Staram się nie pisać o Powstaniu… Po prostu – jestem na to za głupi. Napiszę tylko wspomnienie, które dało mi więcej niż wszystkie książki o tym tragicznym zrywie.
Na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy już mogli, weterani Powstania Warszawskiego zjeżdżali z całego świata. Starsi i młodsi, mniej lub bardziej sprawni — wszyscy nosili na sobie jakieś powstańcze akcenty. Pracowałem wtedy w hotelu Europejskim i miałem szczęście przebywać wśród tych ludzi. Wieczorami spotykali się w grupach i wspominali. Mój Boże, jacyż to byli wspaniali ludzie! Ich język, maniery, postawa… prawdziwa przedwojenna szkoła.
To, co najbardziej zapadło mi w pamięć, to oczy — wiecznie młode, uśmiechnięte, pełne tego blasku, który widzimy na zdjęciach i filmach z Powstania, szczególnie z jego pierwszych dni. Te oczy uświadomiły mi dwie rzeczy: byli to ludzie twardzi i niezłomni. I że Powstanie wybuchłoby nawet bez rozkazu.
Wieczna chwała i pamięć!
Zostaw komentarz