Państwo się zapewne już zorientowali, iż jestem, w całym tego słowa znaczeniu, kiedyś użytym przez Lecha Wałęsę- popaprańcem prawicowym. Za komuny… inwigilowany, potem ze zmiennym szczęściem funkcjonowałem w lokalnej polityce jako radny, działacz NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych, a nawet wojewódzki prezes partii agrarnej, o której już całkiem zapomniano – Porozumienie Ludowe. Zmieniając podczas pierwszej edycji rządów PiS ordynację wyborczą, wprowadzając blokowanie list, co miało zaowocować spektakularnym sukcesem, szeregowy znowu najważniejszy poseł — pozbawił mnie pracy i zakończył moją karierę polityczną. A to przez to, że wszystkie wraże siły w mojej okolicy SLD, PO, PSL, Samoobrona — złączyły, zjednoczyły, zblokowały się ze sobą tak skutecznie, że mimo doskonałego, drugiego wyniku — mandatu w 4-mandatowym okręgu nie uzyskałem. Jednak ja nie mam o to do Prezesa żalu, tak jak ci, którzy po utracie wcześniejszych tłustych synekur zieją ogniem nienawiści do wszystkiego, co pisowskie. Sam się przecież PiS też na wcześniejszych wyborach przejechał. Teraz myślę o tym z wdzięcznością, jestem bowiem przekonany, że wysadzając mnie z siodła prowincjonalnej politycznej chabety, oddalając ode mnie stresy z tym związane — przedłużył mi przez to życie. Wtedy mając 64 lata, stałem się znowu, jak za schyłkowej komuny, kiedy wyrzucili mnie z pracy w szpitalu psychiatrycznym — wolnym człowiekiem i mogłem się poświęcić robieniu dobrych uczynków w społeczności osób niepełnosprawnych, kierując Zakładem Aktywności Zawodowej. Był to w mojej biografii relatywnie krótki, ale ozłocony bardzo dobrymi wspomnieniami — czas, za który nawet zostałem, wraz z zespołem współpracowników, uhonorowany bardzo prestiżową w środowisku nagrodą „Lodołamacza”. Utworzyłem wydawnictwo, wprowadziłem, kontynuowany do dziś zwyczaj wspólnych peregrynacji do miejsc ciekawych, a przy tym ważnych dla historii Polski. Zawiodłem nawet swoją ekipę do pałacu prezydenckiego, ale wtedy Lecha Kaczyńskiego akurat nie było, więc nie mogłem na jego ręce złożyć podziękowań dla brata, za to, że mnie z polityki wysiudał
Popapraniec!
O autorze: Stanisław Wodyński
Urodzony w 1943 r. w Złoczowie działacz opozycji antykomunistycznej. Kawaler Krzyża Wolności i Solidarności, Samorządowiec, wieloletni radny, pierwszy wójt Branic, przez dwie kadencje członek zarządu powiatu głubczyckiego. Rolnik, działacz NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych, figurant w aktach "SB" pod nazwą "tandeciarz". Absolwent Państwowej Szkoły Medycznej ITZ. Założyciel pracowni ekspresji sztuki psychopatologicznej w szpitalu psychiatrycznym w Branicach. Odkrywca talentu twórcy art brut Mariana Henela. Autor licznych publikacji wspomnieniowych. Pasjonat genealogii rodzinnej. Odznaczony honorową odznaką "Za zasługi dla Województwa opolskiego" oraz honorową odznaką "Działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych" (2019).
Podobne wpisy
Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.
Zostaw komentarz