadzenie do tego, że winą za napad niemieckiej III Rzeszy na Polskę I września 1939 roku, obarcza się coraz częściej właśnie Polskę. A sama II wojna światowa w niemieckiej opinii publicznej uznawana jest, także za sprawą polskiej polityki historycznej co do jej ofiar, konfliktem uniwersalnym, w którym trudno odróżnić agresora (Niemcy) od ofiary (Polska, Polacy i inne narodowości).

Tu dla historycznej ścisłości – jaka była reakcja biskupów niemieckich na polski list. Krótko- tak naprawdę w stylu: wy macie swoje racje a my swoje. Niemieccy biskupi co prawda też prosili o wybaczenie, ale ani: 1. jednym słowem nie zająknęli się, że do polskich cierpień przyczynił się naród niemiecki, że ich sprawcą był naród niemiecki; 2. nie byli też łaskawi uznać polskiej granicy zachodniej; 3. a i teraz, przy okazji hucznych obchodów rocznicy tego listu, pozwolili sobie na uwagę, że także Niemcy byli ofiarą nazizmu, co w efekcie oznacza, że to nie Niemcy w czasie II wojny światowej wymordowali kilka milionów Polaków, ale bezpodmiotowy nazizm.